Aktywne Wpisy

wfyokyga +14
Kusi mnie ten barking bread, odbiłem się 2 razy po 1 odcinku i dalej się nie chciało oglądać. Trzeba chyba będzie dać 3 szanse i ostatniom
źródło: temp_file4251944129250244986
Pobierz
alljanuszx +30

Skopiuj link
Skopiuj link
źródło: temp_file4251944129250244986
Pobierz

Regulamin
Reklama
Kontakt
O nas
FAQ
Osiągnięcia
Ranking
12 miesięcy to oczywiście najdłuższy okres niepicia od czasów 6 klasy podstawówki (43 lvl here). Przez ok 20 lat przed wystopowaniem piłem codziennie, nie jakieś wielkie ilości, 3-4 piwa czasami wspomagane kilkoma małymi szklaneczkami czegoś mocniejszego. Ogólnie nie piłem tylko kiedy byłem chory a i to nie zawsze.
Jednocześnie całe moje dorosłe życie (i w sumie młodzieżowe też) żyłem ze stanami lękowymi i ciągłym poczuciem zagrożenia
Okazało się, że jedno z drugim wiąże się nierozerwalnie.
Co do picia, to ponieważ głupi nie jestem, miałem świadomość że mam problem ale jakoś tak z roku na rok odkładałem próby jego rozwiązania. Wiedziałem, że nie dam ram rady bo całe moje życie było podporządkowane piciu: robiłem zakupy w Lidlu nie dlatego, że czegoś w lodówce brakowało ale żeby do "niezbędnej" pietruszki i jogurtu dorzucić codzienne porcje wyskokowych specyfików. Każda impreza rodzina i spotkanie ze znajomymi=picie, w domu piłem też bez zażenowania, przy gotowaniu, sprzątaniu (tak, jestem pantoflarzem), oglądaniu tv. Wychodziłem do paczkomatu, wracałem z piwkiem i po piwku. Były też problemy fizjologiczne, tj. sralem po 10 razy dziennie, czasami prawie wodą (raz tak mnie przycisnęło, że wysralem się na osiedlowym trawniku, dobrze że była niedziela i pora obiadu więc chyba nikt tego nie widział)
W sumie było to męczące już i chyba to uczucie zmęczenia i poniżenia dało ostateczny impuls do zmian. Najpierw robiłem sobie przerwy (najdłuższa trwała miesiąc) ale potem wszystko zaczynało się od nowa. Do tego lęki się nasilały, w pracy najdrobniejsze tematy były ponad moje siły, każdy konflikt w domu skrajnie mnie dołował. Myślałem o śmierci, swojej, najbliższych. Może nie były to typowe myśli magiczne ale kolejny powód do lęku.
Poszedłem do psychiatry. Od razu zauważył że piję (nie protestowałem). Szczerze odpowiadałem na pytania, dostałem hydroksyzynę na lęki doraźnie i klasycznie zoloft oraz zakaz picia do końca życia.
Hydro zadziałała magicznie i niepokój spadł do akceptowalnych stanów. W ogóle się tego nie spodziewałem. Głodu na alko nie miałem: stosowałem taktykę przypominania wszystkich żałosnych zdarzeń z nim związanych (było co wspominać) a motoryczną potrzebę trzymania puszki zastąpiłem energetykami. W domu zamiast alko zacząłem pić yerbe i tak mi zostało do dzisiaj (pewnie się od niej uzależniłem, hehe).
Mój stan poprawił się w każdym aspekcie. Lęki się pojawiają ale już nie tak silne, nie muszę obawiać się że panie w przedszkolu poczują coś ode mnie gdy odbieram córkę, ogólnie mam czas dla dzieci (mam 2 córki), wróciłem do zaniedbanych prywatnych projektów na które nie miałem czasu bo musiałem się napić a jak już znalazłem to byłem zbyt wstawiony aby podejść do nich na poważnie
Do alko mnie nie ciągnie i wracać nie zamierzam ale wciąż jestem na lekach (jeszcze rok) i trochę się obawiam co będzie potem
Komentarz usunięty przez autora
@RomanoOregano: xDDDDD
a potem przychodzi jakiś świeżak naturszczyk i się pyta, czy jak się napije raz na ruski rok wieczorem piwa w domu albo drinka w knajpie, to czy to już ten mityczny alkoholizm, a wykopki mu szczekają jeden przez drugiego w komentarzach, że to jak najbardziej tak i już tylko krok od leżenia zarzyganym w rowie
A co yerby, to rzeczywiście piję ją