Mircy i Mirableki, jest mi źle. Rok (calutki rok!) wzdychałam do gościa z pracy i był to czas stracony. Co gorsza szybko mi nie minie ( ͡°ʖ̯͡°). Mamy wiele wspólnego i dobrze się dogadujemy, ale co z tego... Dzisiaj się dowiedziałam, że spotyka się z inną dziewczyną z pracy. Czuję się okropnie, chce mi się wyć z bólu - głównie dlatego, że to świetny facet, a ja zakochałam się w nim po uszy. Ale też szkoda mi tego czasu, tego roku, który zmarnowałam przez własną naiwność. Dawałam mu jasne sygnały, okazywałam zainteresowanie, nawet odważyłam się, żeby go gdzieś zaprosić (a jestem nieśmiała), ale mnie odmówił, wykręcając się innymi planami. Nie dał mi jednak odczuć, że wyszłam na idiotkę, bo to miły facet. Sam zresztą często zagadywał czy zerkał w moją stronę, ale teraz już wiem, że to było koleżeńskie. Ciężko będzie patrzeć na nich, bardzo ciężko... Trudno będzie się odkochać, zapomnieć ( ͡°ʖ̯͡°) Najgorsze jest jednak to, że jestem wkurzona na siebie, bo sobie go tam mocno wkręciłam, nie mając ku temu solidnych podstaw. W głowie ułożyłam nam już wspólne życie. Nie zliczę godzin, które zmarnowałam na myślenie o nim. W każdej godzinie każdego dnia on grał główną rolę w
Przechodzę od paru miesięcy dokładnie przez to samo, tyle że jestem facetem. U mnie podchody trwały nawet dłużej, bo około 3 lata. Chyba szło mi z nią nawet nieźle, bo ja raczej do wylewnych osób nie należę, a przy niej czułem jak się otwieram, że w końcu mam kogoś komu mogę się zwierzyć, ale w drugą stronę też potrafię się poświęcić tak jak przy nikim innym mi się nigdy nie udawało. Ba nawet udało się razem pojechać na wakacje na Mallorcę sam na sam, czego jakiś czas temu w ogóle bym się nie spodziewał. Ja; ktoś kto nigdy nigdzie nie był.
Tylko co z tego. Miesiąc później się dowiedziałem, że w końcu znalazła kogoś i nawet jeśli bym chciał zostać jej przyjacielem to ona "nie ma czasu na relacje kumpelskie" i nagle "nie mamy o czym rozmawiać". Nie muszę chyba mówić, że dla osoby raczej średnio otwartej to było jak cios prosto w serce. Starasz się być dla kogoś lepszą wersją siebie, a potem dowiadujesz się, że byłeś tylko środkiem do
Od razu zaznaczę, że jak ktoś nie ma ochoty czytać wysrywu z kategorii #zlamaneserduszko, niech scrolluje dalej.
Mircy i Mirableki, jest mi źle. Rok (calutki rok!) wzdychałam do gościa z pracy i był to czas stracony. Co gorsza szybko mi nie minie ( ͡° ʖ̯ ͡°).
Mamy wiele wspólnego i dobrze się dogadujemy, ale co z tego... Dzisiaj się dowiedziałam, że spotyka się z inną dziewczyną z pracy. Czuję się okropnie, chce mi się wyć z bólu - głównie dlatego, że to świetny facet, a ja zakochałam się w nim po uszy. Ale też szkoda mi tego czasu, tego roku, który zmarnowałam przez własną naiwność. Dawałam mu jasne sygnały, okazywałam zainteresowanie, nawet odważyłam się, żeby go gdzieś zaprosić (a jestem nieśmiała), ale mnie odmówił, wykręcając się innymi planami. Nie dał mi jednak odczuć, że wyszłam na idiotkę, bo to miły facet. Sam zresztą często zagadywał czy zerkał w moją stronę, ale teraz już wiem, że to było koleżeńskie.
Ciężko będzie patrzeć na nich, bardzo ciężko... Trudno będzie się odkochać, zapomnieć ( ͡° ʖ̯ ͡°) Najgorsze jest jednak to, że jestem wkurzona na siebie, bo sobie go tam mocno wkręciłam, nie mając ku temu solidnych podstaw. W głowie ułożyłam nam już wspólne życie. Nie zliczę godzin, które zmarnowałam na myślenie o nim. W każdej godzinie każdego dnia on grał główną rolę w
Przechodzę od paru miesięcy dokładnie przez to samo, tyle że jestem facetem. U mnie podchody trwały nawet dłużej, bo około 3 lata. Chyba szło mi z nią nawet nieźle, bo ja raczej do wylewnych osób nie należę, a przy niej czułem jak się otwieram, że w końcu mam kogoś komu mogę się zwierzyć, ale w drugą stronę też potrafię się poświęcić tak jak przy nikim innym mi się nigdy nie udawało. Ba nawet udało się razem pojechać na wakacje na Mallorcę sam na sam, czego jakiś czas temu w ogóle bym się nie spodziewał. Ja; ktoś kto nigdy nigdzie nie był.
Tylko co z tego. Miesiąc później się dowiedziałem, że w końcu znalazła kogoś i nawet jeśli bym chciał zostać jej przyjacielem to ona "nie ma czasu na relacje kumpelskie" i nagle "nie mamy o czym rozmawiać". Nie muszę chyba mówić, że dla osoby raczej średnio otwartej to było jak cios prosto w serce. Starasz się być dla kogoś lepszą wersją siebie, a potem dowiadujesz się, że byłeś tylko środkiem do