Rozmowa o pracę w "dynamicznym zespole", czyli jak zgasiłem córeczkę tatusia i jej biznes życia. Firma XXX i zielone skrzynki
Mirki, muszę to z siebie wyrzucić, bo dawno takiej inby na rozmowie kwalifikacyjnej nie odwaliłem. będzie o "self-made woman", rekinach biznesu i zielonych skrzynkach na ogórki. xD
Szukałem ostatnio roboty, przeglądam ogłoszenia i trafiam na perłę. Nazwijmy tę firmę XXX (nazwa zmieniona, żeby nie robić darmowej reklamy temu cyrkowi). Branża? Innowacyjne opakowania. Czytam dalej: "Zielone skrzynki składane: europejski standard". Wiecie, te takie plastikowe gówna, co w nich Grażyna na targu trzyma fasolkę szparagową albo inne kalafiory. Stanowisko: Sales Manager (czy tam inny Ninja Sprzedaży). Wymagania: praca zdalna, własny laptop (pierwsza czerwona flaga, wielka jak płachta na byka), pozyskiwanie klientów B2B.
Myślę sobie dobra, wyślę CV, zobaczę o co chodzi. Ale że mam nawyk stalkowania, wchodzę na Rejestr.io. Patrzę na "prezeskę". I tu się robi ciekawie. Powiązania kapitałowe prowadzą prosto do innej firmy hali? hurtownika warzyw i owoców, której właścicielem jest... no zgadnijcie? Oczywiście szanowny Tatuś 22 letniej Prezeski firmy sprzedającej plastikowe opakowania.
Układanka mi się złożyła w głowie: stary handluje pietruszką na tony, a córci założył firemkę od skrzynek, żeby miała się czym bawić i nie siedziała na Instagramie cały dzień. Dobra, idę na rozmowę. Zajeżdżam pod biuro (czytaj: salkę przy hali magazynowej). Przed wejściem biały Mercedes w leasingu, jeszcze ciepły. Wchodzę.
W środku siedzi ONA. Szefowa. Lat na oko 22, o------a jak szczur na otwarcie kanału. Tapeta taka, że tynk ze ścian odpada z zazdrości, perfumy czuć było chyba jeszcze w sąsiednim województwie. Obok niej "koleżanka" z HR-u czy tam inna asystentka, usta pontony, że mogłaby na nich przepłynąć Atlantyk.
Zaczynamy rozmowę. Pytają o doświadczenie. Mówię, że 10 lat w handlu itp itd. Pytają jak sobie radzę w trudnych sytuacjach. Rzucam luźnym żartem: Wiecie panie, jak coś nie idzie, to zawsze można zwalić na logistykę, nawet jak się samemu zapomni wysłać maila hehe. Reakcja? Grobowa cisza. Miny miały takie, jakby właśnie usiadły na kijach od szczotki i weszło głęboko. Zero uśmiechu. Profesjonalizm level: kij w d**ie.
Nagle pada pytanie: "Do you speak English?" Ja na to: – Of course, we can continue this conversation in English right now if you prefer. I zaczynam płynnie nawijać o strategiach sprzedaży Widzę panikę w oczach. Bosska robi się czerwona, koleżanka mieli nerwowo te silikonowe wary. Zrozumiały może "Yes". Szefowa odwraca się do koleżanki i pyta szeptem, czy ona może zadać pytanie xD Koleżanka dukając zadaje mi TO SAMO PYTANIE, na które przed chwilą odpowiedziałem, tylko inaczej sformułowane. Ja z kamienną twarzą: – Well, as I just mentioned a few seconds ago... i powtarzam to samo. Atmosfera gęsta jak sos czosnkowy w budzie z kebabem. Wróciły do polskiego szybciej niż Kubica na tor.
Dobra, czas na moje pytania. Pytam o rynek, bo towar dość specyficzny. Jak wygląda baza klientów? Czy rynek nie jest nasycony? Jakie zarobki? Szefowa z dumą, poprawiając marynarkę za 3k: – Wie pan, nam wystarczy jeden duży, strategiczny klient. Mamy takiego jednego, ja go osobiście pozyskałam! Prowizje są z tego ogromne, można się świetnie utrzymać. – Rozumiem, czyli pani sama zbudowała ten sukces? – Tak, ciężką pracą i determinacją. No to odpalam b---ę.
