No i coś tam polatane (ʘ‿ʘ) W weekend oczywiście poszły dwa papatony, bo jakżeby inaczej. Trochę sobie ostrzyłem zęby na jeszcze jeden w poniedziałek - ale zasiedziałem się przy robocie, zaspałem i skutek był taki, że nawet na dychę czasu nie starczyło ( ͡°ʖ̯͡°) We wtorek jeszcze gorzej - ale tu przewidywałem problemy, bo to trudny dzień, dobrze że chociaż piąteczka wpadła ( ͡º͜ʖ͡º)
W środę miało niby być lepiej, ale mnie straszliwa niechcica dorwała - ślamazarzyłem się, robiłem wszystko co niepotrzebne, kawkę z żoną wypiłem, ale w końcu się zmusiłem do minipapatonu czeskiego ( ͡º͜ʖ͡º)
No i nadszedł czwartek. Wczoraj wieczorem uznałem, że dość tego lenistwa, kładę się wcześniej i startuję raniutko. I co? O północy się zorientowałem, że garmin ma 5% baterii xD więc siadłem przy kompie i czekałem aż staruszek Fenix cosik się podładuje. Skutek taki, że poszedłem spać o 1 rano ¯\(ツ)/¯
Ale... organizm był nastawiony na bieg ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ i bez żadnego budzika wstałem o 4:07 (ʘ‿ʘ) Po cichutku się pozbierałem, ciutkę zamarudziłem ale udało się wystartować o 4:28 ( ͡º͜ʖ͡º)
Biegło się fajnie, po drodze wizyta w aptece bo żona chciała jakieś leki (pan aptekarz chyba nie spodziewał się wizyty o 4:47 xD), a potem już wziuuum na Wały Wiślane. Bieg przeciętny, ni to szybki ni to wolny - ale tak celowałem, żeby się coś zmęczyć. Na Wałach pustki, ale czterech rowerzystów minąłem. W Lasku Mogilskim chyba zbudziłem dzika, bo usłyszałem głośne chrumknięcie i paniczny bieg przez krzaki xD aż mi się go żal zrobiło.
Potem już powrót na osiedle, po drodze obwarzanki pod Urzędem Pracy i myk do domu, świenty dystans zaliczony (⌐͡■͜ʖ͡■)
No i coś tam polatane (ʘ‿ʘ)
W weekend oczywiście poszły dwa papatony, bo jakżeby inaczej. Trochę sobie ostrzyłem zęby na jeszcze jeden w poniedziałek - ale zasiedziałem się przy robocie, zaspałem i skutek był taki, że nawet na dychę czasu nie starczyło ( ͡° ʖ̯ ͡°) We wtorek jeszcze gorzej - ale tu przewidywałem problemy, bo to trudny dzień, dobrze że chociaż piąteczka wpadła ( ͡º ͜ʖ͡º)
W środę miało niby być lepiej, ale mnie straszliwa niechcica dorwała - ślamazarzyłem się, robiłem wszystko co niepotrzebne, kawkę z żoną wypiłem, ale w końcu się zmusiłem do minipapatonu czeskiego ( ͡º ͜ʖ͡º)
No i nadszedł czwartek. Wczoraj wieczorem uznałem, że dość tego lenistwa, kładę się wcześniej i startuję raniutko. I co? O północy się zorientowałem, że garmin ma 5% baterii xD więc siadłem przy kompie i czekałem aż staruszek Fenix cosik się podładuje. Skutek taki, że poszedłem spać o 1 rano ¯\(ツ)/¯
Ale... organizm był nastawiony na bieg ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ i bez żadnego budzika wstałem o 4:07 (ʘ‿ʘ) Po cichutku się pozbierałem, ciutkę zamarudziłem ale udało się wystartować o 4:28 ( ͡º ͜ʖ͡º)
Biegło się fajnie, po drodze wizyta w aptece bo żona chciała jakieś leki (pan aptekarz chyba nie spodziewał się wizyty o 4:47 xD), a potem już wziuuum na Wały Wiślane. Bieg przeciętny, ni to szybki ni to wolny - ale tak celowałem, żeby się coś zmęczyć. Na Wałach pustki, ale czterech rowerzystów minąłem. W Lasku Mogilskim chyba zbudziłem dzika, bo usłyszałem głośne chrumknięcie i paniczny bieg przez krzaki xD aż mi się go żal zrobiło.
Potem już powrót na osiedle, po drodze obwarzanki pod Urzędem Pracy i myk do domu, świenty dystans zaliczony (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
Miłego dnia! ❤️
#sztafeta #bieganie #2137 #enronczlapie #biegajzwykopem #ruszkrakow
źródło: Zdjęcie z biblioteki
Pobierzźródło: papatonista
Pobierz@randall TAK BYŁO ( ͡º ͜ʖ͡º)
@ladzik: heh, nie wiem jak w tajemnicy przed żoną pobiec 73 km xD BTW, kolega chwalił się spacerem Kraków-Sosnowiec właśnie 73 km (ʘ‿ʘ)