Wpis z mikrobloga

#kiszak
Cześć w Nowym Roku :) Przygotowałem tekst który wprawdzie nie dotyczy bezpośrednio Kiszaka, ale za to tematu o którym lubi się wypowiadać, i jak to on, pierdzielić przy tym kompletne bzdury, więc pomyślałem że wrzucę Wam go też tutaj, może będziecie zainteresowani. Dla kontekstu - byłem przez wiele lat autorem tekstów dla GOLa, a przez jakiś czas również pracownikiem serwisu.

Dlaczego pisane dziennikarstwo growe przechodzi największy kryzys w swojej historii?

To nie jest wina youtube’a i influencerów odbierających tekściarzom czytelników. Nie jest to też kwestia pogoni za clickbaitami które wypierają jakość. Ani braku chęci i umiejętności, czy utraty wiarygodności serwisów growych. To są najwyżej symptomy choroby. Problem jest o wiele głębszy, związany z rewolucją, jaka zachodzi właśnie w całym internecie. I tak naprawdę dotyczy całego dziennikarstwa, nie tylko growego. Ale jako że to gry są mi szczególnie bliskie i to z nimi związałem swoje życie, a w ostatnich latach byłem w epicentrum walki o przetrwanie dziennikarstwa growego, to o nim chciałbym opowiedzieć. Pokazać swoją perspektywę. Opartą doświadczeniami, wiedzą o wewnętrznych procesach oraz licznymi dyskusjami na ten temat z wieloma innymi zainteresowanymi osobami. Ale też mocno osobistą i emocjonalną, więc w żadnym razie nie uznaję swoich tez za nieomylne – i Wy też ich tak nie traktujcie.

Aby w pełni zrozumieć, z czym dziś mierzą się dziennikarze, trzeba zrozumieć jak serwisy funkcjonowały dawniej. U zarania internetu, kiedy powstawały pierwsze serwisy, cyfrowy krajobraz wyglądał zupełnie inaczej niż dziś. Użytkownicy (których było wielokrotnie mniej niż dziś) trafiali na strony internetowe z innych portali, z innych stron, czasem z katalogów stron WWW albo wyszukiwarek. I jeśli podobało im się to, co znajdowali, dodawali taką stronę do zakładek albo ustawiali ją jako stronę startową i regularnie na nią wracali. Nie było jednego kluczowego źródła ruchu „z zewnątrz”, a serwis, który zbudował sobie grono odbiorców, stawał się z grubsza samowystarczalny. Miał stabilne źródło ruchu, dziennikarze mogli swobodnie decydować o czym i jak pisać.

Wraz z dynamicznym wzrostem popularności internetu zmieniał się też układ sił. Fora zaczynały zanikać, a pośród wyszukiwarek coraz silniejszą pozycję uzyskiwało Google. I to walka o pozycję w tej wyszukiwarce zaczęła nadawać ton serwisom growym. Rodziło się SEO – sztuka takiego konstruowania tytułów artykułów i wiadomości, by to właśnie NASZ serwis a nie INNY serwis pojawił się jak najwyżej w wyszukiwarce pod konkretną fazą. Jednocześnie stała baza wiernych odbiorców wchodzących bezpośrednio na stronę pozostała bardzo ważnym czynnikiem, więc redakcje wciąż miały dużą swobodę działania i raczej traktowały walkę o wyszukiwarkę jako dodatek niż kluczowe działania – zwłaszcza te z ugruntowaną pozycją.

Game changery, które rozpoczęły upadek, były dwa. Pierwszym były social media. Boom popularności Facebooka zmienił reguły gry. Na pierwszy rzut oka Facebook przyniósł portalom wiele dobrego. Dobrze przygotowany post był w stanie przekierować do artykułu kilkadziesiąt, czasem kilkaset tysięcy osób – nie tylko stałych bywalców, ale również wielu nowych odbiorców. To były liczby, których nie można było ignorować. Portale zaczęły stopniowo zmieniać podejście – nagłówki i tematyka zaczęły być dobierane tak, by jak najskuteczniej zachęcać bywalców social mediów do kliknięcia w linka i przejścia do serwisu. To jeszcze nie były „clickbaity” – chociaż nie-gamingowe serwisy chętnie szły w sensacje i atakowały odbiorców słynnymi nagłówkami w rodzaju „X MASAKRUJE Y – ZOBACZ”, media growe długo opierały się zniżaniu do tego poziomu.

