Wpis z mikrobloga

Ja wiem, że nie jest to super łatwe, ale litości: dziś jakiś panikarka (biały suv z zielonymi blachami) na widok zmiany z zielonego na żółte zaczęła ostro hamować. Nie wyrobiła przed linią stopu, zatrzymała się tuż przed pasami, chyba jeszcze jak się świeciło żółte. U mnie refleks i ABS zrobiły swoje, ale mniej doświadczony, albo mniej skoncentrowany kierowca wjechałby jej w dupę i czyja byłaby wina? Wiadomo. Dlatego prawilnie przypominam: lewy pas nie jest od odmawiania różańca, a żółte światło nie jest od awaryjnego hamowania.

#samochody #motoryzacja #polskiedrogi
  • 6
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

  • 0
@kossok: Nie, w mieście na dwupasmówce trzymałem odstęp jak na autostradzie.

GDYBYM SIEDZIAŁ JEJ NA DUPIE, TO BYM MIAŁ FRONT SKASOWANY, A ZATRZYMAŁEM SIĘ DOBRE 3 METRY ZA NIĄ.
  • Odpowiedz
  • 0
@r5678: Podaj przepis, bo o ile mi wiadomo, nie ma jednego, które by rozstrzygało w takich sytuacjach. Krawężnikowi pewnie najłatwiej byłoby uznać za winnego mnie z tytułu niedostosowania odstępu i prędkości do warunków na drodze. Może jakiś trochę bardziej ogarnięty klepnąłby współwinę.
Dla mnie sytuacja była oczywista i gdyby nie to, że generalnie nie lubię trąbić na innych, bo sam nie jestem nieomylny, to czułem, że tu powinienem to zrobić,
  • Odpowiedz
jej wina by była


@r5678: niestety w praktyce nie. milicjant w takiej sytuacji idzie na łatwiznę i obarcza winą osobnika z tyłu, który nie zachował bezpiecznej odległości. fakt, kiedy nie przyjmiesz mandatu i pójdziesz do sądu to zależy jak sędzia na to spojrzy, ale ma podkładkę opinię milicjanta z ruchu drogowego, który twierdzi, że to twoja wina, więc ten...
  • Odpowiedz