Wpis z mikrobloga

Wróciłem z tego wahadła. Nie wiem co powiedzieć bo jestem w takim szoku i niedowierzaniu w to co się tam odwaliło. Baza firmy to paterajda z krowami brodzącymi w gnoju, Bizonem pod szopą i starym Dafem w krzakach. Ale nie ma co oceniać książki po okładce. Przejdźmy do gruza, którym miałem nieprzyjemność powozić kruszywo. Chłopu się pomyliło R420 z G420. Magnumka, którą jeździłem to przy niej igła xD. Zacznijmy od tej skrzyni biegów. Wciska się sprzęgło, daje na manetce na D i rusza się jak manualem, ale potem sam sobie zmienia biegi. No wszystko fajnie, do ogarnięcia, gdyby nie to, że to sprzęgło brało przy samej górze i trzeba było mocno butować, żeby w ogóle ruszyć. Umiem jeździć manualem i automatem, ale mój mózg jeszcze nie ogarnął, że w automacie muszę wciskać sprzęgło jak staje. Parę razy poszarpałem przed rondem. Oj ronda to były fajne, skrzynia sobie dobierała taki bieg, że ledwo się mogłem przeczołgać albo wyrzucała na luz i cyk, błąd sprzęgła. Tak w środku ronda. Polecam jak ktoś ma za mało emocji w życiu. Dobra, jadę tym złomem z drugim kierowcą na kopalnie, myślę sobie, że pewnie będzie ze mną tak cały dzień jeździć. Uprzedziłem, że nie mam absolutnie żadnego doświadczenia na wannie a tym bardziej na kopalni. Jakie było moje zdziwienie jak się okazało, że na parkingu pod kopalnią stoi drugie ich auto i będzie jazda na dwa. I teraz przechodzimy do najlepszej części. Bez żadnego wytłumaczenia, bez nr zamówień, pinów, dowodu rejestracyjnego i co lepsze nazwy firmy pod którą ten dziad trans jeździ (dziad trans to jednak poziom wyżej niż ta paterajda) zostałam wysłany na wagę i załadunek. Nie wiedząc gdzie jechać, po co, dokąd. Nikomu nie życzę takiego stresu jaki ja miałem na tej wadze, gdzie z jednej strony babka patrzy się jak na debila a z drugiej słyszy się wyzwiska innych na cb radiu pod moim adresem. Musiałem dzwonić do prezesa paterajdy, żeby mi podał to wszystko bo kierowca, z którym pojechałem miał na mnie wywalone. Jak już wyjechałem z wagi to operator koparki mnie uświadomił, że sam decyduje ile ma mi tego załadować. A dodatkowo, że na wannie są belki, łańcuchy i trzeba o tym mówić. Ale chłop nie w tym zbyt miły. 26 ton załadowane, jadę na wagę, wszystko mokre od tego błota bo w nocy lało, podjazd stromy, sprzęgło wiadomo jakie to sobie możecie wyobrazić jaka to była walka się tam wczołgać. Babka na wadze siedzi jak za karę, obrażona, że ja się nie orientuje jakie dokumenty ma mi wydać, wreszcie dostaję wz, mogę jechać i co, i co... auto nie chcę zapalić. Za chwilę błąd sprzęgła. Myślałem, że się tam zbecze. Za 5 razem zaskoczył, wyjechałem i pojechałem źle. Zamiast na bramki, wrzucić wz do skrzynki i wyjechać to pojechałem na jakąś inną wagę co wyglądała jak wyjazd. Bo kilku bluzgach co ja robię, pukających się po głowie w moim kierunku kierowcach, cofnąłem i pojechałem jak należy. I nie, nie było tam zakazu tylko waga do czego innego. Dobra, jedziemy zawieźć to na budowę. A gdzie ta budowa? Jedź za drugim kierowcą. No i tak jadę, jadę i nagle komunikat, ograniczenie mocy silnika, wysoka temperatura płynu chłodzącego, wskaźnik na czerwonym polu, milion błędów i dyskoteka na desce. Więcej jak 50 nie da się jechać. Komunikuje to na radiu i słyszę, że jakoś muszę dojechać. Nie chcę wiedzieć jak ten silnik będzie tam dalej pracował po notorycznej jeździe z wysoką temperaturą xD. Jakoś dojechałem, wjechałem, mam cofać pod ten taki spychacz i kiprować. No to cofam, cofam i...się zakopałem. Prawe koło chwyciło miękkie jakieś błoto i mnie wciągnęło. Chłop z budowy podjechał mnie wyciągnąć a tu ani oczka do belki, ani bolca, żeby linę za naczepę podczepić, nic. Musiałem szukać po placu czy jakieś oczko, ucho, bolec lub cokolwiek innego będzie pasować. Coś się znalazło, wyjechałem, wywaliłem i zacząłem szukać o co chodzi z tą temperaturą. Chłodnice zimne, przewody miękkie, zbiornik wyrównawczy pusty. Ja dużo widziałem, naprawdę, ale żeby w aucie nawet płynu w układzie nie było to nie wiem jak nazwać taki stan zaniedbania. Lejka na wyposażeniu też żadnego nie było. Scania ma poziomo ten wlew więc tak o się nie naleje. Na chama tam wlałem, połowę z bańki wylewając na siebie. Jeszcze się grzała, ale już wolniej. Zrobiłem tak 3 kursy, trochę mi inni kierowcy wytłumaczyli co i jak tam na kopalni. Co do auta to hamulce jeszcze były dramatyczne. To nie hamowało tylko zwalniało. Po powrocie na "bazę", dalej nie dostałem żadnej umowy (tak, jeździłem nie mając żadnego papieru, że jestem tam zatrudniony). Pytali się jak mi się jechało, powiedziałem wszystko na co dostałem odpowiedź, że jak chcę to dostanę takie auto po którym będę błagać o te Scanie. Jutro na 5:30 wyjazd. Jak myślicie, pojadę? XD
#dyzmatransport #bekaztransa #ciezarowki #zycietruckera #gownowpis
Franek_Dyzma - Wróciłem z tego wahadła. Nie wiem co powiedzieć bo jestem w takim szok...

źródło: 6821

Pobierz
  • 14
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Franek_Dyzma: z jednej strony fajny content na tag, z drugiej strony trzeba być wielkim masochistą żeby tam jutro pójść xD

jakby mi powiedzieli że mam wsiadać i sobie jakoś radzić to bym powiedział że ich p------e i bym poszedł sobie do domu, tym bardziej bez umowy
  • Odpowiedz
@Franek_Dyzma:

Jak idziesz do dziada pracować to najpierw oglądasz samochód którym będziesz jeździł.

Najpierw zanim wsiądziesz to patrzysz na opony, zawieszenie, ramę. Potem jak już wsiądziesz na błędy na desce, następnie hamulce i ogólny stan tego auta.

Jak coś nie gra to spadasz. Proste.
  • Odpowiedz
@kwiat_pustyni626: bo do takiej roboty idą auta na dobitkę, byle przegląd przeszły. Porządne dziady takie auta mają i się nawet nie dostaniesz bez znajomości, no może szwagier szefa dostanie nówkę albo jak firma ma kontrakt przy dużej inwestycji typu autostrada to coś świerzego na placu mają
  • Odpowiedz