Facebook przyniósł też inną zmianę, bardziej rozłożoną w czasie, ale i o wiele bardziej niszczycielską. Zaczął zmieniać użytkowników internetu. Dał im scrollowanie feedów, w których mieli wszystko – nie tylko informacje o grach, ale też wiadomości ze świata, wypowiedzi polityków, zdjęcia znajomych, dyskusje o budowie piaskownicy na rodzinnym osiedlu. Wszystko w jednym miejscu. Skakanie po różnych stronach internetowych, codzienne wchodzenie na ulubione serwisy przestało być potrzebne – wszystko teraz było w jednym miejscu. Surfowanie po sieci stopniowo umierało – teraz to coraz bardziej zaawansowane algorytmy zaczynały decydować o tym, co zobaczy użytkownik. Dzielić zaczęły się społeczności zgromadzone wokół konkretnych serwisów. Niektórzy zostali przy stronach i ich forach internetowych czy sekcjach komentarzy, inni przerzucili się całkowicie na social media i fanpage’e.

Serwisy internetowe znalazły się na łasce social mediów i aby nie stracić ruchu, musiały coraz mocniej się dostosowywać, tworząc materiały tak, aby algorytmy je promowały. Albo coraz mocniej stawiać na SEO, które już przestało być ciekawostką, a stało się szalenie istotnym elementem funkcjonowania w internecie. GOL był naprawdę dobry i w jednym, i w drugim, co na dodatek udało się osiągnąć bez zniżania do niskich lotów materiałów – uważam, że to były dobre lata dla serwisu. Z czasem ruch z Facebooka pod wpływem zmian na platformie drastycznie zmalał i serwis przestał być istotnym źródłem czytelników – ale zmiany, jakie wprowadził wśród użytkowników pozostały.

Drugim game changerem był Google Discover. Jeśli nie wiecie – to ten personalizowany feed wiadomości z różnych serwisów, który pojawia się w telefonie po odpaleniu mobilnego Chrome’a. Wiele osób go bagatelizowało albo w ogóle nie wiedziało o jego istnieniu. GOL „odkrył” Discovera dość wcześnie i była to niewiarygodna żyła złota. Materiał, który pojawił się w Discoverze, potrafił przyciągnąć gargantuliczną liczbę użytkowników do serwisu. Ale miało to swoją cenę – jak każdy oparty na algorytmach feed, tak i Discover promował konkretny typ wiadomości – zwłaszcza nagłówków. Moim zdaniem to moment, w którym zdecydowano się o postawieniu na Discovera był początkiem problemów. Zmiana w podejściu do treści i nagłówków nie spodobała się stałym czytelnikom serwisu i zaczęła też odpychać wielu niedzielnych odbiorców, stopniowo rozmieniając na drobne renomę serwisu oraz zmniejszając liczbę wiernych fanów. Całkowicie uzależniła też redakcję od googlowego algorytmu, który potrafił regularnie zmieniać zasady, a nawet z dnia na dzień całkowicie odciąć prawie cały ruch.

Tutaj chciałbym się na chwilę zatrzymać, żebyście zrozumieli, że choć postawienie na Discovera wydaje się błędną decyzją, to tak naprawdę to nawet nie był wybór. Gdy „surfowanie” umierało, ruch z social mediów umierał, niekorzystanie z Discovera oznaczałoby odcięcie się od większości odbiorców. Wiadomość, która trafiła do Google Discover, generowała od kilku do kilkudziesięciu razy więcej wyświetleń niż materiał, który po prostu wisiał na stronie bez dodatkowego wsparcia. Discover potrafił generować nawet 70% dziennych wejść na cały portal. Mówimy o takiej skali. Niewykorzystanie tego źródła oznaczałoby oddanie pola konkurencji. Żaden duży serwis po prostu nie mógłby sobie na to pozwolić. I żaden sobie na to nie pozwalał.

Równolegle z dominacją Discovera powoli spadać zaczynał tradycyjny ruch z wyszukiwarki Google’a, co jeszcze bardziej uzależniało media growe od kaprysów algorytmów. Redakcja GOLa zdawała sobie sprawę z tego, że jest to problem, zresztą dziennikarstwo growe to na tyle niewdzięczna praca, że większość zajmujących się tym osób robi to z poczucia misji – i zawsze starała się balansować typowo discoverowe materiały rzeczami ambitnymi, które wprawdzie nie miały szansy zarobić na siebie i interesowały mało osób, ale tworzone były od serca i z prawdziwego poczucia misji.

