Indie, dzień 6.
Po podróży nocnym autobusem ok. 6 rano byliśmy na miejscu - w Hampi. Słowem wyjaśnienia, jest to malutka miejscowość, która powstała pomiędzy ruinami średniowiecznego potężnego miasta Vijayanagara, które liczyło w czasach świetności nawet pół miliona mieszkańców.

Wysiadka z nocnego autobusu zasługuje na opisanie tego w jakiejś książce. Na zewnątrz jeszcze ciemno, powoli świta Wychodzisz cały niewyspany, nie będąc do końca pewnym czy to już na pewno tu. A przed autobusem dosłownie horda Hindusów. Dopadają do ciebie i nie dają spokoju. W powietrzu rozbrzmiewają dziesiątki jednocześnie wypowiadanych słów "room" i "riksha". Wciskają ci w ręce pogiete mapy całej okolicy z zaznaczonymi ruinami, zupełnie nie w żadnej skali. A jak już tę mape weźmiesz, to się od gościa nie odpedzisz. A jak w końcu pójdziesz z innym, to ten który ofiarował ci mapkę podlatuje do ciebie i każe ja oddać. Taką mapkę ma chyba każdy w tej miejscowości - kogo nie spotkasz to on wyciągnie ja z kieszeni, rozprostuje i zaproponuje pokój, wycieczkę czy podwozke rikszą.

Samo Hampi to trochę rozpadających się domów, parę restauracji i hoteli i kupa sklepików i straganów. Ale restauracje bardzo dobre, polecam Mango Tree.
  • 3
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Indie, dzień 5.
Z dużym opóźnieniem - wcześniej nie było albo czasu albo możliwości (wifi).
Dzień 5 był ostatnim dniem w Goa - spędziliśmy go na plaży w Agondzie. Zajęliśmy całą lożę w barze na plaży i cały dzień tylko plażowanie i jedzenie, polecam, można wypocząć, w spokoju poczytać i dobrze zjeść.

Wieczorem nocny autobus do Hampi. Gość w biurze który sprzedawał w biurze bilety, zachwalał jaki to jest nowoczesny autobus Volvo i dlatego cena taka wysoka (jak na Indie). W rzeczywistości był to dość stary autobus indyjskiej produkcji. W środku kuszetki. Nie polecam autobusów z kuszetkami, nie da sie spać, co chwilę trzęsie, zakręty itd. Kuszetki dwuosobowe, spałem obok jakiegoś Anglika. Mało wygodnie.

Wrzucę
piternet - Indie, dzień 5.
Z dużym opóźnieniem - wcześniej nie było albo czasu albo m...

źródło: comment_phDEjFI8xDnRei3wzDU3SmUxE4jZVsdu.jpg

Pobierz
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Indie, dzień 3 i 4.
Oba dni podobne - spędzone głównie na plaży, w knajpach i ulicznych straganach. Dziś byłem na innej plaży jakieś 10km od miejsca gdzie mieszkam. Taxi na taka odległość to w takim turystycznym rejonie ok. 12zł.
Plaża w Agondzie o wiele ładniejsza od tej w Palolem - polecam! Do tego jest tam dużo chatek przy samej plaży o dość wysokim standardzie, przy czym sa dość drogie - takie już naprawdę ładne to już z 4000 Rs za noc (ok. 240zł). Taka chatka jest dwuosobowa. Niektóre są naprawdę świetnie położone, w palmowych zagajnikach, parę kroków od albo wręcz na samej plaży. Jest to oczywiscie jedna z najdroższych opcji, ja śpię w Palolem za ok 30zł za noc w hotelu, pokoje są w porządku, ale bez żadnych rewelacji i ze 150m od plaży. Jest klimatyzacja, ładny taras i wygodne łóżka, wystarczy :)
Także generalnie Agonda > Palolem, jest dużo porzadniejsze i mniej ludzi na plaży.

Jedzenie jest tu przepyszne, pogoda idealna (do 30 stopni, mała wilgotność), ludzi jak się wybierze dobrą plaże niedużo.
piternet - Indie, dzień 3 i 4.
Oba dni podobne - spędzone głównie na plaży, w knajpac...

źródło: comment_wOU3b5ufXXdXs0P8Iv8xjvZ2pPWWxTH0.jpg

Pobierz
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Indie, dzień 2.
Rano pobudka, śniadanie w jakimś okolicznym barze - całkiem niezłe, ale nie mam pojęcia co jadłem - trochę jakby racuchy, trochę placki. O 11 lecieliśmy z Chennai do Goa, indyjskimi tanimi liniami Jet Airways - całkiem w porządku, jest miejsce na nogi i nawet jedzenie dają. Niestety z międzyladowaniem w Bangalore - niezłe zamieszanie było. Pełno Hindusów lata w kółko, jakieś dziwne naklejki na bagaże itd.
Po przylocie do Goa taksówka do Palolem - aż dziwię się że jeszcze żyjemy. Ponad godzina jazdy z lotniska, kierowca chyba jakiś naćpany, co chwilę jakieś tiki nerwowe łapał, oczy całe czerwone. I z---------l dobre 80 na godzinę. Ale prowadził naprawdę dobrze, więc po jakiejś pół godzinie jazdy przestaliśmy się już aż tak martwić. Ale stres był mocny. Swoją drogą Hindusi jeżdżą chyba nawet mniej przepisowo niż w Egipcie czy Maroku - naprawdę szaleństwo. I to jeszcze po lewej stronie jezdni.

Po dotarciu do Palolem już na szczęście totalny relaksik. 30 stopni, plaża, dobry kilometr sklepów z pamiątkami i różnymi bzdetami. Ale sporo rzeczy fajnych, trzeba będzie coś kupić.

Po
piternet - Indie, dzień 2.
Rano pobudka, śniadanie w jakimś okolicznym barze - całkie...

źródło: comment_wdpqVAVg47Hw3dpubvdR8YrsNG7mP6bj.jpg

Pobierz
  • 1
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

W drodze do Indii. Będę od czasu do czasu coś wrzucał, jak ktoś chce to obserwujcie #piternetwindiach, nie będę spamowal w następnych wpisach tagami #indie #podroze.

Leciałem z Frankfurtu do Chennai. Lot bardzo fajny, pierwszy raz leciałem na taką odległość, żarcie w Lufthansie naprawdę niezłe. Siedzę teraz w hotelu niedaleko lotniska. Pierwsze wrażenia już za mną - pokoju który rezerwowalismy nie ma, jest inny.
piternet - W drodze do Indii. Będę od czasu do czasu coś wrzucał, jak ktoś chce to ob...

źródło: comment_eiQ8RDpzpfEURGHaSXJntSOZm3RsLavM.jpg

Pobierz
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach