Znów rozstałem się z dziewczyną, która kocham. Chodzi o to, że ma nadwagę. Na oko waży jakies 90kg może wiecej przy 175cm. Jest ogólnie bardzo ladna, ale te dodatkowe kilogramy mnie niestety odpychają. Sam jestem umiesnionym facetem z szeciopakiem i 44cm w bicepsie. Kiedy ją 3 lata temu poznawałem od początku mi powiedziała, ze nie jest zadowolona ze swojej wagi, ale to zmieni, bo ćwiczy, liczy kcal itd. Pomyslalem, ze to żaden problem, bo sam kiedys bylem grubasem, ale jak wzialem sie za siebie to potrafilem zrzucić nawet 10kg w miesiąc. Poznaliśmy sie na tinderze i pewnie zwróciła na mnie uwagę przez sportowa sylwetkę. Jest świetna, ułożona. dobra kobieta, świetnie sie rozumieliśmy, przez pierwsze pół roku nie bylo żadnych kłótni miedzy nami. Cierpliwie czekałem aż schodnie próbując nie naciskac. Z czasem przyznała mi sie, ze ma problem z komluksywnym objadaniem się, ma napady gdzie po paru dniach głodówki wsuwa wszystko jak leci. Zrozumiałem ten problem bo sam mam problem z uzależnieniem od alkoholu i zauwazylem te same mechanizmy. Tylko, ze ja potrafiłem sobie z tym poradzic, poznalem ja po terapii kiedy byłem trzezwy co najmniej dwa miesiace. Potem pół roku przy niej tez, aż do momentu kiedy zgodziłem sie iść na imprezy do jej rodziny gdzie byl a-----l. Ja go sobie odmawiałem, a ona nie odmawiała sobie jedzenia ciasta itd. I wtedy cos we mnie pękło. Zaczalem jej wypominac, ze nic nie chudnie, chcialem jej w tym pomoc, bo znam sie na tym. Były o to pierwsz klotnie, bo zamiast schudnac to jeszcze bardziej przytyła. Jak sama potem przyznala, to przez to ze poczuła sie przy mnie zbyt pewnie. W koncu poklocilismy sie na tyle, ze zerwalismy a ja wrocilem do picia. Duzo wtedy odwalalwm, wracaliśmy, rozstawaliśmy sie a ja pilem. Zrobiłem bardzo wiele złych rzeczy, których zaluje po alkoholu. Dochodziło do tego, ze na wspólnych wyjazdach ja moglem pic a ona zajadac sie deserami. Miała momenty zrywu, ze na chwilę chudła ale potem znow wracała do tycia. Pomyślałem, ze jak zaczne pic to pokaże jej jak to jest gdy partner zawodzi i oszukuje, bo oszukiwala mnie ciagle i nie przyznawała sie do atakow zajadania. W koncu zerwalismy na pół roku. Ja sie ogarnalem, znow przestałem pic. Chcialem jej pokzac, ze jak sie chce to mozna ze wszystkim sobie poradzic. Codziennie o niej myslalem, nie potrafilem pogodzic sie z jej strata. Pojechałem z pięknym bukietem i przeprosiłem. Ona byla jeszcze grubsza niz ostatnio, ale chyba probowalem oszukać sam siebie, ze nie bedzie mi to przeszkadzało. Powiedzialem, ze wiecej nie bede naciskac, ze podoba mi sie taka jaka jest ale bardziej bedzie jak schudnie i to jej sprawa. Ona tez powiedziała, ze wzięła sie za siebie, zapisała sie na jakies ćwiczenia itd. Znow niby trzymała diete, a tyla a ja czulem sie jak oszukiwany idiota. Probowalem ja namówić na diete keto, ale tego nie lubi, tamtego nie lubi, a mieszka w domu z rodzicami i i tak czesto jedza dosc tłusto na obiad. Zawsze miala pełno wymowek do zeby nie chodzic na silownie. Ciagle ja cos bolało. Brała karnet a potem chodziła ze 3 razy w miesiącu. Prosiłem zeby zrobiła badania na insulinopornosc, ale.tez to ciagle przekładała. Tak jakby wręcz bala sie scudnac. Po ostatnim rozstaniu zaczęła mówić, ze ona sie sobie podoba jaka jest, ale wiem ze to nieprawda. Ogląda instagrama, historie dziewczyn ktore schudły i wiem, ze bardzo by tez tego chciala. Chciałbym ja akceptować jaka jest, bo ja kocham i nie wiem jak zdolam o niej zapomniec, ale nie potrafię tez walczyc z naturą. Niestety probowalem udawac, ze to ok, gryźć ske w język, ale jednak mnie to uwieralo, a najbardziej to, ze czulem sie oszukiwany. Po ostatnim rozstaniu znow poczulem sie niewystarczający i wszystkiego mi sie odechciało i zacząłem uciekać w a-----l. Wiem co mam robic zeby sobie z tym poradzic i poradze. Wiem tez, ze bede przeżywał te rozstanie wiele miesięcy jak nie dłużej, bo juz raz rozstaliśmy sie na pół roku i to tez bedzie mi wszystko utrudniało. Z nia zle, bez niej tez. Nie wiem co powinienem zrobic. Jestem przekonany, ze gdyby sie wzięła za siebie to rozwiązałoby to wszystkie nasze problemy. Probowalem mówić o tym co czuje, ale to jak grochem o sciane. Odbija tylko piłeczkę i o wszystko mnie obwinia. Gdy nie ma argumentów wypomina mi co odwalalem po pijaku aby ze mnie zrobic najgorszego. Tylko, ze to nic konstruktywnego nie wnosi ani nic nie zmienia na lepsze. Nie wiem czego oczekuje od tego posta, ale jesli chciece mnie obeiniac i wygarniać alkoholizm to darujcie sobie kopanie leżącego.
