#antynatalizm heh. Nie chcę mieć dzieci, ale z kompletnie innych powodów: 1. Dla mnie s--s to obrzydliwa i prymitywna czynność, w związku z tym nie chcę, żeby moja żona przez to przechodziła. 2. Proces narodzin nabywa mnie ogromnym obrzydzeniem i zbiera mi się na wymioty 3. Wolę wydawać kasę na własne rzeczy, a nie na zabawki dla dziecka
No, ja już w swoim życiu trochę wycierpiałem. Bez wchodzenia w szczegóły powiem, że doświadczyłem czegoś, co doprowadziłoby wielu ludzi do samobójstwa. Po prostu, miałem (i nadal mam) nadzieję. Nadzieję na lepsze, szczęśliwe życie. Coś złego mi się wydarzy, to postaram się to przetrzymać, ponieważ mam nadzieję, że to się skończy i po tym będzie lepiej.
Z całego serca współczuję ludziom, którzy nie maja tej nadziei i postrzegają świat w ciemnych barwach. Uważam, że świat jest spaniały (oczywiście, nie zawsze tak sądziłem) ponieważ, wychodzę z założenia, że jest więcej dobra niż zła. To jest tylko i wyłącznie moje subiektywne zdanie na ten temat. Jak to mówią - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja, człowiek który posiada dziecięcą radość jestem w stanie cieszyć się z błahych rzeczy, z kolei ktoś inny, może nawet nie uśmiechnąć się kiedy zdobędzie Mount Everest.
Poza tym nawet jeśli do końca życia będziesz generalnie szczęśliwy, to będziesz doświadczał sytuacji ogromnego cierpienia.
efilista heh A więc, lepiej jest być smutnym człowiekiem który ciągle narzeka na wszytko? Co złego jest w byciu szczęśliwym oraz lubić życie? Nic. Doszedłem do mało odkrywczego wniosku:
Ktoś wiedzie smutne życie - uważa, że życie jest be i nie dobre / Ktoś wiedzie fajne życie - uważa, że życie jest dobre
heh.
Nie chcę mieć dzieci, ale z kompletnie innych powodów:
1. Dla mnie s--s to obrzydliwa i prymitywna czynność, w związku z tym nie chcę, żeby moja żona przez to przechodziła.
2. Proces narodzin nabywa mnie ogromnym obrzydzeniem i zbiera mi się na wymioty
3. Wolę wydawać kasę na własne rzeczy, a nie na zabawki dla dziecka
Po prostu, miałem (i nadal mam) nadzieję. Nadzieję na lepsze, szczęśliwe życie. Coś złego mi się wydarzy, to postaram się to przetrzymać, ponieważ mam nadzieję, że to się skończy i po tym będzie lepiej.
Z całego serca współczuję ludziom, którzy nie maja tej nadziei i postrzegają świat w ciemnych barwach. Uważam, że świat jest spaniały (oczywiście, nie zawsze tak sądziłem) ponieważ, wychodzę z założenia, że jest więcej dobra niż zła. To jest tylko i wyłącznie moje subiektywne zdanie na ten temat. Jak to mówią - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja, człowiek który posiada dziecięcą radość jestem w stanie cieszyć się z błahych rzeczy, z kolei ktoś inny, może nawet nie uśmiechnąć się kiedy zdobędzie Mount Everest.
heh
A więc, lepiej jest być smutnym człowiekiem który ciągle narzeka na wszytko? Co złego jest w byciu szczęśliwym oraz lubić życie? Nic.
Doszedłem do mało odkrywczego wniosku:
Ktoś wiedzie smutne życie - uważa, że życie jest be i nie dobre / Ktoś wiedzie fajne życie - uważa, że życie jest dobre