odgarniam je z twarzy i dalej, pomimo że na dłoniach mam rany, od ostrych gałązek nie przestaję szukać. Dopiero, kiedy za dłonie chwyta mnie on, uświadamiam sobie, że robię coś bez żadnego sensu. - Przestań-mówi - to nic nie da. Może ktoś zabrał deski na opał, a może dzieciaki zbudował sobie gdzieś z nich jakąś bazę w środku lasu. - łagodnie i ze spokojem w głosie tłumaczy. - Ale wierzysz mi? Wierzysz,
- Przestań-mówi - to nic nie da. Może ktoś zabrał deski na opał, a może dzieciaki zbudował sobie gdzieś z nich jakąś bazę w środku lasu. - łagodnie i ze spokojem w głosie tłumaczy.
- Ale wierzysz mi? Wierzysz,