Mam nieodparte wrażenie, że spotkałam dziś jakichś śmieszków z mirko. Stoję sobie kulturalnie w sklepie znajomej (monopol z nieco rozszerzonym asortymentem piw regionalnych) i jak to przykładne różowe paski szczebiotamy sobie dyskretnie o różnych pierdołach, a tu nagle wchodzi trzech bardzo niezdecydowanych dżentelmenów i dobre pięć minut kołują przy lodówkach zastanawiając się jakie piwo kupić. Nagle jednego olśniło, że on to by w zasadzie chciał Corneliusa bananowego. Drugi bez chwili zastanowienia zaczął