Wpis z mikrobloga

Początek września.

Jak co roku krótkie spotkanie organizacyjne w klasie syna.

Wszyscy siedzą na tych małych krzesełkach i czekają, aż będzie można wrócić do domu.

Wychowawczyni przechodzi do finansów.

- Składkę proponuję taką jak w zeszłym roku, 200 złotych.

Podniosłem rękę.

- Czy zanim ustalimy wysokość składki, mógłbym zabrać głos?

- Oczywiście. Pan jest skarbnikiem, więc proszę krótko powiedzieć, jak wygląda sytuacja.

Krótko.

Tak się właśnie w Polsce podchodzi do pieniędzy.

Na omawianie zasad bezpieczeństwa było dwanaście minut.

Na zarządzanie kapitałem dwudziestu sześciu gospodarstw domowych ma być „krótko”.

Od czasu czerwcowego rozliczenia moja pozycja jako skarbnika była bardzo mocna.

Wynik finansowy zrobił swoje.

Nie mogę powiedzieć, że rodzice polubili moje wystąpienia.

Ale lubili patrzeć na saldo po ich zakończeniu.

Przy szybkim omówieniu struktury portfela na ten kwartał nagle jedna z kobiet podniosła rękę. Nie znałem jej. Przypomniałem sobie, że w tym roku dołączył do klasy nowy uczeń, więc to musiała być jego rodzicielka.

- Słucham – powiedziałem.

- Przepraszam, ale ja mam taką inicjatywę. Może na początek zorganizujemy dzieciakom jakieś wspólne wyjście? Na pizzę na przykład. Żeby mój Kuba mógł wszystkich lepiej poznać.

Mężczyzna siedzący obok niej zamknął oczy.

- O k---a... - powiedział cicho.

Wszystkie głowy odwróciły się w jej stronę.

Potem w moją.

Potem w stronę torby, w której trzymałem laptopa.

Ojciec przy drzwiach powoli zdjął kurtkę, którą przed chwilą założył.

- Ale prywatnie - powiedziała szybko jedna mama. - Pani na pewno ma na myśli prywatne wyjście. Każdy płaci za swoje dziecko i nie poruszamy tematu funduszu.

- No nie wiem. Przecież zbieramy składki, więc może z tych pieniędzy... - zaczęła mówić nowa mama.

Kobieta obok niej położyła dłoń na jej przedramieniu.

- Nie kończ tego zdania.

Nowa zaśmiała się niepewnie.

Myślała, że to jakiś klasowy żart.

- Ja mogę postawić tę pizzę - odezwał się ojciec z drugiego rzędu.

Spojrzałem na niego.

W lutym przez tydzień nie mógł znaleźć pięćdziesięciu złotych na zaległą składkę.

Teraz chciał nakarmić dwadzieścioro kilka dzieci.

Jednak sytuacja materialna polskich rodzin potrafi się poprawić z minuty na minutę.

- Ale naprawdę nie trzeba - odpowiedziała nowa mama. - Ja mogę po prostu pomóc przy pieniądzach. W poprzedniej klasie byłam skarbnikiem. Trzymałam wszystko na swoim koncie i płaciłam, jak coś było potrzebne. Mam doświadczenie.

Ojciec z drugiego rzędu spuścił wzrok.

Kobieta obok cofnęła dłoń.

Nikt już nie wierzył, że da się ją uratować.

Przez chwilę patrzyłem jej prosto w oczy.

Potem sięgnąłem po torbę.

- Chyba będziemy musieli zostać trochę dłużej.

Ktoś z tyłu zadzwonił do domu.

- Zjedzcie beze mnie.

Przerwa.

- Nie wiem, ile. Dopiero wyciąga laptopa z torby. Zależy, którą prezentację włączy.

Postawiłem komputer na biurku.

Ojciec z drugiego rzędu podjął ostatnią, desperacką próbę.

- Napoje też mogę wziąć na siebie.

Nie odpowiedziałem.

Nie chodziło o catering.

Kobieta właśnie zaproponowała przejęcie zarządzania kapitałem i jako referencje podała, że wcześniej przez rok nic z nim nie robiła.

Podłączyłem laptopa do rzutnika.

Nowa mama poprawiła się na krześle.

- Ja naprawdę nie chciałam nikogo urazić.

- Nie jestem urażony. Chciałbym tylko poznać wyniki pani poprzedniego funduszu – odpowiedziałem.

- Jakie wyniki?

- Ile zarobił?

- Nic. To były pieniądze na wydatki dzieci.

Skinąłem głową.

- Zapiszmy. Zero.

- Ale też niczego nie straciliśmy.

Mężczyzna obok niej ukrył twarz w dłoniach.

- Błagam, nie otwierajmy inflacji - powiedział.

Miał rację.

Na ten temat miałem osobny materiał.

Zostałem przy historii naszego funduszu.

- Luty. Przejmuję funkcję skarbnika. Zastaję zaległe składki, luki w ewidencji i dokumentację prowadzoną w...

- Zeszycie w kratkę - odpowiedziała para z trzeciego rzędu.

- Dokładnie.

Byłem zadowolony.

Coś jednak zostaje ludziom w głowach.

Omówiłem odzyskanie należności.

Zabezpieczenie tysiąca złotych kapitału.

Zakup ETF-a na sektor półprzewodników.

- W maju pozycja osiągnęła...

- Plus czterdzieści pięć przecinek dziewiętnaście procent - powiedział ojciec przy drzwiach.

Nowa mama spojrzała na niego.

Potem na pozostałych.

Chyba zaczynała rozumieć, do jak świadomej finansowo społeczności trafiła.

- A w czerwcu, nawet po potrąceniu jego opłat, wyszliśmy bardzo dobrze - dodała szybko jej sąsiadka. - Naprawdę jesteśmy zadowoleni.

- Jakich opłat?

Sąsiadka zamknęła oczy.

- Dziękuję za to pytanie - powiedziałem.

- Ja za nie przepraszam - odezwał się ktoś z tyłu.

Otworzyłem odpowiedni slajd.

Opłata za zarządzanie.

Premia za wynik.

Po godzinie przeszedłem do rekomendacji.

- Proponuję zwiększyć tegoroczną składkę z dwustu do czterystu złotych.

- Jestem za – odpowiedział od razu ojciec przy drzwiach.

Kilka rąk natychmiast poszło w górę.

- Jeszcze nie wyjaśniłem, dlaczego akurat czterysta – powiedziałem.

- Ufamy panu.

Miło.

Nowa mama zamknęła notes.

Podwyżka przeszła jednogłośnie.

Pierwsze przelewy przyszły, zanim odłączyłem komputer.

Na korytarzu nową rodzicielkę otoczyło już kilkoro rodziców.

Ktoś podał jej numer telefonu.

Ktoś objął ją ramieniem.

Słyszałem, jak przeprasza:

- Ja naprawdę nie wiedziałam.

- Spokojnie - odpowiedziała jedna z kobiet. - Ja na pierwszym zebraniu zapytałam, czy nie bezpieczniej byłoby na lokacie.

Nowa spojrzała na nią ze zrozumieniem.

Po chwili rozmawiały już jak stare znajome.

Schowałem ładowarkę.

Integracja.

Bez pizzy.

Od początku wiedziałem, że ten wydatek nie jest konieczny.


#heheszki #pasta #szkola
  • 3
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach