Wpis z mikrobloga

To jednak zasługuje na oddzielny post i dyskusje o moich traumach xD

jestem tak stary, że:
- czytałem foldery wakacyjne z wczasami typu egipt / tunezja niczym książki przygodowe, uważając, że takie wczasy w tych bajecznych hotelach przy plaży to jest jakaś kompletna abstrakcja dostępna tylko dla jakichś bogaczy z telewizji. Teraz do takiego hotelu na tydzień to mogę polecieć za 2 dniówki, a i czasem za jedną jak się dobrze poszpera i trochę obniży wymagania;

- sok pomarańczowy / coca-cola były tylko na święta;

- była jedna pizzeria w mieście i wyjście na pizzę z rodziną to było dosłownie święto (z włoską pizzą nic to nie miało wspólnego, bardziej USA style, ale mocno ziołowa. Do dzisiaj pamiętam smak tej margarity z sosem czosnkowym);

- do pierwszego McDonalda w promieniu kilkudziesięciu km to chodzili tylko ojcowie alimenciarze co widują dzieci raz na miesiąc żeby pokazać jacy są cool, albo rodzice z okazji urodzin zabierali;

- jak rodzice nas zabrali do HORTEXU na desery lodowe to mnie całe podwórko pytało jak było, jak smakowało i co sobie zamówiłem;

- standardem było chodzenie w ciuchach po starszym rodzeństwie;

- sąsiedzi pożyczali sobie nawzajem pieniądze żeby doczołgać się do pierwszego. Normalnie pracujący ludzie na etatach typu kasjerka / kierowca / budowlaniec;

- jak powstały pierwsze chińczyki (w sensie bary z chińskim żarciem) to była powszechna opinia, że przyrządzają tam psy / koty / gołębie / szczury, dosłownie dorośli ludzie serio w to wierzyli;

- jak sobie guwniak na osiedlu kupił używane korki predatory adidasa to całe podwórko o tym huczało dosłownie jakby ktoś sobie zayebał furę za 500 koła. Jak mieliśmy grać ulica na ulicę to było "UWAŻAJCIE NA MARCINA, BO ON MA PREDATORY JAK COŚ";

- nowe ciuchy kupowało się tylko 3 razy w roku: przed bożym narodzeniem, wielkanocą i rozpoczęciem roku szkolnego;

-mimo, że miasto robotnicze, z przemysłem itd. Polska A, to szacunek do księdza proboszcza był tak ogromny, że taki proboszcz to mógł wszystko załatwić. Od pozwoleń na budowę w urzędzie po operację w szpitalu poza terminem. Przypuszczam, że duży % ludzi byłby w stanie oddać córkę na wakacje takiemu proboszczowi i nawet nie zadawali mu pytań po co. Normalnie jak półbóg.

#feels #wykop30plus #wykop30club #gimbynieznajo
codziennaKasia - To jednak zasługuje na oddzielny post i dyskusje o moich traumach xD...

źródło: image

Pobierz
  • 135
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@codziennaKasia: to ja jestem ciut starszy. pomarańcze, dosłownie jedną, miałem w takim worku z łakociami co dawali Mamie w zakładzie pracy, na mikołaja przed Bożym Narodzeniem..
  • Odpowiedz
to ja jestem ciut starszy. pomarańcze, dosłownie jedną, miałem w takim worku z łakociami co dawali Mamie w zakładzie pracy, na mikołaja przed Bożym Narodzeniem..


@xmas78: też od rodziców z zakładów pracy paczki dostawałem :D Akurat patentu z pomarańczą nie pamiętam, ale ogólnie mikołajki to był chyba mój ulubiony dzień w roku m.in. przez to właśnie.
  • Odpowiedz
  • 448
- była jedna pizzeria w mieście i wyjście na pizzę z rodziną to było dosłownie święto (z włoską pizzą nic to nie miało wspólnego, bardziej USA style, ale mocno ziołowa. Do dzisiaj pamiętam smak tej margarity z sosem czosnkowym);


@codziennaKasia: Oglądałem filmy na VHSach czy w TV i nie mogłem wprost uwierzyć, że pizze przywożą do domu w takich kwadratowych pudełkach :D
  • Odpowiedz
Oglądałem filmy na VHSach czy w TV i nie mogłem wprost uwierzyć, że pizze przywożą do domu w takich kwadratowych pudełkach :D


@Aerwin: jak pojechaliśmy z 5. klasą podstawówki na wycieczkę do Krakowa, z noclegiem, to najważniejszym eventem podczas tej wycieczki było zamówienie pizzy na telefon do hotelu, gdzie spaliśmy.

Jakiegoś smoka, czy wawelu to nawet nie pamiętam, tylko to, że zamówiliśmy jakąś pikantną Diablo xD I mam zdjęcie jak
  • Odpowiedz
@nextlvl: Ja to robiłem, lubiłem to robiić od tyłu bo od konca byly produkty RTV/AGD i inne. Mało tego, wertowałem coroczne książeczki Lego.

Innym razem gdzieś mii się udało dorwać książeczkę w produktami figurek Transformersów - to było coś. Nie wiele do szczęścia było potrzeba, wyobraźnia robiła resztę.
  • Odpowiedz
@codziennaKasia: w ogóle to pare lat temu miałem taką rozkminkę bo robiłem sobie rewarch "Ostrego Dyżuru". Jak byłem mały to nie ogarnialem za bardzo tego serialu, ale wlasnie pameitam ze najwieksze wrazenie robiły na mnie te pizze, metro, chińszczyzna w kwadratowych pudałkach i ogólnei amerykański hi-life :D Dla chłopaczka z Polski powiatowej lat 90 to wszystko było absurdalne. Inny świat, sci-fi. Jakoś w okolicach covidu właśnie stwierdziłem, że w końcu
  • Odpowiedz
Mało kto miał umowe o pracę, ubezpieczenie. Nikogo nie było stac na wynajem mieszkania, a znalezienie takiego bez karaluchów to graniczyło z cudem :D Pełno narkomanów, meneli i napaści z bronią


@Aerwin: w ogóle ja mam wrażenie, że przeszliśmy jakby na porządku dziennym z ciemnoty absolutnej do zachodniego świata ot tak i za mało czasu poświęcamy na analizę tego jak było zaledwie 25-30 lat temu.

- ćpuny latające ze strzykawkami z hivem
  • Odpowiedz
@codziennaKasia: pamiętam tamte czasy, ale mam do nich sentyment. I nie w sensie do tej biedy, bezrobocia i ciągłego braki pieniędzy, ale to że ta pizza czy wyjście na lody bardzo człowieka cieszyły i poprawiały humor na cały dzień. Niby dzisiaj mamy o wiele większy wybór, mamy już te pieniądze ale ta włoska pizza zamówiona do domu nie cieszy tak, ot przyjechał obiad czy kolacja. Kiedyś wyprawa do większego miasta
  • Odpowiedz