Aktywne Wpisy
Seraficzna2 +12
Około połowa polaków ma styl przywiązania inny niż bezpieczny co oznacza, że bez psychoterapii prawdopodobnie nigdy nie będzie w stanie stworzyć trwałego i zdrowego związku. Miażdżąca nadwyżka takich osób znajduje się na aplikacjach randkowych, ponieważ wpadają i wypadają oni z rynku matrymonialnego i tak w kółko.
Osoby o stylu bezpiecznym mają filtr przez który (dość szybko) wchodzą w relacje z innymi osobami o stylu bezpiecznym przez co związki te są zdrowe i
Osoby o stylu bezpiecznym mają filtr przez który (dość szybko) wchodzą w relacje z innymi osobami o stylu bezpiecznym przez co związki te są zdrowe i

vladi_putin +21
Czy jest jakiś inny samochód który jest obecnie bardziej wieśniacki niż cupry? Większe ciary żenady wzbudzają chyba tylko chińczyki na drogach
#motoryzacja
#motoryzacja
źródło: IMG_1499
Pobierz




Moja różowa cierpi od wielu lat na depresję, leczy się od około dwóch lat. Staram się ją wspierać, jak tylko mogę - mamy trójkę dzieci (najstarsze 9 lat, najmłodsze 5), wspólnie mieszkamy w kujawsko-pomorskiem w domu (kupionym na kredyt), o który dbamy razem, ale z racji na jej częste stany depresyjne ostatnio to ja się porządkiem w tym domu częściej zajmuję. Emocjonalnie i mentalnie stoję za nią murem, zwłaszcza gdy jej i moi rodzice nie do końca sobie zdają sprawę ze skali jej choroby - wychodzą ze staroświeckiego założenia, że w depresję popadają tylko biedni (finansowo) i w ogóle co ona może mieć za depresję, nikt jej nie bije, to niech nie narzeka, tylko niech pobiega, to jej przejdzie.
Od listopada ubiegłego roku znalazłem pracę na Dolnym Śląsku (byłem bardzo mocno namawiany przez małżonkę, żeby tę pracę podjąć), lepiej płatną niż w moich stronach, więc finansowo stoimy trochę lepiej, pomimo że od tego miesiąca żonie nie przysługuje żadne świadczenie ani zasiłek, a od października jest bez pracy. Złożyła wniosek o rentę, ale szansa na jej uzyskanie z powodu depresji jest bardzo mała. Mój kierownik daje mi jasno do zrozumienia, że chce, żebym się przeprowadził bliżej biura (taka specyfika mojego stanowiska, choć jakby się uprzeć to fizycznie na miejscu tak naprawdę musiałbym być 2-3 dni w miesiącu oraz w nagłych przypadkach w razie potrzeby, resztę przepracowałbym zdalnie), okres próbny mi się skończył, ale nie dostałem, jak wszyscy zatrudnieni u nas na UoP, umowy na nieokreślony, tylko na rok, z mocnym zaleceniem przeprowadzki bliżej biura. Jako kompromis udało mi się dogadać, że będę w biurze 2-3 razy w tygodniu (reszta zdalnie), ale będę nocować u siostry, mniej więcej w połowie drogi z domu do biura, pociągiem to niecałe 1,5h w jedną stronę. Nie daje mi to jednak gwarancji, że szef na koniec trwania mojej umowy nie strzeli jakiegoś focha i kolejnej umowy po prostu nie dostanę.
Dojazdy mnie wykańczają fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie, bo nigdy nie wiem, w jakim stanie i czy w ogóle zobaczę żonę po powrocie do domu. Myśli samøßójcze dręczą ją od dawna, ale ostatnio się nasiliły. Ma za sobą jedną próbę, ale to było zanim się jeszcze poznaliśmy. Za to świadomie robi sobie krzywdę (tnie sobie ręce). Chodziła na różne terapie na oddział psychiatryczny (dzienny), była też zamknięta w szpitalu specjalistycznym, ale tak dobrze się maskowała przed lekarzami, że ją wypuścili po nieco ponad miesiącu. W tamtym czasie opieka nad dziećmi, ogarnianie wszystkich spraw szkolnych, domu itd. spadło całkowicie na mnie. Moi rodzice pomagali mi z dziećmi na czas, kiedy musiałem być w biurze. Przedtem z żoną staraliśmy się dzielić obowiązkami tak, żeby żadne z nas dwojga nie czuło się przytłoczone, życie sprawiło, że trochę więcej spadało na nią, co często było przedmiotem kłótni i jest w sporym stopniu składową przyczyny jej aktualnego stanu zdrowia psychicznego - zdaję sobie z tego sprawę.
Osobiście uważam, że nie powinna była stamtąd wychodzić, zwłaszcza, że jej stan według mnie się pogarsza, ale na ten moment prawnie (chyba) nie mogę jej zmusić do powrotu tam, dopóki nie stanowi zagrożenia dla innych. Kocham ją i chcę jej pomóc, ale zupełnie nie wiem jak. Kiedy jestem w domu, staram się jej zapewnić jak najwięcej odpoczynku, snu i biorę na siebie większość sprzątania, gotowania, opieki nad dziećmi, tak żeby ona mogła się skupić na swoim własnym zdrowiu. Problem w tym, że żona nie bierze leków według wskazań psychiatry, tylko sama według siebie je dawkuje, a najczęściej to w ogóle nie bierze żadnych, bo jak mówi „nie chce być jak robot”, poza tym leki wpływają negatywnie na jej libido. Będąc daleko przecież nie przypilnuję, czy faktycznie połknęła wszystkie pigułki. Przez to mam wrażenie, że wszelkie terapie u psychologa nie przyniosą jej jakichkolwiek efektów, a wręcz sama się nakręca w ten sposób, że nie dostrzega ona mojego wsparcia i przez to teraz czuje się tak, jak tuż przed trafieniem do szpitala. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze zaburzenia rytmu dobowego - kiedy jestem w domu, żona potrafi zasnąć o 5 nad ranem i spać do 14.
Poradźcie proszę, co mogę zrobić, żeby jej pomóc… Bardzo nie chcę (i prawdopodobnie nie mogę) jej zamykać na siłę w psychiatryku, a z tego, co wiem, poza faszerowaniem lekami pozwoleniem na spanie do woli i tak niewiele zdążyli jej pomóc, ale jeśli nie będzie innego wyjścia, to będę musiał ją tam wysłać (bodajże sądowo da się to wymusić). Boję się, że ona w końcu sobie coś zrobi, a ja nie zdążę nawet zareagować, bo nie będzie mnie w pobliżu.
#psychologia #psychiatria #depresja
Nieregularne branie leków potrafi bardzo pogarszać stan albo powodować rollercoaster
Dzięki za rady!
Mój punkt widzenia jest generalnie mocno spaczony przez bycie nieplanowanym dzieckiem niezrównoważonej i niedojrzałej 21-latki, która po paru latach popadła w alkoholizm i ćpanie benzodiazepin, odstawiala histrioniczne szopki,
1. Wracasz i szukasz roboty na miejscu.
2. Przeprowadzasz się z rodziną na Śląsk.
3. Sprawisz, że ktoś z rodziny z nią zamieszka np. jej matka. Plus ewentualnie wynajęcie kogoś do pomocy przy gotowaniu i sprzątaniu.
Poza tym daj na mszę w intencji żony.