Hej Astromirki!
Skylab była pierwszą stacją kosmiczną, w której faktycznie przebywali ludzie podczas pracy na orbicie Ziemi. Każdy z astronautów miał w niej swój osobisty pokoik o powalających rozmiarach niewielkiej szafki, w której znajdował się śpiwór, a prywatność była zapewniana przez własną kotarę. Kameralna kawalerka, blisko do pracy, cicha okolica, czynsz 20 milionów dolarów na dobę za osobę plus media.
Skylab zakończyła swój żywot wchodząc (planowo) w atmosferę Ziemi i rozbijając się (nieplanowo) na powierzchni planety. Jedno z australijskich hrabstw wystosowało nawet mandat dla NASA za zaśmiecanie terenu. O tym i o innych wydarzeniach związanych z deorbitacją Skylab jest moje dzisiejsze lektorzenie. Czytany przeze mnie fragment książki "Człowiek, istota kosmiczna" jest krótki, a i z dniem dzisiejszym kończy się mój mirkoprojekt zamieszczania tu czytanek z tej pozycji. Do lektorzenia powrócę, ale już z dłuższymi tekstami, na początku sierpnia. Wszystko będzie pod #astronomiaodkuchni
Skylab była pierwszą stacją kosmiczną, w której faktycznie przebywali ludzie podczas pracy na orbicie Ziemi. Każdy z astronautów miał w niej swój osobisty pokoik o powalających rozmiarach niewielkiej szafki, w której znajdował się śpiwór, a prywatność była zapewniana przez własną kotarę. Kameralna kawalerka, blisko do pracy, cicha okolica, czynsz 20 milionów dolarów na dobę za osobę plus media.
Skylab zakończyła swój żywot wchodząc (planowo) w atmosferę Ziemi i rozbijając się (nieplanowo) na powierzchni planety. Jedno z australijskich hrabstw wystosowało nawet mandat dla NASA za zaśmiecanie terenu. O tym i o innych wydarzeniach związanych z deorbitacją Skylab jest moje dzisiejsze lektorzenie. Czytany przeze mnie fragment książki "Człowiek, istota kosmiczna" jest krótki, a i z dniem dzisiejszym kończy się mój mirkoprojekt zamieszczania tu czytanek z tej pozycji. Do lektorzenia powrócę, ale już z dłuższymi tekstami, na początku sierpnia. Wszystko będzie pod #astronomiaodkuchni



Rosjanie wpadli na genialny pomysł zasilania swoich satelitów szpiegowskich reaktorami jądrowymi. I nie mowa tu o elektrowniach na radioizotopy, jakie znajdują się w łazikach marsjańskich. Te satelity miały reaktory atomowe z prawdziwego zdarzenia, pręty paliwowe, płyn chłodzący, no całe oporządzenie. Tylko grafitu nie było (nie, nie było #pdk).
Cała impreza z wysyłaniem reaktorów na orbitę trwała 20 lat licząc od końca lat '60. Oczywiście coś musiało pójść nie tak i jeden z satelitów spadł na Ziemię. Rosjanie skazili ponad 120 tysięcy kilometrów kwadratowych w Kanadzie. Ale to jeszcze nic. Satelity miały wyrzucać pręty paliwowe pod koniec działania tak, by uleciały one na wysoką orbitę. I tutaj problem pojawił się dwojaki. Po pierwsze, jeden z satelitów źle wystrzelił pręty paliwowe i rozbryzgał napromieniowany płyn chłodzący po orbicie. W tej chwili na orbicie niespełna 1000 km nad Ziemią krążą tysiące zamrożonych kropli radioaktywnego chłodziwa o czasie połowicznego rozpadu 264 lata. Po drugie, wszystkie prawidłowo wystrzelone pręty paliwowe co prawda są na wyższych orbitach Ziemi, ale