Aktywne Wpisy

Qurvinox +43
Zdradźcie jakąś nieistotną rzecz o sobie, np. adres zamieszkania czy coś

Anglia.
M----n atakuje białego, a policja natychmiast pacyfikuje tego drugiego.
Ten kraj jest skończony xD
#trzecieoko #imigranci #uk
M----n atakuje białego, a policja natychmiast pacyfikuje tego drugiego.
Ten kraj jest skończony xD
#trzecieoko #imigranci #uk






Widzę, że wykop jak zwykle odpalił swój najwyższy tryb analityczny, czyli "mam excela, dwa screeny z X i IQ pokojowej temperatury, więc zaraz wykryję największy przekręt w historii Polski". Cały weekend w trybie afera i "mame nie tera, som nowe dowody"
To ja wam coś napiszę jako osoba, która sama leczyła i leczy się na nowotwór.
Rak to nie jest tylko "chemioterapia refundowana przez NFZ, więc po co zbiórka?". I właśnie tutaj część z was pokazuje, że nie ma bladego pojęcia, o czym pisze.
Moim zdaniem nasza służba zdrowia w onkologii potrafi działać naprawdę dobrze. Lekarze, pielęgniarki, oddziały - to często są ludzie, którzy robią rzeczy ponad siły. Problem bardzo często nie jest taki, że "zbiórką leczy się raka", bo to jest chochoł dla ludzi, którzy chcą sobie poklikać plusy za cynizm. Fakt jest taki, że ta choroba niestety kosztuje w tym i również prywatne pieniądze, a nie tylko te refundowane.
Problem jest taki, że choroba dziecka bardzo często staje się chorobą całej rodziny.
Ktoś musi z tym dzieckiem być. Dzień i noc. W szpitalu, w domu, w poradniach, na konsultacjach, przy gorączkach, w oczekiwaniu na wyniki, przy wymiotach, bólu, strachu i kompletnym psychicznym rozjechaniu. To nie jest tak, że rodzic odwozi dziecko na chemię jak paczkę do paczkomatu i wraca na etat 8-16.
Dochodzi transport. Dojazdy. Noclegi. Leki. Rehabilitacja. Dieta. Środki higieniczne. Sprzęt. Konsultacje. Psycholog. Czasem nierefundowane terapie. Czasem rzeczy tak prozaiczne, że wykopowy detektyw nawet by na to nie wpadł, bo w jego głowie choroba to tabelka "NFZ pokrywa leczenie = temat zamknięty".
A najważniejsze: bardzo często jedno z rodziców wypada z pracy. Czasem oboje funkcjonują już tylko na autopilocie. Rodzina traci normalność, pieniądze, sen, bezpieczeństwo i resztki życia społecznego.
I teraz wchodzi Wykop cały na biało: "hurr durr celebryci się promują".
No tak. I bardzo dobrze, że się promują, jeśli przy okazji pompują zasięg akcji, o której normalnie nikt by nie usłyszał. To jest dokładnie mechanizm takich zbiórek. Znana twarz daje zasięg. Zasięg daje uwagę. Uwaga daje pieniądze. Pieniądze dają realną pomoc. To nie jest fizyka kwantowa, naprawdę można to ogarnąć bez doktoratu.
Bo wiecie, kto się nie promuje? Rodzic chorego dziecka.
On nie staje na środku miasta i nie krzyczy: "ej, moje dziecko ma nowotwór, moje życie się właśnie rozpada, pomóżcie". Najczęściej siedzi cicho między czterema ścianami mieszkania, szpitala albo hospicjum. Walczy z chorobą, papierami, zmęczeniem, strachem i tym, że jutro znowu trzeba wstać.
Dlatego takie akcje są potrzebne nie tylko po to, żeby zebrać pieniądze. One są potrzebne, żeby wyciągnąć ten temat z ciszy. Żeby ludzie, których to nigdy nie dotknęło, zrozumieli, że rak dziecka to nie jest tylko "leczenie". To jest logistyczny, finansowy i psychiczny armagedon całej rodziny.
Oczywiście - transparentność musi być. Rozliczenie musi być. Kontrola musi być. Przy takich pieniądzach nie ma taryfy ulgowej i każdy ma prawo pytać, gdzie trafi każda złotówka.
Ale czym innym jest rozsądne pytanie o rozliczenie, a czym innym jest wykopowe "na pewno scam", bo ktoś zobaczył celebrytę, fundację i dużą kwotę w jednym zdaniu.
Jak ktoś naprawdę uważa, że głównym problemem tej akcji jest to, że ktoś znany sobie zrobił PR przy zbiórce na dzieci z rakiem, to gratuluję. Udało się sprowadzić realny dramat rodzin do poziomu shitpostu spod tagu.
Możecie dalej bawić się w śledczych z komentarzy, ale część z was powinna najpierw zrozumieć, że świat nie kończy się na tym, co da się wyśmiać w trzech zdaniach dla plusów.
Rak dziecka nie jest kontentem.
Rodzic chorego dziecka nie jest "kosztem operacyjnym".
A pomoc to nie zawsze lek z faktury. Czasem pomoc to paliwo, rehabilitacja, psycholog, łóżko, opieka, jedzenie, czynsz i możliwość bycia przy własnym dziecku zamiast wybierania między pracą a szpitalem.
Problem też dotyczy dorosłych osób, a w szczególności starszych. Dochodzi wykluczenie cyfrowe, samotność, choroby ruchowe itp itd... Ogólnie nie jest kolorowo, oj nie...
I jeśli to dalej do kogoś nie trafia, to może problemem nie jest zbiórka. Może problemem jest to, że niektórzy mają empatię ustawioną na tryb samolotowy.
źródło: wypok
PobierzNara
@Autohandel_lawety24pl: może dlatego że właśnie tak jest? może dlatego że do wielu chorób człowiek doprowadza się sam a rak u ludzi młodych to przypadek? może dlatego że najczęstszą przyczyną zgonu u osób 0–19 lat, bez okołoporodowych i urazów to jest właśnie rak?
Jesteś przykładem tego co op napisał i nawet tego nie widzisz. Dlaczego ten
Ludzie po tej zbiorce beda mysleli ze mozna sypnac wiadrem pieniedzy na dziecko i nagle bedzie zdrowe