Wpis z mikrobloga

#dzieci #szkola #rodzicielstwo

Chciałem zaprosić do dyskusji na temat samodzielnego chodzenia do szkoły dzieci.

Dla namalowania tła przedstawię swoją sytuację. Mieszkam w średniej wielkości mieści, szkołę widzę z okna mieszkania. Żona pracuje zdalnie z domu.

Zacząłem posyłać dziecko do szkoły od października 1 klasy. Teraz kończy drugą i nadal jest ogromna grupa dzieci, które są odprowadzane pod drzwi klasy i spod drzwi odbierane.

Kiedy mój syn zaczynał chodzić sam musiałem poruszyć pół szkoły żeby dostać na to zgodę. Rano luz bo szedł z domu po prostu i nikt nie miał z tym problemu wiadomo. Z wyjściem duży problem bo musi opuścić świetlicę. Dyrekcja pisała do kuratorium czy dziecko może w pierwszej klasie samo wrócić do domu.

Jakie jest Wasze podejście? Ja uważam, że uczenie dziecka odpowiedzialności za siebie jest ważne jak najwcześniej. Żyjemy w bezpiecznym kraju i moim zdanie jedynym zagrożeniem jest nieostrożność dzieci (która istniała zawsze)/debile na drodze przed którymi trzeba ostrzegać dzieci.

Kiedy zaczęliście wysyłać dzieci same do szkoły, jeżeli nadal tego nie robicie to dlaczego jakie jest wasze doświadczenie w tej kwestii.

Czy prowadząc dziecko za rękę do 3 klasy nie wychowujemy kalek społecznych, które w nastoletnim wieku nie potrafią poruszać się po mieście, ogarnąć sobie najprostszych spraw, ogarnąć się na wycieczce/kolonii.
  • 240
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@piotrek_18_89: gdybym miał to bym posyłał od 1 klasy tak jak sam chodziłem w latach 90 które były nieporównywalnie bardziej niebezpieczne, nie siedzę w temacie bo nie mam dzieci więc trochę mnie zaskoczyłeś, że dzisiaj trzeba mieć na to zgodę
  • Odpowiedz
@piotrek_18_89: kurde to całkiem ciekawe. W Twojej sytuacji uważam, że to całkiem normalne. Wiadomo, że "zawód" rodzica zmienił się między tym co było kiedyś, a teraz. Nie kojarzę by rodzice mnie odprowadzali do szkoły od 1 klasy - a miałem z 1,5km xD
Sporadycznie się zdarzało. Na pewno odbierali w zimę jak po 15 było ciemno.

Sam nie wiem jakbym się zachował. W Twojej lokalizacji raczej bym starał się zachować
  • Odpowiedz
@piotrek_18_89: japrdl xD mnie babcia odprowadzała przez poerwsze pół roku a potem "radź sobie" a do szkoły miałem 20-25min z buta. Jak powiedziałeś jest to tworzenie kalek życiowych, instytucjom w dupach się poprzewracało na punkcie dzieci.
  • Odpowiedz
  • 71
@piotrek_18_89: loooool. Ładnie nasrane w głowie w szkole. Zupełnie przeciwna sytuacja od wiejskiej podstawówki, do której chodzą dzieci brata - tam dyrektorka zorganizowała spotkanie, by dzieci wracały same do domu, bo szkoła nie ma możliwości zapewnienia opieki świetlicowej do godziny siedemnastej, a okolica bezpieczna i niech się rodzice ogarną z robieniem z dzieci kalek
  • Odpowiedz
@piotrek_18_89: trochę śmiesznę jak sobie przypomnę że od połowy 1 klasy sam siedziałem pół dnia i zamykałem drzwi i otwierałem i nikt z tym problemu nie było, a lata 90 na pewno były mniej bezpieczne.
Obecnie wożę dzieci bo mają kawałek do szkoły i jest problem z komunikacją, ale mam też szkołę 500m od domu, jeśli synowie by tam chodzili to po za kilkoma razami "dla rozgrzewki" chodzili by sami
  • Odpowiedz
@piotrek_18_89: jestem bardzo starej daty, do zerówki sam chodzilem/jeździłem rowerem przez wieś w latach '80. Do pierwszej klasy jeździłem PKSem przez 2mce po przeprowadzce do miasta.
Dziś przed puszczeniem dziecka poniżej 7 r.ż. samodzielnie do szkoły jest kupa obstrukcji prawnych, jedna z nich jest prawdo do poruszania się po drogach publicznych.
  • Odpowiedz
Jakie jest Wasze podejście?


@piotrek_18_89: zależy od dziecka i okolicy, którą musi przejść, ale raczej propsy - ja bym odprowadził kilka razy i jak dziecko by ogarniało, to niech chodzi samo
  • Odpowiedz
@piotrek_18_89: Ja sam zaczalem chodzic do szkoly gdzies wlasnie 1/2 klasa szkoly podstawowej. Do samej szkoly mialem z 1.5km, moze nawet 2km, kilka przejsc dla pieszych (ze swiatlami i bez).

Jak juz poznalem kolegow to umawialem sie z nimi i chodzilismy cala paczka 2-5 osob i bylo fajnie, tak samo zawsze razem wracalismy. W mojej szkole to byla norma, chyba tylko odbierane byly dzieci z jakis okolicznych wsi bez dojazdu,
  • Odpowiedz
@piotrek_18_89: kiedyś było inaczej, mieszkaliśmy w jeziorze... a tak na serio, to moje dzieciaki w pierwszej klasie (też z 200m od szkoły mieszkamy) chodziły ze mną, a od drugiej w momencie gdy zaczęły chcieć, to wracały same. Były w klasie dzieci, które już w pierwszej wracały samodzielnie, i to dalej, były też takie co jeszcze w czwartej na początku chodziły z rodzicami. Każdy trochę inaczej to przeżywa, i ważne żeby
  • Odpowiedz
@piotrek_18_89: Lvl 30 na wiosce. Sam chodziłem do podstawówki i z powrotem. Teraz mam brata, który ma 14 lat i do dziś kobiety robią problemy, że ma iść sam, bo ktoś go porwie. Przeważnie kobiety mają takie problemy, bo puszczają wodze fantazji - za dużo filmów się naoglądały.
  • Odpowiedz
upełnie przeciwna sytuacja od wiejskiej podstawówki, do której chodzą dzieci brata - tam dyrektorka zorganizowała spotkanie, by dzieci wracały same do domu, bo szkoła nie ma możliwości zapewnienia opieki świetlicowej do godziny siedemnastej, a okolica bezpieczna i niech się rodzice ogarną z robieniem z dzieci kalek


@moll: znajomi w wiejskiej szkole mieli problem, że gimnazjalistka nie mogła odbierać swojej siostry z podstawówki. Gdzie między furką szkoły, a ich domu jest
  • Odpowiedz
@piotrek_18_89: sam chodziłem i wracałem samodzielnie od drugiej klasy. Chciałem wcześniej, ale rodzice nie pozwalali. Tylko teraz patrzę na to z lekko innej perspektywy. Tak jak kiedyś, obecnie mieszkam na osiedlu w dużym mieście. Szkoła jest generalnie blisko, stosunkowo droga przez bloki, ale w którymś momencie trzeba przejść przez jezdnię. I tu jest duża różnica: ruch jest nieporównywalnie większy niż 25 lat temu, co wpływa również na ruch na mniejszych
  • Odpowiedz