Indie, dzień 5.
Z dużym opóźnieniem - wcześniej nie było albo czasu albo możliwości (wifi).
Dzień 5 był ostatnim dniem w Goa - spędziliśmy go na plaży w Agondzie. Zajęliśmy całą lożę w barze na plaży i cały dzień tylko plażowanie i jedzenie, polecam, można wypocząć, w spokoju poczytać i dobrze zjeść.
Wieczorem nocny autobus do Hampi. Gość w biurze który sprzedawał w biurze bilety, zachwalał jaki to jest nowoczesny autobus Volvo i dlatego cena taka wysoka (jak na Indie). W rzeczywistości był to dość stary autobus indyjskiej produkcji. W środku kuszetki. Nie polecam autobusów z kuszetkami, nie da sie spać, co chwilę trzęsie, zakręty itd. Kuszetki dwuosobowe, spałem obok jakiegoś Anglika. Mało wygodnie.
Wrzucę
Z dużym opóźnieniem - wcześniej nie było albo czasu albo możliwości (wifi).
Dzień 5 był ostatnim dniem w Goa - spędziliśmy go na plaży w Agondzie. Zajęliśmy całą lożę w barze na plaży i cały dzień tylko plażowanie i jedzenie, polecam, można wypocząć, w spokoju poczytać i dobrze zjeść.
Wieczorem nocny autobus do Hampi. Gość w biurze który sprzedawał w biurze bilety, zachwalał jaki to jest nowoczesny autobus Volvo i dlatego cena taka wysoka (jak na Indie). W rzeczywistości był to dość stary autobus indyjskiej produkcji. W środku kuszetki. Nie polecam autobusów z kuszetkami, nie da sie spać, co chwilę trzęsie, zakręty itd. Kuszetki dwuosobowe, spałem obok jakiegoś Anglika. Mało wygodnie.
Wrzucę



Po podróży nocnym autobusem ok. 6 rano byliśmy na miejscu - w Hampi. Słowem wyjaśnienia, jest to malutka miejscowość, która powstała pomiędzy ruinami średniowiecznego potężnego miasta Vijayanagara, które liczyło w czasach świetności nawet pół miliona mieszkańców.
Wysiadka z nocnego autobusu zasługuje na opisanie tego w jakiejś książce. Na zewnątrz jeszcze ciemno, powoli świta Wychodzisz cały niewyspany, nie będąc do końca pewnym czy to już na pewno tu. A przed autobusem dosłownie horda Hindusów. Dopadają do ciebie i nie dają spokoju. W powietrzu rozbrzmiewają dziesiątki jednocześnie wypowiadanych słów "room" i "riksha". Wciskają ci w ręce pogiete mapy całej okolicy z zaznaczonymi ruinami, zupełnie nie w żadnej skali. A jak już tę mape weźmiesz, to się od gościa nie odpedzisz. A jak w końcu pójdziesz z innym, to ten który ofiarował ci mapkę podlatuje do ciebie i każe ja oddać. Taką mapkę ma chyba każdy w tej miejscowości - kogo nie spotkasz to on wyciągnie ja z kieszeni, rozprostuje i zaproponuje pokój, wycieczkę czy podwozke rikszą.
Samo Hampi to trochę rozpadających się domów, parę restauracji i hoteli i kupa sklepików i straganów. Ale restauracje bardzo dobre, polecam Mango Tree.
źródło: comment_gHuMRnXXJqkiLrXNY0j5E9tsxr1hbaWs.jpg
Pobierzźródło: comment_eFlutkGjJN4hwczhbHC3VhY4jyyMjEZb.jpg
Pobierz