– Proszę pani, zawsze prześwietlam firmy przed rozmową. Widziałem w KRS, że pani ojciec prowadzi jedną z największych hurtowni warzyw w regionie. Czy ten "strategiczny, ciężko pozyskany klient" to przypadkiem nie jest pani stary?
Cisza. Absolutna cisza. Słychać było jak mucha tupie po parapecie.
Szefowa robi się buraczana pod tą tapetą (nie wiem jak to fizycznie możliwe, ale kolor przebił). Koleżanka obok mało się nie zapowietrzyła. W końcu "Prezeska" wydusiła: – No tak... ale to nic nie zmienia! To biznes! – No zmienia – mówię. – Bo z KRS wynika, że tata ma też większość udziałów w tej firmie. Wygląda to tak, jakby stworzył ten biznes tylko po to, żeby miała pani co robić. A ile macie innych klientów poza tatą? – No... rozwijamy się prężnie... na razie ten jeden kluczowy...
Nie wytrzymałem. Wstałem, podałem rękę (z litości) i mówię: – Dziękuję, nie mam więcej pytań. Chyba nie pasuję do tak rodzinnej atmosfery.
Wychodząc widziałem, jak Bosska ma łzy w oczach, a ponton koleżanki drży chyba ze śmiechu. Wsiadłem w swoje auto i skisłem w środku tak, że musiałem chwilę odczekać zanim ruszyłem.
Także tak, Mirki. Jak chcecie sprzedawać plastikowe skrzynki tacie szefowej, to na pv polecę firmę. Kariera gwarantowana, dopóki stary nie zakręci kurka z kasą. xD
@Wardegas: nawet słabe, oganij jeszcze myślniki po chatgpt i takie wtopy jak mówienie że zwalanie winy na kogo jest spoko i może nawet będzie z tego taka sobie pasta
@Wardegas: serdecznie pozdrawiam, też ostatnio podyskutowałem trochę na job interview, bo próbowano mi wcisnąć, że to innowacyjny startup gdzie wdrażana jest własna technologia i w ogóle jakie to możliwości i że turbo szybko się rozwijają. Tymczasem po serii pytań i lekkim dociśnięciu okazało się, że to po prostu chińczyki otwierają swoją kolejną montownię - tym razem w PL xD.
Mirki, muszę to z siebie wyrzucić, bo dawno takiej inby na rozmowie kwalifikacyjnej nie odwaliłem.
będzie o "self-made woman", rekinach biznesu i zielonych skrzynkach na ogórki. xD
Szukałem ostatnio roboty, przeglądam ogłoszenia i trafiam na perłę. Nazwijmy tę firmę XXX (nazwa zmieniona, żeby nie robić darmowej reklamy temu cyrkowi). Branża? Innowacyjne opakowania. Czytam dalej: "Zielone skrzynki składane: europejski standard". Wiecie, te takie plastikowe gówna, co w nich Grażyna na targu trzyma fasolkę szparagową albo inne kalafiory. Stanowisko: Sales Manager (czy tam inny Ninja Sprzedaży). Wymagania: praca zdalna, własny laptop (pierwsza czerwona flaga, wielka jak płachta na byka), pozyskiwanie klientów B2B.
Myślę sobie dobra, wyślę CV, zobaczę o co chodzi. Ale że mam nawyk stalkowania, wchodzę na Rejestr.io. Patrzę na "prezeskę". I tu się robi ciekawie. Powiązania kapitałowe prowadzą prosto do innej firmy hali? hurtownika warzyw i owoców, której właścicielem jest... no zgadnijcie? Oczywiście szanowny Tatuś 22 letniej Prezeski firmy sprzedającej plastikowe opakowania.
Układanka mi się złożyła w głowie: stary handluje pietruszką na tony, a córci założył firemkę od skrzynek, żeby miała się czym bawić i nie siedziała na Instagramie cały dzień.
Dobra, idę na rozmowę. Zajeżdżam pod biuro (czytaj: salkę przy hali magazynowej). Przed wejściem biały Mercedes w leasingu, jeszcze ciepły. Wchodzę.
