Opowiem Wam dziś bardzo smutną opowieść. Opowieść o marzeniach, dążeniu do celu i o przeszkodach jakie w życiu czekają na każdego z nas. Sytuacja ma miejsce w 1994 roku. Będąc studentem czwartego roku na nieistotnym wydziale nie wiodłem życia jak inni studenci. Owszem, mieszkałem w akademiku, chodziłem na wykłady, ćwiczenia i tak dalej. Jedyne co mnie różniło od reszty to brak imprezowania. Ciągle namawiamy mówiłem że to strata czasu, pieniędzy i zdrowia. Unikałem dziewczyn. Niechciane studenckie ciąże były na porządku dziennym. Miałem jednego przyjaciela który mnie rozumiał. Mówili na niego Sprężyna. Nigdy nie poznałem jego prawdziwego imienia. Miał bogatych rodziców, którzy mieli jedyny sklep we wsi z której pochodził. Płacił nawet profesorom by utrzymywali jego imię i nazwisko w tajemnicy. Każdy znał Sprężynę. Pod koniec drugiego roku bardzo pomogłem mu nadrobić materiał i docenił to. Mieszkaliśmy razem w pokoju 203 i wiedliśmy spokojne życie. Ludzie cenili go za szczerość i dobre rady. Ćwiczyliśmy jogę i czytaliśmy dobre książki. By odciąć się od niepotrzebnych zajęć wyrzuciliśmy radioodbiornik na śmietnik. Pewnego razu wychodząc z akademika ze Sprężyną widzieliśmy jak jakaś dziewczyna ubrana w koszulkę NZS-u i jeansy wieszała plakat na drzwiach akademika. - część Sprężyna! - hej Anka! - wesoło powiedział Sprężyna. Dziewczyna zarumieniła się i popatrzyła na mnie. Nie znała mojego imienia. Nie miała pojęcia że istnieje. - Cześć - powiedziała do mnie - cześć - powiedziałem speszony.
- część Sprężyna!
- hej Anka! - wesoło powiedział Sprężyna.
Dziewczyna zarumieniła się i popatrzyła na mnie. Nie znała mojego imienia. Nie miała pojęcia że istnieje.
- Cześć - powiedziała do mnie
- cześć - powiedziałem speszony.