Pierwsze kilometry... za płoty. Z roku na rok coraz bardziej się boję jadąc po śniegu i lodzie. Czuję wówczas jak mi się marszczy ze strachu skóra na dupie. Kiedyś aż tak bardzo nie działała u mnie wyobraźnia, teraz widzę i czuję glebę na każdym przejechanym metrze. Ciężka to będzie zima pod tym względem.
Wyszedłem na rower właściwie tylko pro forma, ale skoro nie pada to warto dołożyć choć troszkę kaemów do rekordu rocznego. Czasu zbyt dużo nie miałem i planu na trasę też, to pokręciłem się po mieście, przejechałem dwa mosty - i tyle.
Trzecie pływanie w grudniu i ostatnie w tym roku. Dziś krócej niż normalnie, ale nie z braku czasu czy kondycji, tylko dla równego rachunku. Podsumowanie: - 60 km, - 2400 razy od ściany do ściany,
Tydzień nad morzem upłynął bez roweru, za to na spacerach zaliczyłem 132 małe kwadraciki i 3 duże. Po powrocie odebrałem rower z serwisu z nową owijką, linkami i pancerzami. Dziś przejazd techniczny.
Teraz będzie tydzień przerwy, więc dodałem trochę kilometrów do statystyk. A później oddałem rower w dobre ręce, na wymianę pancerzy, linek i owijki, bo tego sam nie umiem zrobić. No i co najważniejsze, Wowa zabierze mój rower do domu i będę mógł w sobotę go od niego odebrać.
Ciułam jeszcze kilometry, bo chcę też i na Stravie mieć te piętnaście tysięcy kilometrów. Różnica wynika z tego, że nie zawsze i nie od początku włączałem licznik, stąd Garmin nie zliczył dokładnie przejechanego w tym roku dystansu. na zdj Urz. Gm. Michałowice
Centralnie wbił mi się prawdziwy, typowy gwoździk w tylną oponę. Przynajmniej nie szukałem długo obcego ciała, które przedziurawiło dętkę. Zapasowa był klejona łatką samoprzylepną i jeździła od miesięcy w torbie w upałach i mrozach. Klej nie wytrzymał i żeby dojechać do sklepu rowerowego w Konstancinie trzy, albo cztery razy musiałem dopompować. Kupiłem od razu dwie i już bez przygód dojechałem do domu. Pobiłem swój rekord rocznego
Do Tarczyna pojechałem na szosowej z przodu i gravelowej z tyłu i w niczym mi to nie przeszkadzało. Wieczorem przyszła zamówiona opona i znowu mam dwie takie same. No, prawie. Różnią się literkami na końcu, PANARACER GravelKing SK+ i PANARACER GravelKing SS
Ten uczuć, gdy czterdzieści kilometrów od domu zauważasz, że bok opony zaczyna się rozwarstwiać i widać gulę, czujesz na kierownicy bicie przy każdym obrocie koła i oczywiście nie wozisz opony w zapasie. Spuściłem powietrze do 3,5 atm i z duszą na ramieniu jakoś dojechałem. Panaracer GravelKing SS - przebieg 7700km Na zdj Prymasa Tysiąclecia w porannym słońcu
@czegotosienierobidlanagichfotek Bieżnik jest całkiem dobry, a opony jeszcze nie zdejmowałem. Mam drugi komplet kół, dzięki tobie, więc na szybko założyłem i będę jeździł. Jak przyjdzie nowa opona zrobię zdjęcie.
Śnieg za oknem, a nawet lekka zadymka, kazała mi poczekać na poprawę warunków. Kiedy już można było wyjść, pojechałem po zamówione książki na Pańską, a kiedy wróciłem do domu zostawić plecak, było już z czasem. Wystarczyło w sam raz na krótszą pętelkę przez Nadarzyn, Wilczą Górę, Zamienie i Dawidy. Po opadach asfalt mokry, rower uwalany, wosk z łańcucha wypłukany, czyli roboty co niemiara. Takie to uroki
Miałem dziś ponownie przejechać trasę z wczoraj, tym razem zapisując ślad i zwiększając pulę kwadracików, ale tym razem Garmin miał za słabą baterię. Nie naładował się, a ja nie sprawdziłem tego przed wyjazdem. Do 3 razy sztuka.
Wstyd dodawać takie kilometry, ale na tagu mały ruch, to może nie zostanę wyśmiany. :)
#rowerowyrownik
Skrypt | Statystyki