W środku siedzi ONA. Szefowa. Lat na oko 22, o------a jak szczur na otwarcie kanału. Tapeta taka, że tynk ze ścian odpada z zazdrości, perfumy czuć było chyba jeszcze w sąsiednim województwie. Obok niej "koleżanka" z HR-u czy tam inna asystentka, usta pontony, że mogłaby na nich przepłynąć Atlantyk.
Zaczynamy rozmowę. Pytają o doświadczenie. Mówię, że 10 lat w handlu itp itd. Pytają jak sobie radzę w trudnych sytuacjach. Rzucam luźnym żartem: Wiecie panie, jak coś nie idzie, to zawsze można zwalić na logistykę, nawet jak się samemu zapomni wysłać maila hehe. Reakcja? Grobowa cisza. Miny miały takie, jakby właśnie usiadły na kijach od szczotki i weszło głęboko. Zero uśmiechu. Profesjonalizm level: kij w d**ie.
Nagle pada pytanie: "Do you speak English?" Ja na to: – Of course, we can continue this conversation in English right now if you prefer. I zaczynam płynnie nawijać o strategiach sprzedaży
Widzę panikę w oczach. Bosska robi się czerwona, koleżanka mieli nerwowo te silikonowe wary. Zrozumiały może "Yes". Szefowa odwraca się do koleżanki i pyta szeptem, czy ona może zadać pytanie xD Koleżanka dukając zadaje mi TO SAMO PYTANIE, na które przed chwilą odpowiedziałem, tylko inaczej sformułowane. Ja z kamienną twarzą: – Well, as I just mentioned a few seconds ago... i powtarzam to samo. Atmosfera gęsta jak sos czosnkowy w budzie z kebabem. Wróciły do polskiego szybciej niż Kubica na tor.
Dobra, czas na moje pytania. Pytam o rynek, bo towar dość specyficzny. Jak wygląda baza klientów? Czy rynek nie jest nasycony? Jakie zarobki? Szefowa z dumą, poprawiając marynarkę za 3k: – Wie pan, nam wystarczy jeden duży, strategiczny klient. Mamy takiego jednego, ja go osobiście pozyskałam! Prowizje są z tego ogromne, można się świetnie utrzymać. – Rozumiem, czyli pani sama zbudowała ten sukces? – Tak, ciężką pracą i determinacją.
No to odpalam b---ę.
– Proszę pani, zawsze prześwietlam firmy przed rozmową. Widziałem w KRS, że pani ojciec prowadzi jedną z największych hurtowni warzyw w regionie. Czy ten "strategiczny, ciężko pozyskany klient" to przypadkiem nie jest pani stary?
Cisza. Absolutna cisza. Słychać było jak mucha tupie po parapecie.
Szefowa robi się buraczana pod tą tapetą (nie wiem jak to fizycznie możliwe, ale kolor przebił). Koleżanka obok mało się nie zapowietrzyła. W końcu "Prezeska" wydusiła: – No tak... ale to nic nie zmienia! To biznes! – No zmienia – mówię. – Bo z KRS wynika, że tata ma też większość udziałów w tej firmie. Wygląda to tak, jakby stworzył ten biznes tylko po to, żeby miała pani co robić. A ile macie innych klientów poza tatą? – No... rozwijamy się prężnie... na razie ten jeden kluczowy...
Nie wytrzymałem. Wstałem, podałem rękę (z litości) i mówię: – Dziękuję, nie mam więcej pytań. Chyba nie pasuję do tak rodzinnej atmosfery.
Wychodząc widziałem, jak Bosska ma łzy w oczach, a ponton koleżanki drży chyba ze śmiechu. Wsiadłem w swoje auto i skisłem w środku tak, że musiałem chwilę odczekać zanim ruszyłem.
Także tak, Mirki. Jak chcecie sprzedawać plastikowe skrzynki tacie szefowej, to na pv polecę firmę.
Kariera gwarantowana, dopóki stary nie zakręci kurka z kasą. xD
#pracbaza #januszex #rekrutacja #heheszki #logikarozowychpaskow #bekazpodludzi #praca #korposwiat #pasta