Zauważyliście, że wśród obecnej młodzieży nie ma subkultur opartych na muzyce? Spróbujcie sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz widzieliście rastamana z dreadami i w koszulce z Bobem Marleyem albo kuca w koszulce Sepultura. Mieszkam w mieście wojewódzkim i w ogóle nie widuję takich ludzi. Rolę muzyki przejęły seriale #netflix. W ciągu ostatnich miesięcy kilkukrotnie widziałem juleczki w bluzach "Dom z papieru", "Sex education", "Przyjaciele". Rolę subkultury przejął też #streetwear, w którym na koszulkach i bluzach zamiast nazw zespołów muzycznych nosi się nazwy firm produkujących ubrania: Adidas, Champion, Guess, Nike, Vans itd.
Właściwie to wśród młodzieży chyba da się wyróżnić dwie grupy tożsamościowe, ale nie wiem, czy można je nazwać subkulturami, bo wg mnie są zbyt mainstreamowe.
Pierwszą grupą są skejci, bo faktycznie widzę całkiem wielu młodych chłopaków jeżdżących na deskorolkach. Problem w tym, że ich stylówa nie różni się niczym od pozostałych oskarków-pędzlaków nie jeżdżących na desce, a na pewno nie są to tacy skejci jak w latach dziewięćdziesiątych lub dwutysięcznych (czyli: skejtowskie buty
Właściwie to wśród młodzieży chyba da się wyróżnić dwie grupy tożsamościowe, ale nie wiem, czy można je nazwać subkulturami, bo wg mnie są zbyt mainstreamowe.
Pierwszą grupą są skejci, bo faktycznie widzę całkiem wielu młodych chłopaków jeżdżących na deskorolkach. Problem w tym, że ich stylówa nie różni się niczym od pozostałych oskarków-pędzlaków nie jeżdżących na desce, a na pewno nie są to tacy skejci jak w latach dziewięćdziesiątych lub dwutysięcznych (czyli: skejtowskie buty