Wpis z mikrobloga

Wizyta u #weterynarz: badania za pomocą własnego prywatnego sprzętu USG, RTG itp.; pobranie krwi, danie dwóch zastrzyków; przy okazji naprawdę wyczerpujący wywiad, mizianie i przygotowywanie pacjenta (np. golenie miejsc, gdzie krew będzie pobierana). Czas trwania wizyty: około 40 minut. "Ok, za wszystko 250 PLN i mały smakołyk dla pieska". Wizyta u #konowal100k #lekarz: a szkoda pisać, każdy wie jak w większości przypadków to wygląda. 300 PLN za rozmowę i czasem jakieś proste badanie - czas wizyty max kwadrans. Jakbym nie miał zwierząt to bym nawet nie wiedział jaki jest rozdźwięk między tymi usługami medycznymi dla zwierząt i dla ludzi. I serio jakoś tak od weterynarzy czuć było tę aurę mądrości, bo oni nie mogą się tylko znać na układzie kostnym albo na układzie krążenia. Oni muszą kurna wszystko dla różnych gatunków. A u lekarzy? "Ehh, nie wiem co panu jest, niech się pan przejdzie do endokrynologa/laryngologa/c-------a." ŻENADA. Do ogarnięcia tylko jeden gatunek: Homo Sapiens Sapiens, a i tak WIELKA LIPA.
  • 5
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Dupxo7: Gdzie wy macie takie ceny? W wojewódzkim ostatnio za taki zestaw 1k i bez smakołyka. Samo USG 200zł

Ale z rzeczy które się najbardziej nie zdarzyły to aura mądrości od weterynarza. Jak zwierzęciu jest cokolwiek na co nie da się przepisać antybiotyk + steryd to nagle się okazuje że weterynarze mają pojęcie o patofizjologii na poziomie wykopka.
  • Odpowiedz
Jak zwierzęciu jest cokolwiek na co nie da się przepisać antybiotyk + steryd to nagle się okazuje że weterynarze mają pojęcie o patofizjologii na poziomie wykopka.


@dr_Batman: wspołczuję weterynarzy, z którymi miałaś do czynienia.
  • Odpowiedz