@Purson666: Najważniejsze żebyś przestał pić, zgłoś się na terapię pomoc terapeuty od uzależnień Ci się przyda. Życie bez alkoholu i akcji jakie się po nim odstawia jest duzo lepsze. Trzymam kciuki za Ciebie.
@kargulZpiwem: Juz nawet nie umiem czerpać przyjemnosci z picia jak kiedys. Mam spora wiedzę w tym zakresie. Jestem w terapii indywidualnej. Ale dol spowodowany rozstaniem bedzie zaburzał racjonalne myslenie. Trzeba zadbać o swoj komfort psychiczny zeby nie pic a to nie bedzie takie łatwe po bolesnym rozstaniu.
@Purson666: Picie alkoholu, upijanie się nie rozwiązuje problemów jest wręcz przeciwnie. Myślę że na trzeźwo szybciej sobie poradzisz z rozstaniem, tzw zagłuszenie bólu jest krótkotrwałe i pozorne, to spirala uzależnienia po czasie bedzie gorzej a-----l to pogłębia smutek i depresję. Nie ma co szukac "usprawiedliwienia" że picie pomaga bo jest mi ciężko... po prostu trzeba zawalczyć o siebie samego o swoje zdrowie. Stań na nogi badz trzeźwy zobaczysz że to
@Purson666: a próbowałeś poznać inną? No wiesz, różne kobiety są. Nie z tą to z inną wyjdzie. Jeśli poradzisz sobie z alkoholem i serio masz dobrą sylwetkę to poszukaj jakiejś innej baby i tyle. Jak będziesz sam to będzie ci ciężko zapomnieć
@Purson666: abstrahując od samej prawdziwości historii, to czepiasz się laski że kompulsywnie się objada i nie umie się kontrolować, a ty sam sobie poradziłeś z uzależneiniem... po czym piszesz że po każdym rozstaniu uciekałeś w chlanie.
No rzeczywiście masz to pod kontrolą. Jeśli dla ciebie alko jest magicznym lekiem na wszelkie problemy, to jednak potrzebujesz pomocy z zewnątrz. Ja się ogarniesz to znajdź sobie taką, która ci się podoba.Wiara w
@Purson666: jesteś najlepszym przykładem na to, że najbardziej nie lubimy w innych ludziach cech, których sami w sobie nie lubimy. W tym przypadku jest to nieumiejętność radzenia sobie z trudnymi emocjami, uciekanie w kompulsje i uzależnienia.
@karokrakow: tylko ze ja rok potrafilem lrzy niej nie pic, potem znow kilka miesięcy. Ona potrafiła byc zaangażowana w redukcji moze ze dwa tygodnie. Tak, ciągnęło mnie to w dol
Znów rozstałem się z dziewczyną, która kocham. Chodzi o to, że ma nadwagę. Na oko waży jakies 90kg może wiecej przy 175cm. Jest ogólnie bardzo ladna, ale te dodatkowe kilogramy mnie niestety odpychają. Sam jestem umiesnionym facetem z szeciopakiem i 44cm w bicepsie. Kiedy ją 3 lata temu poznawałem od początku mi powiedziała, ze nie jest zadowolona ze swojej wagi, ale to zmieni, bo ćwiczy, liczy kcal itd. Pomyslalem, ze to żaden problem, bo sam kiedys bylem grubasem, ale jak wzialem sie za siebie to potrafilem zrzucić nawet 10kg w miesiąc. Poznaliśmy sie na tinderze i pewnie zwróciła na mnie uwagę przez sportowa sylwetkę. Jest świetna, ułożona. dobra kobieta, świetnie sie rozumieliśmy, przez pierwsze pół roku nie bylo żadnych kłótni miedzy nami. Cierpliwie czekałem aż schodnie próbując nie naciskac. Z czasem przyznała mi sie, ze ma problem z komluksywnym objadaniem się, ma napady gdzie po paru dniach głodówki wsuwa wszystko jak leci. Zrozumiałem ten problem bo sam mam problem z uzależnieniem od alkoholu i zauwazylem te same mechanizmy. Tylko, ze ja potrafiłem sobie z tym poradzic, poznalem ja po terapii kiedy byłem trzezwy co najmniej dwa miesiace. Potem pół roku przy niej tez, aż do momentu kiedy zgodziłem sie iść na imprezy do jej rodziny gdzie byl a-----l. Ja go sobie odmawiałem, a ona nie odmawiała sobie jedzenia ciasta itd. I wtedy cos we mnie pękło. Zaczalem jej wypominac, ze nic nie