Wpis z mikrobloga

Wspaniała to była pielgrzymka, nie zapomnę jej nigdy.

- 48 dni
- około 1200 km na piechotę
- 88 świątyń buddyjskich
- ponad 2 miliony kroków (wg mojej opaski)
- zjedzone nieprzyzwoicie duże ilości surowej ryby

Shikoku Henro, czyli pielgrzymka dokoła japońskiej wyspy Shikoku (najmniejszej z 4 głównych wysp Japonii) prowadzi przez 88 buddyjskich świątyń. W sumie to około 1200 kilometrów, w zależności od drogi, bo czasem jest kilka opcji. Łączona jest z buddyjskim mnichem Kūkai, który żył w 9 wieku, ale formę jaką ma obecnie przybrała mniej więcej w okresie Edo (17-19 wiek). Oryginalnie ludzi pielgrzymowali pieszo, obecnie często odwiedzają świątynie przemieszczają się autem czy autobusami. Ale dalej sporo osób idzie pieszo czy jedzie rowerem. Niektórzy wybierają odwiedzenie wszystkich świątyń na raz, a inni wykonują tylko fragment trasy, i wracając w innym terminie na kolejny fragment.

Tradycyjny strój pielgrzyma to specyficzne białe ubranie i stożkowy słomkowy kapelusz. Do tego pielgrzymi niosą drewnianą laskę, białą torbę, różaniec i ozdobną szarfę na szyi. Podczas wizyty w świątyniach zapala się świeczki, recytuje sutry, modlitwy i mantry, zostawia karteczki z nazwiskiem, a czasem także karteczki z modlitwami. Można też zbierać pamiątkowe ręcznie wykonane wpisy do specjalnego albumu. Po drodze pielgrzymi często dostają od mieszkańców drobne prezenty (osettai) - zwykle są to drobne przekąski lub napoje.

Ja z tych tradycji to miałem tylko lekką białą kamizelkę i wrzucałem te karteczki z nazwiskiem. Mimo regularnego prania biała kamizelka na koniec wygląda niestety jak szmata do podłogi. Nie zbierałem wpisów.

Zwykle robiłem w ciągu dnia 25-30 km, chociaż w drugiej połowie czasem skracałem sobie dni bo już było mniej siły albo też tak bardziej pasowało jeśli chodzi o zakwaterowanie. Co do mieszkania to spałem chyba we wszystkich możliwych typach miejsc: hostelach, domach gościnnych dla pielgrzymów, tradycyjnych domach gościnnych (tańszych minshiku i droższych ryokan), tanich hotelach (tzw biznesowych). Nie spróbowałem tylko mieszkania w przyświątynnych schroniskach bo tych nie da się rezerwować, a ja wolałem mieć pewność że będę miał gdzie spać. I do tego trzeba tam raczej mieć swój śpiwór, a mi się go nie chciało targać. Nie mieszkałem też na polach kempingowych bo nie lubię namiotów. Jadałem w domach gościnnych (jak była taka opcja), w tanich restauracjach jak były, ale głównie żywiłem się w sklepach konbini (jak 7-elevn, Watson, FamilyMart), które mają całkiem przyzwoite jedzenie.

Po drodze widziałem sporo natury, pól, w tym pola ryżowe, trochę gór (raczej niskich), parę zamków, kilka większych miast, ocean. Chodziłem też sporo po lasach, ale czasem także wzdłuż ruchliwych dróg. Jednym słowem zobaczyłem kawał trochę mniej znanej Japonii. Byłem też kilka razy na gorących źródłach - czy to onsenach czy hotelowych sento.

Jako że może paść pytanie o koszty to nie policzyłem tego dokładnie, ale wydałem chyba około 12 000 zł (nie licząc dojazdu do/z Japonii). Z tego mniej więcej połowa na zakwaterowanie a druga połowa na jedzenie.

Jakby ktoś się zastanawiał co jadłem to wrzuciłem parę rzeczy jako shorty na moim kanale: http://youtube.com/@jemprzeciez/shorts

#japonia #podroze #podrozujzwykopem #ciekawostki #buddyzm
kotbehemoth - Wspaniała to była pielgrzymka, nie zapomnę jej nigdy. 

- 48 dni 
- oko...

źródło: Screenshot 2026-06-11 at 17.34.24

Pobierz
  • 24
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

  • 1
@loczyn: na pewno inne, nie ma tłumów turystów. Więc pod pewnym względem tak - czułem że to taka prawdziwa Japonia. Ale z drugiej strony duże miasta to też prawdziwa Japonia:) więc po prostu prawdziwa ale inna niż Tokyo/Kyoto/Osaka
  • Odpowiedz
  • 0
@kotbehemoth: Szacun. Myślałem, że Mirek niechodzący, niejeżdżący na rowerze. Chociaż w te 1200 km trudno mi uwierzyć. Przejechałem dookoła Tajwan. Wyszło coś pod 1k km. Szikoku jest prawie 2 razy mniejsza. Linia brzegowa podobnie zwarta.
  • Odpowiedz