Czy to normalne, że miesiąc od zwolnienia się pracodawczyni męczy mnie, abym jej kogoś znalazła? Jak się zwalniałam to babeczka, dla której pracowałam wymyśliła sobie, że zatrudni pracownika gen X, bo przecież to zupełnie inne podejście do pracy, nie to co te Zetki. Okazało się, że babka dosyć, że była niekompetentna, nie umiała totalnie w kąkuter, to miała na dodatek gorszy styl pracy niż ja jako Zetka. Spóźniała się, robiła non stop

panthererose