chudnie, chcialem jej w tym pomoc, bo znam sie na tym. Były o to pierwsz klotnie, bo zamiast schudnac to jeszcze bardziej przytyła. Jak sama potem przyznala, to przez to ze poczuła sie przy mnie zbyt pewnie. W koncu poklocilismy sie na tyle, ze zerwalismy a ja wrocilem do picia. Duzo wtedy odwalalwm, wracaliśmy, rozstawaliśmy sie a ja pilem. Zrobiłem bardzo wiele złych rzeczy, których zaluje po alkoholu. Dochodziło do tego, ze na wspólnych wyjazdach ja moglem pic a ona zajadac sie deserami. Miała momenty zrywu, ze na chwilę chudła ale potem znow wracała do tycia. Pomyślałem, ze jak zaczne pic to pokaże jej jak to jest gdy partner zawodzi i oszukuje, bo oszukiwala mnie ciagle i nie przyznawała sie do atakow zajadania. W koncu zerwalismy na pół roku. Ja sie ogarnalem, znow przestałem pic. Chcialem jej pokzac, ze jak sie chce to mozna ze wszystkim sobie poradzic. Codziennie o niej myslalem, nie potrafilem pogodzic sie z jej strata. Pojechałem z pięknym bukietem i przeprosiłem. Ona byla jeszcze grubsza niz ostatnio, ale chyba probowalem oszukać sam siebie, ze nie bedzie mi to przeszkadzało. Powiedzialem, ze wiecej nie bede naciskac, ze podoba mi sie taka jaka jest ale bardziej bedzie jak schudnie i to jej sprawa. Ona tez powiedziała, ze wzięła sie za siebie, zapisała sie na jakies ćwiczenia itd. Znow niby trzymała diete, a tyla a ja czulem sie jak oszukiwany idiota. Probowalem ja namówić na diete keto, ale tego nie lubi, tamtego nie lubi, a mieszka w domu z rodzicami i i tak czesto jedza dosc tłusto na obiad. Zawsze miala pełno wymowek do zeby nie chodzic na silownie. Ciagle ja cos bolało. Brała karnet a potem chodziła ze 3 razy w miesiącu. Prosiłem zeby zrobiła badania na insulinopornosc, ale.tez to ciagle przekładała. Tak jakby wręcz bala sie scudnac. Po ostatnim rozstaniu zaczęła mówić, ze ona sie sobie podoba jaka jest, ale wiem ze to nieprawda. Ogląda instagrama, historie dziewczyn ktore schudły i wiem, ze bardzo by tez tego chciala. Chciałbym ja akceptować jaka jest, bo ja kocham i nie wiem jak zdolam o niej zapomniec, ale nie potrafię tez walczyc z naturą. Niestety probowalem udawac, ze to ok, gryźć ske w język, ale jednak mnie to uwieralo, a najbardziej to, ze czulem sie oszukiwany. Po ostatnim rozstaniu znow poczulem sie niewystarczający i wszystkiego mi sie odechciało i zacząłem uciekać w a-----l. Wiem co mam robic zeby sobie z tym poradzic i poradze. Wiem tez, ze bede przeżywał te rozstanie wiele miesięcy jak nie dłużej, bo juz raz rozstaliśmy sie na pół roku i to tez bedzie mi wszystko utrudniało. Z nia zle, bez niej tez. Nie wiem co powinienem zrobic. Jestem przekonany, ze gdyby sie wzięła za siebie to rozwiązałoby to wszystkie nasze problemy. Probowalem mówić o tym co czuje, ale to jak grochem o sciane. Odbija tylko piłeczkę i o wszystko mnie obwinia. Gdy nie ma argumentów wypomina mi co odwalalem po pijaku aby ze mnie zrobic najgorszego. Tylko, ze to nic konstruktywnego nie wnosi ani nic nie zmienia na lepsze. Nie wiem czego oczekuje od tego posta, ale jesli chciece mnie obeiniac i wygarniać alkoholizm to darujcie sobie kopanie leżącego.
Dalej nie czytam
Komentarz usunięty przez autora
@Purson666: kuku kuku
No rzeczywiście masz to pod kontrolą. Jeśli dla ciebie alko jest magicznym lekiem na wszelkie problemy, to jednak potrzebujesz pomocy z zewnątrz.
Ja się ogarniesz to znajdź sobie taką, która ci się podoba.Wiara w
@karokrakow: i przede wszystkim przeciwskuteczna. Tylko nieliczne osoby ogarniają się w takich okolicznościach, większosć jest zbyt leniwa.