Wpis z mikrobloga

Mrozy się skończyły, powietrze trochę mniej zanieczyszczone, da radę oddychać bo w zimie to mi nos zatyka od PM2,5 i PM10.

Więc marzec. Człowiek naiwnie myśli „o, wiosna, ptaszki, słoneczko, spacerek”, a tu zaś nos swędzi jak po wciągnięciu pół paczki pieprzu. Idę rano po bułki i czuję nos, gardło, oczy.

Najlepsze jest to, że to dopiero rozgrzewka. Marzec to dla mnie takie intro, unitarka, level 1: „pylą jakieś drzewa, trochę pokręci”. Spoko, jeszcze żyję, funkcjonuję, da się wyjść z domu bez wagonu chusteczek.

Ale ja dobrze wiem co nadchodzi.

Bo gdzieś tam w kalendarzu czai się lato. I wtedy wjeżdżają trawy. I wtedy kończy się śmieszkowanie. Wtedy człowiek nie żyje — człowiek egzystuje w stanie permanentnego kichania. Oczy czerwone jak po trzydniowym LAN party, z nosa to na przemian albo leci jak z rury na Dominikańskim, albo jest zapchany tak, że mógłbym nim filtrować wodę z Odry, a jak kicham w mieszkaniu to na dworcu się trzęsie.

Także jeśli już w marcu czuję, że coś mnie zaczyna gilgotać w nosie, to wiem jedno: organizm tylko robi rozruch przed wakacyjnym eventem.

Chusteczki i wziewy doustne to sprzymierzeni. Właśnie, polećcie zawczasu jakąś hurtownię chusteczek.

#alergia #pylki #wiosna #wroclaw
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

powietrze trochę mniej zanieczyszczone


@puexam: Nie sposób zaprzeczyć, ale nic dziwnego jeśli niektóre domy dosłownie w sezonie grzewczym zmieniają kolor od tego czym palą w nich ich właściciele xD
  • Odpowiedz