Wpis z mikrobloga

Klasycznie już okolice na osiedlach coraz częściej wyglądają jak jeden wielki psi wychodek. Obszczane kąty, wejścia i klatki, żółty śnieg dokładnie pod drzwiami wejściowymi, smród i brud. „Niespodzianki” ukryte do pierwszych roztopów, kiedy na wiosnę powrócą i przypomną o sobie zarówno widokiem, jak i zapachem. Człowiek chodzi jak po polu minowym, bo właścicielom najwyraźniej kończy się odpowiedzialność razem z wypięciem smyczy. Dlaczego ci, chciałbym ich nazwać ludźmi, ale niestety daleko im do rozumnych osób, podludzie wyszczywają i wysrywają swoje psiecka TUŻ na wprost klatki schodowej, pierwsza lepsza zaspa i cała obszczana i zasrana. Nie można odejść gdzieś dalej z pupilkiem? Hitem ostatnich dni była paniusia lat na oko 35-40, której to piesek zeszczał się centralnie na wejściu do klatki. I ktoś pomyślałby, że ta paniusia wróciła się później, żeby posprzątać po swoich psiecku? Otóż nic bardziej mylnego. Kałuża szczochów tak sobie pozostała niewzruszona. Co z tymi podludźmi jest nie tak?!

Skoro ktoś decyduje się na psa w bloku, powinien ponosić realne koszty. Podwyższone opłaty za utrzymanie czystości, sprzątanie klatek, konserwację wind i terenów wspólnych. Obowiązkowe ubezpieczenie, czipowanie psa oraz regularne, potwierdzone wizyty u weterynarza. A samo posiadanie czworonoga powinno wymagać minimum zgody wspólnoty lub spółdzielni a przede wszystkim akceptacji sąsiadów. Pies to nie przywilej bez konsekwencji, tylko odpowiedzialność, również finansowa i społeczna.

#psiarze #psy #bekazpodludzi
  • 5
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach