#anonimowemirkowyznania
Czuję, że muszę to wylać, bo może ktoś myślał kiedykolwiek podobnie, albo potrzebuje, żeby ktoś go uświadomił. Tak samo, jak ktoś uświadomił mnie.
Przez strasznie długi czas myślałam, że znalazłam sobie tutaj miejsce i ludzi, którzy wiedzą, jak się czuję i moje odczucia względem tych postów tutaj, które regularnie czytam zawsze były dość pozytywne. Zgadzałam się z tym w dużej mierze, rozumiałam skąd takie myślenie, albo zwyczajnie w świecie miałam takie same sytuacje i pamiętam, jak się czułam. Ale teraz już tego w większości co tutaj czytam nie podzielam.
Spotykam się często wśród bardzo samotnych mężczyzn ze stwierdzeniem, że gdyby tylko odnaleźli miłość to z pewnością stanęli by na nogi, albo coś w tym stylu. Tak, jakby powodem tych wszystkich Naszych niepowodzeń był tylko brak dziewczyny, albo chłopaka, brak tej miłości od kogoś. Może należałoby najpierw popracować nad sobą, zgłosić się do specjalisty, popróbować różnych wyjść. Chodzi mi teraz o sprawę jaką jest Nasza samoocena. Moja jest strasznie uzależniona od innych, a nie tak to powinno wyglądać. To strasznie dodatkowo schizuje głowę, kiedy Nasza samoocena jest uzależniona od tego, co inni twierdzą na temat Naszego ciała. Nie chodzi tylko i wyłącznie o to, żeby się podobać płci przeciwnej, żebyśmy byli dla Nich atrakcyjni, ale żebyśmy bez ich opinii się już tak czuli. To ciężkie, ja się w tym gubię, zdarzało mi się słyszeć komplement w internecie od kolesia, nie wiem czy był szczery, czy to tylko bajera, ale to miłe czułam się ładniejsza. Innym razem ktoś sobie niewinnie żartuje „zobacz jak wyszłaś na tym zdjęciu klasowym” i czuję się jakbym w mordę dostała. Nagle samoocena drastycznie spada, a ja sobie myślę „o #!$%@?, moja morda”. Nie tak to powinno wyglądać.
Czuję, że muszę to wylać, bo może ktoś myślał kiedykolwiek podobnie, albo potrzebuje, żeby ktoś go uświadomił. Tak samo, jak ktoś uświadomił mnie.
Przez strasznie długi czas myślałam, że znalazłam sobie tutaj miejsce i ludzi, którzy wiedzą, jak się czuję i moje odczucia względem tych postów tutaj, które regularnie czytam zawsze były dość pozytywne. Zgadzałam się z tym w dużej mierze, rozumiałam skąd takie myślenie, albo zwyczajnie w świecie miałam takie same sytuacje i pamiętam, jak się czułam. Ale teraz już tego w większości co tutaj czytam nie podzielam.
Spotykam się często wśród bardzo samotnych mężczyzn ze stwierdzeniem, że gdyby tylko odnaleźli miłość to z pewnością stanęli by na nogi, albo coś w tym stylu. Tak, jakby powodem tych wszystkich Naszych niepowodzeń był tylko brak dziewczyny, albo chłopaka, brak tej miłości od kogoś. Może należałoby najpierw popracować nad sobą, zgłosić się do specjalisty, popróbować różnych wyjść. Chodzi mi teraz o sprawę jaką jest Nasza samoocena. Moja jest strasznie uzależniona od innych, a nie tak to powinno wyglądać. To strasznie dodatkowo schizuje głowę, kiedy Nasza samoocena jest uzależniona od tego, co inni twierdzą na temat Naszego ciała. Nie chodzi tylko i wyłącznie o to, żeby się podobać płci przeciwnej, żebyśmy byli dla Nich atrakcyjni, ale żebyśmy bez ich opinii się już tak czuli. To ciężkie, ja się w tym gubię, zdarzało mi się słyszeć komplement w internecie od kolesia, nie wiem czy był szczery, czy to tylko bajera, ale to miłe czułam się ładniejsza. Innym razem ktoś sobie niewinnie żartuje „zobacz jak wyszłaś na tym zdjęciu klasowym” i czuję się jakbym w mordę dostała. Nagle samoocena drastycznie spada, a ja sobie myślę „o #!$%@?, moja morda”. Nie tak to powinno wyglądać.







Jeśli nie widzisz nic w tym złego to jesteś kukiem i tyle, jednym z tych którzy powodują że kobiety myślą że mogą sobie na więcej pozwolić