Ostatnio z ciekawosci bylem w kilku punktach gastronomicznych zawierajacych w swoim szyldzie reklamowym lub menu pozycje fit. W 3 z 4 punktow nikt nie chcial mi podac gramatury skladnikow uzytych w daniach lub koktajlach, a jak spytalem: zatem w ktorym miejscu to jest fit, jak nie wiem jak to wliczyc do bilansu kalorycznego i uzupelnic makroskladniki? To głowa w dół i tylko czeka, aż odejdę. Tragedia.