Wpis z mikrobloga

Nie piję alkoholu od roku i zamierzam podzielić się z Wami swoją historią. Robię to dlatego, że wpisy z tagu #alkoholizm miały swój udział w podjęciu decyzji o terapii więc może są tutaj osoby, którym takie historie pozwolą na zmianę swojego życia.

12 miesięcy to oczywiście najdłuższy okres niepicia od czasów 6 klasy podstawówki (43 lvl here). Przez ok 20 lat przed wystopowaniem piłem codziennie, nie jakieś wielkie ilości, 3-4 piwa czasami wspomagane kilkoma małymi szklaneczkami czegoś mocniejszego. Ogólnie nie piłem tylko kiedy byłem chory a i to nie zawsze.
Jednocześnie całe moje dorosłe życie (i w sumie młodzieżowe też) żyłem ze stanami lękowymi i ciągłym poczuciem zagrożenia

Okazało się, że jedno z drugim wiąże się nierozerwalnie.
Co do picia, to ponieważ głupi nie jestem, miałem świadomość że mam problem ale jakoś tak z roku na rok odkładałem próby jego rozwiązania. Wiedziałem, że nie dam ram rady bo całe moje życie było podporządkowane piciu: robiłem zakupy w Lidlu nie dlatego, że czegoś w lodówce brakowało ale żeby do "niezbędnej" pietruszki i jogurtu dorzucić codzienne porcje wyskokowych specyfików. Każda impreza rodzina i spotkanie ze znajomymi=picie, w domu piłem też bez zażenowania, przy gotowaniu, sprzątaniu (tak, jestem pantoflarzem), oglądaniu tv. Wychodziłem do paczkomatu, wracałem z piwkiem i po piwku. Były też problemy fizjologiczne, tj. sralem po 10 razy dziennie, czasami prawie wodą (raz tak mnie przycisnęło, że wysralem się na osiedlowym trawniku, dobrze że była niedziela i pora obiadu więc chyba nikt tego nie widział)

W sumie było to męczące już i chyba to uczucie zmęczenia i poniżenia dało ostateczny impuls do zmian. Najpierw robiłem sobie przerwy (najdłuższa trwała miesiąc) ale potem wszystko zaczynało się od nowa. Do tego lęki się nasilały, w pracy najdrobniejsze tematy były ponad moje siły, każdy konflikt w domu skrajnie mnie dołował. Myślałem o śmierci, swojej, najbliższych. Może nie były to typowe myśli magiczne ale kolejny powód do lęku.

Poszedłem do psychiatry. Od razu zauważył że piję (nie protestowałem). Szczerze odpowiadałem na pytania, dostałem hydroksyzynę na lęki doraźnie i klasycznie zoloft oraz zakaz picia do końca życia.

Hydro zadziałała magicznie i niepokój spadł do akceptowalnych stanów. W ogóle się tego nie spodziewałem. Głodu na alko nie miałem: stosowałem taktykę przypominania wszystkich żałosnych zdarzeń z nim związanych (było co wspominać) a motoryczną potrzebę trzymania puszki zastąpiłem energetykami. W domu zamiast alko zacząłem pić yerbe i tak mi zostało do dzisiaj (pewnie się od niej uzależniłem, hehe).

Mój stan poprawił się w każdym aspekcie. Lęki się pojawiają ale już nie tak silne, nie muszę obawiać się że panie w przedszkolu poczują coś ode mnie gdy odbieram córkę, ogólnie mam czas dla dzieci (mam 2 córki), wróciłem do zaniedbanych prywatnych projektów na które nie miałem czasu bo musiałem się napić a jak już znalazłem to byłem zbyt wstawiony aby podejść do nich na poważnie

Do alko mnie nie ciągnie i wracać nie zamierzam ale wciąż jestem na lekach (jeszcze rok) i trochę się obawiam co będzie potem
  • 19
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@RomanoOregano: Dasz radę. Lvl 41. Ja aż tak nie dawałem w palnik i nie miałem też lęków. Piłem codziennie od 1 do 3 piwek, okazjonalnie więcej jak była jakaś impreza ale nie uwalałem się do urwania filmu. Czułem podświadomie, że to do niczego dobrego nie doprowadzi ale przerwę w piciu zrobiłem żeby łatwiej wyjść ze stłuszczenia wątroby, które mi wyszło na usg. Miało być 3-4 miesiące, po których zamierzałem pić
  • Odpowiedz
  • 2
@shitman6: Dzięki! Nie wyobrażam sobie powrotu. Jak pomyślę o sobie sprzed 2-3 lat to wciąż się wstydzę. Tego że w sumie wszystkich wokół oklamywalem bo oprócz picia jawnego swoje też przyjmowałem w ukryciu. Najbardziej optymistyczne jest to, że brakuje mi alko a nawet robi mi się niedobrze ma myśl o wypiciu.
  • Odpowiedz
nie jakieś wielkie ilości, 3-4 piwa czasami wspomagane kilkoma małymi szklaneczkami czegoś mocniejszego.


