Bez Dziadków prze*ebane. Jak mieć Dzieci, kiedy wszyscy kotłujecie się bez wsparcia starszyzny plemiennej w top 5?
@Krzewiciel_prawdy: @Tagliacozzo Jeżeli dwie osoby pracują to zaczyna się wygłupianie z odprowadzaniem, odbieraniem dzieci co samo w sobie jest bardzo problematyczne, zajmuje czas, jest niewygodne i najczęściej szkodliwe dla samych dzieci. Taki model to i tak max. 2, w porywach trójka dzieci bo inaczej po prostu nie będzie się dało. I dwie osoby i tak kwestie zawodowe mają do tyłu (więc żadna nie może skupić się faktycznie na zarabianiu). Z żoną zajmującą się domem, dziećmi dziadki to owszem pomoc itp., ale nie jest to krytyczne / niezbędne.
@LaurenceFass: U mnie pracują dwie osoby. Ba, dziadkowie również pracuję i generalnie nie ma nikt problemów z zajmowaniem się dziećmi. Polecam rodzinny styl życia.
@Tagliacozzo: Nie chcę tego specjalnie uogólniać, ale generalnie wiadomo od zawsze (jest to potwierdzone też przez badania), że dzieci najlepiej rozwijają się przy matce do tych kilku lat. Więc przerzucanie dzieci do dziadków po to żeby pracować brzmi trochę jak pomieszanie w hierarchii dobra. A pomieszanie hierarchii dobra to też zło. Przykładowo: sama edukacja nie jest zła. Ale jej bezsensowne wydłużenie kosztem założenia rodziny w młodym wieku (zwłaszcza dotyczy kobiet)
@Tagliacozzo: @LaurenceFass usunąłem wpis, bo stwierdziłem, że jednak za bardzo "depnąłem na gaz" z tymi kwestiami dzisiaj na Wykopie, a to trzeba na spokojnie...
Co nie zmienia faktu, iż były i pozostają one istotne - Dziadkowie to jest mega pomoc, potwierdzam to, co rzekł przedmówca - u mnie też Dziadkowie pracują, a pomagają, bo są na miejscu i to się fajnie wszystko składa w jedną, rodzinną całość. Daleko nie szukając
Co nie zmienia faktu, iż były i pozostają one istotne - Dziadkowie to jest mega pomoc, potwierdzam przedmówcę - u mnie też Dziadkowie pracują, a pomagają, bo są na miejscu i to się fajnie wszystko składa w jedną, rodzinną całość.
@Krzewiciel_prawdy: Pewnie, każda pomoc się przydaje. Natomiast nie jest dobre cedowanie opieki nad małymi dziećmi na dziadków żeby kobieta mogła iść do pracy na etat.
Moja przyjaciółka mówi wprost, że chce drugie, ale nie ma żadnej pomocy, na której mogłaby się oprzeć poza mężem. Także pozostanie przy jednym, podejrzewam, że w takiej sytuacji jest więcej kobiet.
Ale jej bezsensowne wydłużenie kosztem założenia rodziny w młodym wieku
@LaurenceFass: Nie ma to w tej chwili większego znaczenia. W początkowej wazie, powszechność edukacji wpłynęła na demografię, ale po przekroczeniu pewnej masy krytycznej jest już nieistotna. Obecniei nie ma większej różnicy w dzietności kobiet kończących wcześniej edukację i później. Chyba nawet istnieją dane, wskazujące, że kobiety z wyższym wykształceniem, mają trochę wyższy wskaźnik dzietności. A nie zmienia to wiele, bo
@niebieskatrytytka: Generalnie zgadzam się. Natomiast istotne jest, że wyższe wykształcenie plus kariera to dzieci po 30, a to często wyklucza posiadanie rodziny wielodzietnej biologicznie. Więc nie ma nawet potencjału.
Musiałby istnieć jakikolwiek czynnik ich do tego zachęcający/zmuszający a takiego nie ma.
Tak, dotychczasowo dominował czynnik religijny. Natomiast aktualnie nawet tego nie ma (nie licząc katolików tradycyjnych - to nie jest odłam lub sekta tylko wąska grupa w obrębie KK) bo
@LaurenceFass: Ale statystyki pokazują, że nawet jeśli potencjał istnieje, pozostaje niewykorzystany. Bo do wykorzystania potecjału konieczny jest powód jego wykorzystania.
A w zasadzie, przez większość historii był to czynnik biologiczny. Powszechna antykoncepcja to dość krótki epizod.
@niebieskatrytytka: "Krótki epizod" to chyba masz na myśli min. do prehistorii bo kryzysy demograficzne wynikające z chęci ograniczenia rozrodu znane są już ze starożytności. Były formy antykoncepcji sensu stricte albo ograniczenie rozrodu poprzez wywoływanie poronień czy nawet zabijaniu po urodzeniu. Wiadomo, że było to powszechne bo nawet władza centralna potrafiła interweniować, pewnych praktyk zakazywano,
@LaurenceFass: Ale skala jest nieporównywalna. Świadomość, powszechność łatwość i dostęp nie miał nawet zbliżonej skali, dlatego też nie było to zjawisko cywilizacjo i kulturo twórcze w tak rozległym i powszechnym stopniu jak współcześnie. Chodzi o przekroczenie punktu ciężkości.
