Ostatni odcinek tego "Państwa w państwie" z udziałem Konfitury był intrygujący również z innego względu. Występujące w nim postaci są twarzą i zwierciadłem polskiego społeczeństwa. Jego przywary przybrały w tym programie namacalną postać i w sensie dosłownym mają ludzkie twarze.
Wiktor Pełczyński - przedstawiciel "uciśnionych" kierowców. Dopuszcza jazdę samochodem po chodnikach. Przy próbie piętnowania swojego zachowania robi z siebie ofiarę, sięgając po dostępne środki - w tym przypadku byli to rodzice w podeszłym wieku. Skarży się na hejt, choć wcześniej sam nazwał Konfiturę śmieciem (próbując kłamać w programie, że tego nie zrobił).
Marcin Taraszewski - reprezentuje postawę policji, przez którą na polskich chodnikach piesi nie mogą czuć się bezpiecznie. Niby popiera, bo "chodnik to oczywiście przestrzeń pieszego", ale jednocześnie: - nie powinno się zwracać uwagi kierowcom, bo to budzi w nich silne emocje xDDD - wymyślanie, że pieszego obowiązują jakieś przepisy zmuszające go do "nieutrudniania" kierowcom jeżdżącym autami po chodnikach
Warto dodać, że człowiek ten nie był szeregowym policjantem, tylko funkcjonariuszem wysoko postawionym. Czy w takiej sytuacji można się dziwić, że polska policja tak często nie reaguje, a wręcz sankcjonuje to chodnikowe bezprawie?
Przemysław Talkowski i Leszek Dawidowicz - redaktor i reporter Polsatu - stacji, w której wyemitowano ten żenujący odcinek wykreowany pod haniebną tezę.
Nikt nie wątpi, że program "Państwo w państwie" to generalnie wartościowa seria, a dwaj panowie wcześniej wykonali wiele dobrej roboty związanej z ujawnianiem licznych patologii państwa polskiego. Ten pozytywny dorobek został jednak zniweczony jednym odcinkiem - redaktor i reporter zostaną zapamiętani jako "ci od żenującego odcinka z Konfiturą". Odcinka, który pokazał jasno, kto stoi po czyjej stronie.
Maksym - twarz tych, którzy mają dość zawłaszczania chodników przez kierowców samochodów. Czynnie przeciw temu protestuje. Tacy ludzie często postawieni są w trudnej sytuacji. Dzieje się tak w prawdziwym życiu i tak też było w programie. Maksym miał aż 4 oponentów. W tym nierównym starciu poradził sobie tak dobrze, jak tylko się da.
Jan Śpiewak - perełka programu i jedyny sojusznik Maksyma. Wielokrotnie bardzo przytomnie reagował, komunikując: - że wycieczki osobiste wobec Maksyma są bardzo słabe - że ten odcinek to farsa - mają program o tym, że państwo nie działa, a oni piętnują kogoś, kto w gruncie rzeczy jest reakcją na tę nieudolność - komentarz o IRA - dzięki reakcji Śpiewaka reporter od razu zrozumiał, że to gafa i to tak potworna, że w dalszej części programu do niej nawiązał i się z niej wycofał.
Ten odcinek na długo zostanie w pamięci społeczeństwa. Mimo misternie uknutej żenady Maksym zwyciężył. Poniósł duży koszt, ale wyszedł silniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Zwyciężyła także przyzwoitość widoczna w tym, ilu ludzi poparło jego działania.
@stawo: i teraz pytanie czy ten program to faktycznie wartościową seria? Bo mamy przykład reportażu w której doskonale wiemy jak działa konfitura i więc możemy to co Polsat przedstawił w swoim programie porównać z działaniami konfitury. I teraz pomyśl ile mogło być podobnych reportaży, które były robione pod z góry założona tezę, ale nie mamy możliwości tego sprawdzić.
@Marek_Licyniusz_Krassus: Przy oglądaniu tego typu programów zawsze zapala mi się czerwona lampka, że nie dostaję pełnego obrazu sytuacji. W niektórych przypadkach to aż razi w oczy, bo wersja wydarzeń przedstawiana przez pokrzywdzonych brzmi nieprawdopodobnie, albo nie ma sensu. Telewizja rządzi się swoimi prawami i te odcinki po prostu muszą generować silne emocje, żeby program miał prawo bytu.
@Marek_Licyniusz_Krassus: @Urajah klasycznym przykładem tego typu są programy Cejrowskiego, gdzie ludzie zachwycali się nimi przez lata, bo 99% widzów nie miało wiedzy na ten temat. Aż w końcu trafił się ten jeden procent, który zaczął wyjaśniać, że Cejrowski to farmazoniarz, który prezentuje świat według własnych poglądów, a nie według rzeczywistości.