@RomanoOregano: xDDDDD
a potem przychodzi jakiś świeżak naturszczyk i się pyta, czy jak się napije raz na ruski rok wieczorem piwa w domu albo drinka w knajpie, to czy to już ten mityczny alkoholizm, a wykopki mu szczekają jeden przez drugiego w komentarzach, że to jak najbardziej tak i już tylko krok od leżenia zarzyganym w rowie
  • Odpowiedz
@RomanoOregano: to uczucie zmęczenia to najpiękniejszy kop jaki człowiek w odpowiednim momencie może dostać, czytałem to jakbym czytał swoją historię... tutaj 1,5 roku, trzymam za Ciebie kciuki najszczerzej jak się da! Wzruszon ja ()
  • Odpowiedz
  • 1
@Muko: Oczywiście że można. Można też wpaść w depresję, śmierdzieć codziennie, mieć kaca co 2 dzień, belkotać w jakimś pijackim narzeczu i stracić szacunek do siebie. To miałem po alko a nie mam po kawie, yerbie i monsterku mango loco. Mi to pasuje a na coś i tak umrzeć trzeba
  • Odpowiedz
@RomanoOregano: Bo nie pijesz tyle tego specyfiku by wpasc w taki stan, co nie znaczy ze sie nie da. Poza tym, sam mowisz ze na cos umrzec trzeba, po co ten post zastem? dramat.
  • Odpowiedz
  • 0
Tak jak na wstępie napisałem, sam czytałem podobne historie tutaj na wykopie i pomogły mi w podjęciu decyzji o terapii. Można powiedzieć że spłacam dług wdzięczności ale też wiem że nie jestem wyjątkowy i są ludzie, którzy są w podobnej sytuacji w jakiej byłem sam 3 lata temu i potrzebują wiedzieć, że nie są sami i że historia uzależnienia od alkoholu może mieć szczęśliwe zakończenie.
A co yerby, to rzeczywiście piję ją
  • Odpowiedz
@RomanoOregano: Weź nie odpisuj typowi. On i tak nie pojmie, że yerba albo energol to nie to samo w skutkach co alko. Poza tym ważne, że Tobie jest dobrze w obecnym stanie i nie musisz się mu z niczego tłumaczyć - ani dlaczego nie pijesz, ani dlaczego yerba ani po co Twój post. Szkoda czasu i nerwów ;)
  • Odpowiedz
Czyli można pić przez 20 lat codziennie, ale nie do odciny i w sumie jest ok. Pffff, to mam jeszcze czas. Nie wiem po co ta panika i nagonka na alko. Potem hydroksyzynka i elo, jest git, no to co za problem? Widzę, że nadworni niepijący alkoholicy jeszcze się tutaj nie włączyli do dyskusji, a mam takich dwóch ancymonków na czarnej. Być może za lekki temat dla nich, żeby się powymądrzać, generalizować
  • Odpowiedz
@shitman6: u mnie właśnie to całe "kontrolowanie" picia a tym samym uczucie wiecznego niedopicia były największym motywatorem. Po prostu nie byłem w stanie, było to bardzo wyczerpujące. Najlepsze rozwiązanie to przestać całkowicie. 803 dni. Głody alkoholowe są, ale najczęściej, gdy jestem głodny lub zmęczony.
  • Odpowiedz
U mnie dokładnie 812 dni. Głodu alko praktycznie nie odczuwam. Bardzo rzadko się zdarzy, że mi przejdzie myśl o piwku, najczęściej po dużym wysiłku. Ale to raczej taka myśl o smaku piwa i orzeźwieniu niż o alkoholu. Na szczęście jest też duży wybór niezłych piw bezalkoholowych. Wiadomo, że to nie do końca ten smak ale dobre IPA zero albo witbier zero też są.
  • Odpowiedz