Przez lata uchodzili za wygranych transformacji cyfrowej. „Kodojebcy" w kontrze do klasycznch „korposzczurów” — mieli być nową elitą rynku pracy: mobilną, niezależną, świetnie opłacaną i odporną na kryzysy. Kapitalizm w wersji startupowo-technologicznej wydawał się im systemem idealnym. Dziś jednak coraz wyraźniej widać, że ta narracja była iluzją, a rachunek właśnie przychodzi do zapłacenia.
Model B2B, elastyczne kontrakty, brak „zbędnych” zabezpieczeń socjalnych — wszystko to sprzedawano jako wolność. Wielu programistów z entuzjazmem odrzucało etaty, związki zawodowe czy solidarność klasową, uznając je za relikt minionej epoki. W zamian przyjęli indywidualizm, kult produktywności i wiarę w to, że rynek zawsze nagradza najlepszych. W tym samym pakiecie często szła fascynacja postaciami takimi jak Elon Musk, liberalno-technokratyczną wizją świata, a w polskich realiach także sympatie wobec środowisk pokroju Konfederacji — antypaństwowych, antyzwiązkowych, skrajnie wolnorynkowych.
Problem w tym, że kapitalizm nie zna sentymentów. Gdy koniunktura się odwraca, a technologia — w tym przypadku sztuczna inteligencja — zaczyna realnie zastępować część pracy umysłowej, indywidualista zostaje sam. Krótkoterminowe kontrakty B2B nie dają ochrony przed masowymi zwolnieniami. Nie ma okresów wypowiedzenia, odpraw, negocjacji zbiorowych. Jest mail, call z HR i koniec współpracy.
W przeciwieństwie do innych zawodów — choćby pielęgniarek, nauczycieli czy kolejarzy — programiści nie zbudowali trwałych struktur reprezentacji interesów. Związki zawodowe były „dla frajerów”, a wspólne działania kojarzyły się z socjalizmem. Efekt? Brak realnej siły negocjacyjnej w momencie kryzysu. Gdy przychodzi fala automatyzacji i optymalizacji kosztów, każdy walczy na własną rękę, a rynek pracy szybko weryfikuje, jak bardzo „niezastąpiony” był dany specjalista.
Ironia polega na tym, że to właśnie programiści w dużej mierze stworzyli narzędzia, które dziś ich marginalizują. AI nie potrzebuje urlopu, podwyżki ani kontraktu B2B. Dla korporacji to idealny pracownik. A że zastępuje ludzi? To już „koszt transformacji”.
Dziesiątkowanie branży IT nie będzie jednorazowym wstrząsem, lecz procesem. Ci, którzy wierzyli, że zawsze będą po stronie wygranych, odkrywają, że bez solidarności, praw pracowniczych i wspólnej reprezentacji są tak samo podatni na wyzysk jak każdy inny prekariat — tylko drożej opłacany, przynajmniej do niedawna.
Być może to moment, w którym cyfrowa elita będzie musiała zadać sobie niewygodne pytanie: czy rzeczywiście była ponad systemem, czy tylko jego chwilowym beneficjentem. I czy odrzucenie wspólnoty nie okazało się największą pułapką ze wszystkich.
Gdy przychodzi fala automatyzacji i optymalizacji kosztów, każdy walczy na własną rękę, a rynek pracy szybko weryfikuje, jak bardzo „niezastąpiony” był dany specjalista.
Związki zawodowe nie ochronią cię przed automatyzacją. To tak jakby związki zawodowe wypożyczalni płyt DVD, miały ochronić pracowników i do dziś by w nich pracowali. Jeżeli faktycznie wejdzie automatyzacja, to po prostu to będzie nieopłacalne i nic tu nie pomoże. Związki zawodowe mogą ci pomoć negocjować
@mackbig: Rozmawiałem z lekarzem o AI i on mi powiedział że Izba Lekarska zadba o to by nie stracił pracy. Będzie wprowadzone coś takiego że pomimo automatyzacji i tak lekarz będzie musiał na końcu przybić pieczątkę.
