Przychodzi matka do urzędu pracy: – Miałaby pani coś dla mojego syna? Nieuk, nierób, pijak, ale niechby coś robił. – Może murarz? Cztery tysiące na rękę. – Za dużo, przepije. – No to pomocnik murarza. Dwa tysiące. – A za tysiąc nic by pani nie miała? – To musiałby skończyć studia.
Przychodzi matka do urzędu pracy:
– Miałaby pani coś dla mojego syna? Nieuk, nierób, pijak, ale niechby coś robił.
– Może murarz? Cztery tysiące na rękę.
– Za dużo, przepije.
– No to pomocnik murarza. Dwa tysiące.
– A za tysiąc nic by pani nie miała?
– To musiałby skończyć studia.