@ravpawlisz: Sęk w tym, że też sądziłem, że to jest właśnie sposób, ale - odwołując się do klasyki polskiego rocka - "Wciąż są różne koło mnie, nie budzę się sam, ale nic nie jest proste w te dni". Jakoś kiedy wiążesz z drugą osobą nadzieje na to, by się razem zestarzeć, to inne kobiety stają się jakieś takie nijakie.
@szymy: Też się nad tym zastanawiałem, ale paradoksalnie w
@sw3ar: Obyś miał rację. Od pół roku (a w sumie to od trzech miesięcy, kiedy uświadomiłem sobie, że to już definitywny koniec i nie ma odwrotu), funkcjonuję trochę jak robot.
@wooda99: Dopiero jak skończyłem pisać, to uświadomiłem sobie jaką ścianę tekstu popełniłem, dlatego dodałem TL:DR.
@NoiCoTera: Hmm... Pozytywy na pewno jakieś się znalazły. Od rozstania odbudowałem kontakt ze znajomymi, i poznałem nowych ludzi, bo przez ten czas zawsze Ona była na pierwszym miejscu. Mam w sumie więcej czasu dla siebie, o co chyba zawsze najwięcej było spięć. No i strasznie podbudowała moją pewność siebie, dzięki czemu jestem teraz tu, gdzie jestem. Trzymaj się cumplu, ja na razie jestem na etapie "Co zrobić dalej ze swoim
@thewickerman88: Mądrze prawisz, bo póki co to im więcej czasu mija, tym gorzej to znoszę.
Chciałem tego uniknąć, bo raz się rozstałem właśnie w ten sposób, i potem to strasznie niezręcznie wychodzi, gdy spotykasz przypadkiem w towarzystwie tą drugą osobę, która udaje że cię nie zna mimo iluś chwil przeżytych razem, ale chyba to wraz lepsza opcja niż cały czas wspominać i roztrząsać to, co było.
@natjes: I widać, że nie przeczytałeś, bo właśnie próbowałem wszystkiego.
Najpierw faza opijania i melanżu, obskoczyłem wszystkich znajomych, nawet dawno niewidzianych, aż trochę dni mi się zaczęły zlewać w jedno i przyszło otrzeźwienie. Potem faza marihuanowa. To akurat całkiem przez jakiś czas dobrze pomagało, ale włączyło mi się straszne lenistwo, traciłem motywację do ogarnięcia swoich obowiązków, więc odciąłem się od tego.
Jakbyś doczytał - do przegrywa mi bardzo daleko. Zajęcia
@szymy: Też się nad tym zastanawiałem, ale paradoksalnie w
@wooda99: Dopiero jak skończyłem pisać, to uświadomiłem sobie jaką ścianę tekstu popełniłem, dlatego dodałem TL:DR.
Chciałem tego uniknąć, bo raz się rozstałem właśnie w ten sposób, i potem to strasznie niezręcznie wychodzi, gdy spotykasz przypadkiem w towarzystwie tą drugą osobę, która udaje że cię nie zna mimo iluś chwil przeżytych razem, ale chyba to wraz lepsza opcja niż cały czas wspominać i roztrząsać to, co było.
Najpierw faza opijania i melanżu, obskoczyłem wszystkich znajomych, nawet dawno niewidzianych, aż trochę dni mi się zaczęły zlewać w jedno i przyszło otrzeźwienie. Potem faza marihuanowa. To akurat całkiem przez jakiś czas dobrze pomagało, ale włączyło mi się straszne lenistwo, traciłem motywację do ogarnięcia swoich obowiązków, więc odciąłem się od tego.
Jakbyś doczytał - do przegrywa mi bardzo daleko. Zajęcia