Prawie łysy, ubrany w ciemne i obdarte szaty mężczyzna w sile wieku siedział na skale przy brzegu. Powili zbliżający się wieczór sprowadzał do portu rybaków. Pomagający im synowie i kobiety mijali zastanego w siedzącej pozie człowieka bez słowa. Nikt z nim nie rozmawiał, większość nie darzyła szacunkiem tego co robił. Otrząsając się na chwilę ze stanu zamyślenia zmierzył wyciągniętą ręką odległość księżyca od tafli wody. Księżyc był w pełni i bił w jego stronę niemal równie mocnym światłem jak zachodzące słońce. -Już niedługo – mruknął sam do siebie. Spojrzał ukradkiem we wnękę blisko wody. Widział jak lustrzana tafla powoli podnosi się do miejsca w którym pozostawił otwartą klatkę. Myśląc już o zadysponowaniu zdobyczą, której jeszcze nie ma, sięgnął do kieszeni po drobny pęk kolendry. Podniósł drobną roślinę ku słońcu i znowu zastygł w stanie zamyślenia. Przypominał sobie opis tej przyprawy ze starych rycin i jednocześnie zwracał uwagę na drobne kryształki pojawiające się na spodzie jej listków. Ciekawość, głód ciekawości. Z tego zamyślenia wyrwał go trzask. Niedaleko jakiś człowiek uderzeniami miotły wyganiał szczura z prowizorycznej szopki w której najpewniej mieszkał.
źródło: comment_CrmPsqo8j3v9pJUW5sP5CDZX8tYPERGD.jpg
PobierzGra miodna ukończyłem z 10 razy :)