#rudailudzie
"Wiosna.
Nawet stworzenia tak antysklepowe jak ja wylęgają ze swoich dziur, bo przecież wyszło słońce, wypadałoby kupić coś co nie jest czarne albo zimowe. Wchodzę więc do pierwszego lepszego sklepu i plączę się między wieszakami, sama nie wiedząc czego chcę, ale w końcu - jest! Ładne, białe, względnie tanie, tylko rozmiar 44. Z tyłu wisi 46. I to by było na tyle.
Dobra, myślę, może mają gdzieś na zapleczu, nie zaszkodzi spytać. Zabieram więc wieszak ze sobą i hajda do kasy.
- Dzień dobry, czy są może mniejsze rozmiary?
Na co pani przy drugiej kasie robi się czerwona, a moja ekspedientka z uroczym uśmiechem odpowiada:
"Wiosna.
Nawet stworzenia tak antysklepowe jak ja wylęgają ze swoich dziur, bo przecież wyszło słońce, wypadałoby kupić coś co nie jest czarne albo zimowe. Wchodzę więc do pierwszego lepszego sklepu i plączę się między wieszakami, sama nie wiedząc czego chcę, ale w końcu - jest! Ładne, białe, względnie tanie, tylko rozmiar 44. Z tyłu wisi 46. I to by było na tyle.
Dobra, myślę, może mają gdzieś na zapleczu, nie zaszkodzi spytać. Zabieram więc wieszak ze sobą i hajda do kasy.
- Dzień dobry, czy są może mniejsze rozmiary?
Na co pani przy drugiej kasie robi się czerwona, a moja ekspedientka z uroczym uśmiechem odpowiada:

I zatrzymujemy się na stacji (zgodnie z planem). Do naszego przedziału wchodzi dziewczyna, półtora metra w kapeluszu, z walizką która waży chyba trzy razy tyle, co ona sama. Przeciągnęła ją przez próg, postawiła na środku i z rezygnacją patrzy na półkę na górze. Jakoś trzeba tam wsadzić bagaż, a przecież prędzej walizka by tam wrzuciła ją, niż odwrotnie.
- Przepraszam, mógłby mi pan pomóc? - zebrała się w końcu i pyta typa, który czyta gazetę.
Spojrzał na nią, spojrzał na bagaż.
I wstał.
Mięśnie.