@stawo: Swoją drogą wyobraźcie sobie jaki error miałby Pełczyński jakby kogoś z jego rodziny zabił samochód jadący po chodniku. Co by zwyciężyło? Miłość do rodziny czy jednak miłość do jeżdżenia samochodem po chodniku?
@stawo: a kim w ogóle jest ten Pełczyński, że dali mu tyle czasu antenowego i reprezetacje uciśnionych kierowców chodnikowych? Gość pokazał co to chłopski rozum bez rigczu...
@stawo: raczej może być początkiem końca takich programów, stronniczych, sensacyjnych, pod tezę, czasem pomocnych społecznie (jak przy czyścicielach kamienic), ale zawsze stronniczych
Wiktor Pełczyński - przedstawiciel "uciśnionych" kierowców. Dopuszcza jazdę samochodem po chodnikach. Przy próbie piętnowania swojego zachowania robi z siebie ofiarę, sięgając po dostępne środki - w tym przypadku byli to rodzice w podeszłym wieku. Skarży się na hejt, choć wcześniej sam nazwał Konfiturę śmieciem (próbując kłamać w programie, że tego nie zrobił).
Marcin Taraszewski - reprezentuje postawę policji, przez którą na polskich chodnikach piesi nie mogą czuć się bezpiecznie. Niby popiera, bo "chodnik to oczywiście przestrzeń pieszego", ale jednocześnie:
- nie powinno się zwracać uwagi kierowcom, bo to budzi w nich silne emocje xDDD
- wymyślanie, że pieszego obowiązują jakieś przepisy zmuszające go do "nieutrudniania" kierowcom jeżdżącym autami po chodnikach
Warto dodać, że człowiek ten nie był szeregowym policjantem, tylko funkcjonariuszem wysoko postawionym. Czy w takiej sytuacji można się dziwić, że polska policja tak często nie reaguje, a wręcz sankcjonuje to chodnikowe bezprawie?
Przemysław Talkowski i Leszek Dawidowicz - redaktor i reporter Polsatu - stacji, w której wyemitowano ten żenujący odcinek wykreowany pod haniebną tezę.
Nikt nie wątpi, że program "Państwo w państwie" to generalnie wartościowa seria, a dwaj panowie wcześniej wykonali wiele dobrej roboty związanej z ujawnianiem licznych patologii państwa polskiego. Ten pozytywny dorobek został jednak zniweczony jednym odcinkiem - redaktor i reporter zostaną zapamiętani jako "ci od żenującego odcinka z Konfiturą". Odcinka, który pokazał jasno, kto stoi po czyjej stronie.
Maksym - twarz tych, którzy mają dość zawłaszczania chodników przez kierowców samochodów. Czynnie przeciw temu protestuje. Tacy ludzie często postawieni są w trudnej sytuacji. Dzieje się tak w prawdziwym życiu i tak też było w programie. Maksym miał aż 4 oponentów. W tym nierównym starciu poradził sobie tak dobrze, jak tylko się da.
Jan Śpiewak - perełka programu i jedyny sojusznik Maksyma. Wielokrotnie bardzo przytomnie reagował, komunikując:
- że wycieczki osobiste wobec Maksyma są bardzo słabe
- że ten odcinek to farsa - mają program o tym, że państwo nie działa, a oni piętnują kogoś, kto w gruncie rzeczy jest reakcją na tę nieudolność
- komentarz o IRA - dzięki reakcji Śpiewaka reporter od razu zrozumiał, że to gafa i to tak potworna, że w dalszej części programu do niej nawiązał i się z niej wycofał.
Ten odcinek na długo zostanie w pamięci społeczeństwa. Mimo misternie uknutej żenady Maksym zwyciężył. Poniósł duży koszt, ale wyszedł silniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Zwyciężyła także przyzwoitość widoczna w tym, ilu ludzi poparło jego działania.
#konfitura #samochodoza #stopcham #polskiedrogi #polska #polsat
źródło: wp
Pobierz@editores: koleś żyje z DOBROWOLNYCH wpłat innych ludzi. I taki komuch jak ty musi się z tym pogodzić.
https://suppi.pl/konfitura
źródło: obraz
Pobierz@stawo: i ten wiktor
https://www.instagram.com/wiktor.selfmade/
inwestuje sobie w nieruchomosci w dubaju czy batumi czy ch wi gdzie :D pamiętacie reklamy o inwestycjach w batumi w fejmie?
Miałem to samo pisać.
https://www.tiktok.com/@editxtsquad/video/7388493507373108513