Pewnego ranka jak co dzien jade autobusem do szkoly. Mieszkam na typowym zadupiu i godzina jest wtedy dosc nocno- poranna wiec autobus swieci pustkami. Wiec pewnego dnia wsiadam i zmierzam na tyl by sie wygodnie ulokowac. Widze jednak ze juz ktos tam siedzi. Jakis koles w dlugim brazowym plaszczu i fikusnym kapelutku. Siadam obok niego i katem oka dostrzegam ze koles sie na mnie co chwile spoglada. Ja tam jako ze jestem
2/10