@niebieskatrytytka: Spadek dzietności jest porównywalny, np. w starożytnej Grecji mieliśmy w zasadzie krotne (można wnioskować po opisach bo dokładnych statystyk nikt nie prowadził) spadki dzietności: "Grecja cierpi na załamanie urodzeń i deficyt ludzi tak znaczny, że miasta pustoszeją, ponieważ w naszych czasach ludzie kochając luksus, pieniądze oraz lenistwo, nie chcą się żenić, a jeśli już się żenią nie chcą dużej rodziny, tylko poprzestają na jednym, najwyżej dwojgu
Skąd u was taki ból d--y o tę akcję? Niech się ludzie cieszą. Dajcie się ludziom pocieszyć w tym smutnym jak kij świecie. Lepsze to, niż kolejne kłótnie i wojny. #latwogang
@Krzewiciel_prawdy: @Tagliacozzo
Jeżeli dwie osoby pracują to zaczyna się wygłupianie z odprowadzaniem, odbieraniem dzieci co samo w sobie jest bardzo problematyczne, zajmuje czas, jest niewygodne i najczęściej szkodliwe dla samych dzieci. Taki model to i tak max. 2, w porywach trójka dzieci bo inaczej po prostu nie będzie się dało. I dwie osoby i tak kwestie zawodowe mają do tyłu (więc żadna nie może skupić się faktycznie na zarabianiu).
Z żoną zajmującą się domem, dziećmi dziadki to owszem pomoc itp., ale nie jest to krytyczne / niezbędne.
#demografia
Nie chcę tego specjalnie uogólniać, ale generalnie wiadomo od zawsze (jest to potwierdzone też przez badania), że dzieci najlepiej rozwijają się przy matce do tych kilku lat.
Więc przerzucanie dzieci do dziadków po to żeby pracować brzmi trochę jak pomieszanie w hierarchii dobra. A pomieszanie hierarchii dobra to też zło.
Przykładowo: sama edukacja nie jest zła. Ale jej bezsensowne wydłużenie kosztem założenia rodziny w młodym wieku (zwłaszcza dotyczy kobiet)
Co nie zmienia faktu, iż były i pozostają one istotne - Dziadkowie to jest mega pomoc, potwierdzam to, co rzekł przedmówca - u mnie też Dziadkowie pracują, a pomagają, bo są na miejscu i to się fajnie wszystko składa w jedną, rodzinną całość. Daleko nie szukając
@Krzewiciel_prawdy:
Pewnie, każda pomoc się przydaje. Natomiast nie jest dobre cedowanie opieki nad małymi dziećmi na dziadków żeby kobieta mogła iść do pracy na etat.
Także pozostanie przy jednym, podejrzewam, że w takiej sytuacji jest więcej kobiet.
@LaurenceFass: Nie ma to w tej chwili większego znaczenia. W początkowej wazie, powszechność edukacji wpłynęła na demografię, ale po przekroczeniu pewnej masy krytycznej jest już nieistotna. Obecniei nie ma większej różnicy w dzietności kobiet kończących wcześniej edukację i później. Chyba nawet istnieją dane, wskazujące, że kobiety z wyższym wykształceniem, mają trochę wyższy wskaźnik dzietności. A nie zmienia to wiele, bo
Generalnie zgadzam się. Natomiast istotne jest, że wyższe wykształcenie plus kariera to dzieci po 30, a to często wyklucza posiadanie rodziny wielodzietnej biologicznie. Więc nie ma nawet potencjału.
Tak, dotychczasowo dominował czynnik religijny. Natomiast aktualnie nawet tego nie ma (nie licząc katolików tradycyjnych - to nie jest odłam lub sekta tylko wąska grupa w obrębie KK) bo
@LaurenceFass: Ale statystyki pokazują, że nawet jeśli potencjał istnieje, pozostaje niewykorzystany. Bo do wykorzystania potecjału konieczny jest powód jego wykorzystania.
@niebieskatrytytka:
"Krótki epizod" to chyba masz na myśli min. do prehistorii bo kryzysy demograficzne wynikające z chęci ograniczenia rozrodu znane są już ze starożytności. Były formy antykoncepcji sensu stricte albo ograniczenie rozrodu poprzez wywoływanie poronień czy nawet zabijaniu po urodzeniu. Wiadomo, że było to powszechne bo nawet władza centralna potrafiła interweniować, pewnych praktyk zakazywano,
@LaurenceFass: Ale skala jest nieporównywalna. Świadomość, powszechność łatwość i dostęp nie miał nawet zbliżonej skali, dlatego też nie było to zjawisko cywilizacjo i kulturo twórcze w tak rozległym i powszechnym stopniu jak współcześnie. Chodzi o przekroczenie punktu ciężkości.
@niebieskatrytytka:
Spadek dzietności jest porównywalny, np. w starożytnej Grecji mieliśmy w zasadzie krotne (można wnioskować po opisach bo dokładnych statystyk nikt nie prowadził) spadki dzietności:
"Grecja cierpi na załamanie urodzeń i deficyt ludzi tak znaczny, że miasta pustoszeją, ponieważ w naszych czasach ludzie kochając luksus, pieniądze oraz lenistwo, nie chcą się żenić, a jeśli już się żenią nie chcą dużej rodziny, tylko poprzestają na jednym, najwyżej dwojgu