Hej Miruny.
Mam taki dylemat życiowy dotyczący serii Assassin's Creed. Wiele osób uważa markę Ubisoftu za powtarzalną wydmuszkę bez ambicji. Nie mogę powiedzieć żebym się z tą opinią nie zgadzał, natomiast po świetnym AC2 zacząłem traktować tą serię jako moje "guilty pleasure". Gry z wysokobudżetową produkcją, średniawą fabułą, i powtarzalnymi rozwiązaniami w gameplay'u. Będąc podłączonym do Animusa lubiłem po prostu wyłączyć mózg i odhaczać kolejne lokacje na mapie gry. Gdyż w zasadzie eksploracja ograniczała się dokładnie do tej czynności - bezmózgiego zaliczania różnych wyzwań, zazwyczaj bez znaczących nagród. Wcześniej nie miałem nic przeciwko temu rozwiązaniu. Jedyna uwaga. Nie wyobrażam sobie ogrania kilku Asasynów pod rząd. Zazwyczaj jedna gra dawała mi tą idealną dawkę uzupełniania checklisty + ciekawy okres historyczny i fabuła do stolerowania.
Gdzie więc dylemat?
Otóż ograłem właśnie AC Odyssey z wszystkimi DLC, robiąc 100% acziwów. O ile w poprzednich odsłonach było to dość uspokajające miłe doświadczenie to Odyseja jest pierwszą grą przy której poczułem się jakbym zmarnował masę czasu. Ba! Byłem oczarowany Origins'ami kiedy przechodziłem grę w zeszłym roku. Pustynny krajobraz był dla mnie iście magiczny. Historia Bayek'a i jego żony bardzo mi spasowała i mocno wciągnęła mnie w świat starożytnego Egiptu. Odyseja natomiast, rozgrywająca się w potencjalnie mega interesującym okresie czasu oraz miejscu, nie wciągnęła mnie w połowie tak mocno jak jej poprzedniczka.
Mam taki dylemat życiowy dotyczący serii Assassin's Creed. Wiele osób uważa markę Ubisoftu za powtarzalną wydmuszkę bez ambicji. Nie mogę powiedzieć żebym się z tą opinią nie zgadzał, natomiast po świetnym AC2 zacząłem traktować tą serię jako moje "guilty pleasure". Gry z wysokobudżetową produkcją, średniawą fabułą, i powtarzalnymi rozwiązaniami w gameplay'u. Będąc podłączonym do Animusa lubiłem po prostu wyłączyć mózg i odhaczać kolejne lokacje na mapie gry. Gdyż w zasadzie eksploracja ograniczała się dokładnie do tej czynności - bezmózgiego zaliczania różnych wyzwań, zazwyczaj bez znaczących nagród. Wcześniej nie miałem nic przeciwko temu rozwiązaniu. Jedyna uwaga. Nie wyobrażam sobie ogrania kilku Asasynów pod rząd. Zazwyczaj jedna gra dawała mi tą idealną dawkę uzupełniania checklisty + ciekawy okres historyczny i fabuła do stolerowania.
Gdzie więc dylemat?
Otóż ograłem właśnie AC Odyssey z wszystkimi DLC, robiąc 100% acziwów. O ile w poprzednich odsłonach było to dość uspokajające miłe doświadczenie to Odyseja jest pierwszą grą przy której poczułem się jakbym zmarnował masę czasu. Ba! Byłem oczarowany Origins'ami kiedy przechodziłem grę w zeszłym roku. Pustynny krajobraz był dla mnie iście magiczny. Historia Bayek'a i jego żony bardzo mi spasowała i mocno wciągnęła mnie w świat starożytnego Egiptu. Odyseja natomiast, rozgrywająca się w potencjalnie mega interesującym okresie czasu oraz miejscu, nie wciągnęła mnie w połowie tak mocno jak jej poprzedniczka.
Muszę się przyznać, że od kilku lat #mlm był dla mnie takim guilty pleasure dlatego obecne ożywienie na tagu jest niczym prezent na gwiazdkę czy innego mikołaja. Skłoniło mnie to by podzielić się moimi własnymi przeżyciami z geniuszami marketingu sieciowego.
Zacznijmy może od tego, że od lat nastoletnich jestem do całego tego złodziejstwa nastawiony negatywnie. Za młodziaka jakiś lisek chytrusek omamił moich rodziców herbalife'm. O ile ojciec w miare szybko przejrzał na oczy to niestety mamie zajęło to więcej czasu. Gośc dobrze trafił bo moja mama jest lekarzem i całkiem nieźle zarabiała. Tak jej sprał mózg, że wyciągnął od niej grube tysiące zanim się opamiętała (powiedzmy że to były lata early - 2000). Od tego czasu jestem absolutnym hejterem wszelkiego tego typu przedsięwzięć.
No