Wpis z mikrobloga

Trzeci tydzień szkolenia i czuć, że to już finisz — ludzie odliczają dni, kadra trochę luzuje śrubę, a ja mam w głowie to dziwne poczucie, że zaraz wrócę do cywila z czymś więcej niż tylko zakwasami i brakiem snu. Rutyna jest już wdrukowana: wykłady, musztra, WF, Beryl, wieczorne ogarnianie sprzętu. I właśnie w tym „prawie końcu” mój mózg uznał, że to idealny moment na ostatnie próby społeczne, oczywiście w najgorszy możliwy sposób.

Pierwsza dziewczyna, przerwa po zajęciach, wszyscy stoją, łapią oddech. Ja zamiast normalnego tekstu lecę z autopilota: „wiesz, obserwowałem cię na musztrze i masz bardzo stabilną postawę, to się rzadko zdarza”. Cisza. Potem: „aha, dzięki” i natychmiastowe zajęcie się telefonem, którego i tak nie wolno używać. Druga, przy jedzeniu — ja już zmęczony, mózg rozgotowany: „to dziwne, ale przy tobie nawet wojskowa grochówka smakuje jakby miała sens”. Spojrzenie typu „czy on to serio powiedział”, krótki śmiech z litości i tekst: „muszę iść, bo chłopaki czekają”. Zniknęła szybciej niż moja pewność siebie.

I wtedy wchodzi trzecia. Poznaliśmy się wcześniej, normalnie, bez tekstów — kilka razy gadaliśmy o zajęciach, o tym co najgorsze, co najłatwiejsze, śmialiśmy się z tych samych rzeczy. Wieczorem, po ćwiczeniach, idziemy kawałek razem z grupą i rozmowa sama się klei. Ja, nauczony porażkami, mówię wreszcie coś prostego: jak jej minął dzień, co ją najbardziej zmęczyło. Ona odpowiada, dopytuje, opowiada, nawet rzuca żartem. W pewnym momencie mówi coś w stylu: „fajnie, że z tobą można normalnie pogadać, tu mało kto słucha”. Dla mnie to brzmi jak sygnał, jak coś ważnego. Ja to czytam jako przełom, jako „może jednak”.

Potem kilka drobiazgów, które ja odbieram jako plusy: sama siada obok na wykładzie, pyta czy ogarniam dany temat, śmieje się z moich sucharów, mówi „jesteś spoko gościem”. Raz nawet rzuca: „dobrze, że jesteś w tym plutonie, jakoś raźniej”. Ja w głowie już buduję narrację, że to idzie w dobrą stronę, że po szkoleniu może kawa, może kontakt się utrzyma.

#blackpill #przegryw #tinder #redpill #pua #redpill #wojna #wojsko
  • 5
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Sakon72: Ja jednak szanuje mortadelkę, lubię ją, nie znam lepszej wędliny do usmażenia niż mortadela. Smażysz ją i potem keczap, k---a najlepsze jedzenie na świecie dla mnie. Ja nazywałem to zawsze kiełbasa chrupiąca nie? Zawsze było mamo mamo zrób mi chrupiąca no nie? To jest najlepsze jedzenie w życiu albo ewentualnie taką kiełbasę tą chudą kupujesz te pętka, kroisz na plasterki i z cebulką na patelce podsmażasz i na kanapki
  • Odpowiedz