Paryż płonie. Z rozpaczy, która nierzadko przeradza się w bolesną nienawiść. Po raz kolejny dżihad ma się w najlepsze i pomimo zamknięcia francuskiej granicy przez prezydenta Francji, złapanie wspólników nieżywych (rzekomo) terrorystów to, w porównaniu ze skalą problemu, nic innego jak zwykła oczywistość
Mój znajomy, Francuz z którym na co dzień pracuję, a który mieszkał w Paryżu przez dobre kilka lat, pomimo dozgonnej miłości zarówno do kultury, jak i krajobrazu kraju ojczystego, staje się coraz bardziej zniechęcony do powrotu w rodzinne strony. Często wypytuję go o skalę problemu imigracyjnego, z którym Francja się zmaga, i on sam zaczyna coraz śmielej twierdzić, iż jesteśmy świadkami czasów, kiedy to jedyną sensowną opcją obrony Europejskiej cywilizacji przed dżihadystycznym come-back’iem zaczyna wydawać się nie kto inny, jak nacjonalistyczna prawica.
Od dawna codziennie rozmawiamy o aktualnej sytuacji Europy, która w dobie globalnego zagrożenia ze strony ISIS i jej kumpli, coraz chętniej daje mandat władzy partiom, które choć mało popularne w czasie pokoju, w obliczu niewychwyconego w porę ataku staje się nagle jedynym realnym rozwiązaniem, coraz częściej w opinii największego nawet liberała.
W tym też upatruję sporą część składową bezprecedensowej wygranej PIS-u w niedawnych wyborach, zarówno parlamentarnych jak i prezydenckich. Pomijając jej odmienione oblicze (z JarKaczem poza wizją) i katastrofalne posunięcia Platformy, to właśnie mocny i zdecydowany głosie sprzeciwu wobec ślepego (zdaniem prawicy) liberalizmu Europy Zachodniej dolał oliwy do ognia. Owe 37,58% niekoniecznie wzięło się tylko i wyłącznie dlatego, że po prostu „nie było innej opcji”.
W obliczu wczorajszych wydarzeń w Paryżu, Europę czeka mocny wstrząs i tylko od polityków Wielkiej Trójcy (Francji, Niemiec i anty-unijnej Wielkiej Brytanii) zależy bezpieczeństwo Europy. Zachód, który od lat ma problemy z ciągotami w stronę appeasement’u, obudzi się w Sobotę w bardzo zmienionym świecie. Charlie Hebdo była sytuacją krytyczną, ale wymierzoną we „wroga” islamistów, którzy jak pies kości strzegą imienia swego boga przed jakąkolwiek ujmą. Wczorajsze „żniwo” to atak na każdego z nas, bo codziennie regularnie bywamy „zwykłym przechodniem”.
W tak zastanej rzeczywistości wkrótce okazać się może, że w czasie wysokiej próby Europa Zachodnia zacznie powoli gasić liberalne światła, w ich miejsce odpali za to wojenne reflektory. Granicę już zamknęła. I, paradoksalnie w tym wszystkim, z dnia na dzień okazać się może, że polska prawica, która dzięki Gazecie Wyborczej miała ostatnio dość fatalną prasę, wyrośnie na partnera do rozmów, na którym można polegać, ba – stawiać za wzór!
To nie był dobry dzień.
3strona