Serwis MSI odmówił naprawy gwarancyjnej, twierdząc, że znalazł ślady cieczy na urządzeniu... Problem w tym, że nigdy nie zalałem swojego sprzętu. Co dalej? Jak postępować w takich sytuacjach?
Dzień dobry wszystkim.
Jakiś czas temu w moim laptopie firmy MSI, zaobserwowałem, że wciśnięcie klawisza "a" sprawiało, że ten był dublowany (czyli raz wciskałem klawisz "a", natomiast na ekranie wyskakiwały mi dwie literki) usterka występowała sporadycznie, raz działał dobrze, raz nie, a zdarzało się nawet tak, że po włączeniu laptopa, przez chwile klawisz szwankował, by już za moment wszystko działało jak należy. Niestety po ok. miesiącu od pierwszych oznak usterki klawisz "a" przestał działać. Jak się po chwili okazało, wraz z klawiszem "a" przestał działać również "Caps Lock" oraz dioda obok tego klawisza, sygnalizująca czy ów klawisz jest aktywny, czy też nie... Laptop był na gwarancji, więc pomyślałem, że nie ma na co czekać i postanowiłem wysłać go do serwisu...
Po krótce chcę udokumentować całą moją dotychczasową przygodę z serwisem, oraz dowody w postaci zdjęć, świadczące (według serwisu) o zalaniu sprzętu:
27.11.2017r. - złożyłem zgłoszenie przez stronę MSI.
29.11.2017r. - kurier odebrał ode mnie laptopa.
1.12.2017r - moja paczka została zeskanowana w magazynie MSI.
4.12.2017r - otrzymałem pierwszego maila od serwisu, a w nim:

W dodatku w załącznikach przesłali mi zdjęcia rzekomych śladów zalania:



Szok i niedowierzanie z mojej strony... jak to? przecież nigdy nie zalałem laptopa... Nie czekając zbyt długo, zadzwoniłem do serwisu. W serwisie po dłuższej rozmowie, podczas której zapewniałem, że nigdy nie zalałem swojego sprzętu, poprosiłem również o jakieś dodatkowe zdjęcia, ponieważ na tych, które już otrzymałem nie zauważyłem żadnych śladów po zalaniu. Na kolejną wiadomość nie musiałem czekać zbyt długo, ponieważ już następnego dnia otrzymałem maila z dodatkowymi zdjęciami (dowodami):





Moja odpowiedź:

i znowu odpowiedź ze strony serwisu, na którą już tym razem musiałem trochę poczekać:

Kolejna moja odpowiedź (trochę mało elegancka, ale nerwy robią swoje):

i jak do tej pory ostatnia odpowiedź ze strony serwisu:

Co robić dalej? Jak walczyć z nieuczciwym serwisem? Może ktoś miał podobną sytuację? Za wszelkie sugestie będę bardzo wdzięczny. Na wszystkie ewentualne pytania, postaram się jak najszybciej odpowiedzieć. Z góry dziękuję i pozdrawiam. Mariusz ;)
Komentarze (25)
najlepsze
Trudno mieć pretensje do serwisu za taką diagnozę.
Może Ty nie zalałeś niczym, ale komuś się zdarzyło wytarł z wierzchu i zapomniał ;)
Patrząc na foty też wygląda to na zalanie i to czymś słodkim i lepkim (sok, p--o itp). Ślady od rąk czy wciskania klawiszy miałyby rozmyte krawędzie i inną powierzchnię. To tutaj jest idealnie między klawiszami na środku, twarde krawędzie i błyszcząca gładka powierzchnia. Typowy zaschnięty, prawdopodobnie słodki płyn. Na twoim miejscu sprawdziłbym czy ktoś mieszkający z tobą nie odwalił jakiejś akcji z
(╯°□°)╯︵ ┻━┻ #grammarnazi
Rzeczywiście widać tam jakieś ślady, do tego usterka też wygląda na zalanie tzn. spotykałem się z laptopami które po zalaniu zamiast danego znaku nie wpisywały nic albo wpisywały go ciągle czy kilkukrotnie ( ͡° ʖ̯ ͡°) Ty mogłeś nie zalać ale jakaś ciumra mogła go tylko lekko oblać, wytrzeć na szybko i nic
Komentarz usunięty przez moderatora
Czy kiedykolwiek jadłeś przy laptopie? Czy kiedykolwiek czyściłeś klawiaturę laptopa? Jeśli tak, to w jaki sposób?
Klawiatury składają się z kilku folii jedna na drugiej na których są przewodzące ścieżki, po dostaniu się wody najpierw są "przebicia" a potem ścieżki korodują i się przerywają.