Trochę mi się w życiu #!$%@?ło. W sumie to delikatnie mówiąc trochę... Odkąd pamiętam miałem problemy z zaakceptowaniem tego świata, za nic nie potrafiłem dostrzec w nim czegoś wyjątkowego, totalne gówno na które się nie prosiłem, no ale jestem. Poznałem cudowną dziewczynę, slub, mieszkanie, 10lat razem, raz lepiej, raz gorzej i znów plaskacz od życia, zdrada, rozwód. Zostałem sam, to już rok. Rok totalnego marazmu, pustki. Był psycholog, były tabletki, to nie
@LzyNeptuna: picie ayahuasci zdaniem niektórych może zmienić życie. Niemniej to tak naprawdę to ty nadajesz znaczenie temu co zobaczysz i czego doświadczysz. To co się wtedy widzi i czuje trudno odnieść do codziennego doświadczenia, bo to wszystko wydaję się mieć zupełnie inny charakter, w dodatku synestezja, tworzenie w głowie przedziwnych asocjacji, ale przede wszystkim bardzo dużej zmianie ulega wewnętrzny system nadawania znaczeń, który nagle w przypadkowych kształtach dopatruje się kosmicznego porządku
Takze nie mam pojęcia, po co jestem i kim jestem...