@Ksiega_dusz: Bo by w IT musieli to wprowadzić jednoczesnie na całym świecie. Po co miałby jakiś jankes biznesmen płacić za 1000 ludzi w Polsce "przybijajacych pieczątke" skoro w Indiach albo Meksyku zrobią bez pieczątki w kilka osób? Oczywiscie zakaldajac dalsza automatyzacje.
@Ksiega_dusz: ty jakimś debilem jestes czy trolujesz? Nie potrafisz rozróżnić specyfiki zawodu wykonywanego lokalnie od takiego wykonywanego globalnie? Jeśli nie to Ci wytłumaczę: IT jest globalne, więc można outsourceowac do tańszych lokalizacji. Lekarz, glazurnik, budowlaniec, kosmetyczka muszą być na miejscu więc ich konkurencja ogranicza się do danej lokalizacji geograficznej.
Babka wrzuciła zdjęcie swojej wypłaty z Dino, (ponad 200h i na rękę 5k z groszami) z pytaniem czy dobrze jej naliczyli. W komentarzach typowy syndrom niewolnika #gielda #pracbaza
Model B2B, elastyczne kontrakty, brak „zbędnych” zabezpieczeń socjalnych — wszystko to sprzedawano jako wolność. Wielu programistów z entuzjazmem odrzucało etaty, związki zawodowe czy solidarność klasową, uznając je za relikt minionej epoki. W zamian przyjęli indywidualizm, kult produktywności i wiarę w to, że rynek zawsze nagradza najlepszych. W tym samym pakiecie często szła fascynacja postaciami takimi jak Elon Musk, liberalno-technokratyczną wizją świata, a w polskich realiach także sympatie wobec środowisk pokroju Konfederacji — antypaństwowych, antyzwiązkowych, skrajnie wolnorynkowych.
Problem w tym, że kapitalizm nie zna sentymentów. Gdy koniunktura się odwraca, a technologia — w tym przypadku sztuczna inteligencja — zaczyna realnie zastępować część pracy umysłowej, indywidualista zostaje sam. Krótkoterminowe kontrakty B2B nie dają ochrony przed masowymi zwolnieniami. Nie ma okresów wypowiedzenia, odpraw, negocjacji zbiorowych. Jest mail, call z HR i koniec współpracy.
W przeciwieństwie do innych zawodów — choćby pielęgniarek, nauczycieli czy kolejarzy — programiści nie zbudowali trwałych struktur reprezentacji interesów. Związki zawodowe były „dla frajerów”, a wspólne działania kojarzyły się z socjalizmem. Efekt? Brak realnej siły negocjacyjnej w momencie kryzysu. Gdy przychodzi fala automatyzacji i optymalizacji kosztów, każdy walczy na własną rękę, a rynek pracy szybko weryfikuje, jak bardzo „niezastąpiony” był dany specjalista.
Ironia polega na tym, że to właśnie programiści w dużej mierze stworzyli narzędzia, które dziś ich marginalizują. AI nie potrzebuje urlopu, podwyżki ani kontraktu B2B. Dla korporacji to idealny pracownik. A że zastępuje ludzi? To już „koszt transformacji”.
Dziesiątkowanie branży IT nie będzie jednorazowym wstrząsem, lecz procesem. Ci, którzy wierzyli, że zawsze będą po stronie wygranych, odkrywają, że bez solidarności, praw pracowniczych i wspólnej reprezentacji są tak samo podatni na wyzysk jak każdy inny prekariat — tylko drożej opłacany, przynajmniej do niedawna.
Być może to moment, w którym cyfrowa elita będzie musiała zadać sobie niewygodne pytanie: czy rzeczywiście była ponad systemem, czy tylko jego chwilowym beneficjentem. I czy odrzucenie wspólnoty nie okazało się największą pułapką ze wszystkich.
#programista15k #programowanie #pracait #korposwiat
Związki zawodowe nie ochronią cię przed automatyzacją. To tak jakby związki zawodowe wypożyczalni płyt DVD, miały ochronić pracowników i do dziś by w nich pracowali. Jeżeli faktycznie wejdzie automatyzacja, to po prostu to będzie nieopłacalne i nic tu nie pomoże. Związki zawodowe mogą ci pomoć negocjować