To już były czasy, gdy pracowałem w GOLu nie tylko jako autor tekstów, ale część zespołu. Byłem w dość unikalnej pozycji, bo chociaż zajmowałem się głównie monetyzacją, to dzięki wieloletniemu doświadczeniu przy pisaniu rozumiałem całkiem nieźle kwestie redakcyjne. Zdawałem sobie sprawę z tego, jak wielkim zagrożeniem jest uzależnienie całego serwisu od kaprysów Google’a i chciałem coś z tym zrobić. Moim pomysłem na chociaż częściowe uniezależnienie serwisu były teksty premium – wysokiej jakości materiały publicystyczne dostępne za paywallem, które pozwoliłyby GOLowi uniezależnić się od Googla. Pisałem o tym tutaj - https://www.gry-online.pl/newsroom/premium-gryonlinepl-w-2023-roku-podsumowanie-zmian-i-przyszlosc-a/z427ca7

Wierzyłem, że znajdzie się dość czytelników chcących wysokiej jakości tekstów, by za nie zapłacić. Być może się przeliczyłem i gracze nie chcą płacić za jakościowe teksty. Może przez to, że walczyłem na zbyt wielu frontach równocześnie nie poświeciłem temu projektowi wystarczającej uwagi i nie walczyłem o niego wystarczająco mocno. Może. Teraz zostało mi już tylko gdybanie. Faktem jest, że poniosłem porażkę i teksty premium nie zadziałały. Nie udało mi się uniezależnić GOLa od Google’a.

Discover dyktował warunki GOLowi, sprawiał że tworzone pod niego materiały były jakie były i miewał bolesne kapryśny, ale przynajmniej dawał w zamian ruch. To była trudna współpraca, ale pozwalała jakoś funkcjonować. Kolejna rewolucja niestety nie daje takich możliwości.

Sztuczna inteligencja okazuje się o wiele brutalniejsza niż wszystko, co było przed nią. Początkowo wydawało się, że zagrożeniem będą same modele językowe – że użytkownicy będą wpisywać frazy bezpośrednio w Chata GPT i dostawać tam odpowiedzi, więc to ich zadowoli. Ale druzgocący cios przyszedł z innej strony. Kiedy Google wprowadziło AI Overviews w swoje przeglądarki, zadało cios w samo serce ekosystemu, który wcześniej zmonopolizowało. Teraz wpisując jakiekolwiek zapytanie w wyszukiwarkę, dostajemy od razu gotową odpowiedź – nie musimy przechodzić do strony internetowej, z której została ona, nie bójmy się tego słowa, ukradziona. Jasne, ten system jest wadliwy i popełnia często durne błędy. Ale większości odbiorców on wystarcza. Ruch z wyszukiwarek w przeciągu raptem kilku miesięcy zmalał dramatycznie. Serwisy internetowe – wszystkie, nie tylko GOL – zostały odcięte od jednego z najważniejszych źródeł ruchu. To samo ma się lada moment stać z Discoverem – Google już teraz eksperymentuje z wprowadzeniem streszczeń artykułów w feedzie.

Jak wspominałem na początku, ten problem nie dotyczy tylko GOLa. Ani nawet samego dziennikarstwa growego. Cały internet mierzy się z tym problemem – w 2025 roku największe serwisy internetowe świata zaliczyły dramatyczne spadki liczby odsłon. Wiele zostało zamkniętych albo dokonało drastycznych redukcji. Google zdaje się w ogóle nie przejmować podcinaniem gałęzi, na której siedzi. Bo nie ma dobrej odpowiedzi na pytanie kto będzie dostarczał treści do ich wyszukiwarki, kiedy wszystkie serwisy zostaną zrównane z ziemią, a ekosystem, który korporacja najpierw stworzyła, a następnie zmonopolizowała, uzależniając od siebie wszystkie duże portale, runie. Na naszych oczach zachodzi dramatyczna zmiana tego, jak wygląda internet.

Serwisy dziennikarskie próbują z tym walczyć. Niektóre sądzą się z właścicielami modeli językowych, którzy trenowali je kradnąc ich treści. Inni próbują dogadać się z Googlem. Ja próbowałem tekstami premium – nie udało się. Innym pomysłem jest stawianie na silne funkcje społecznościowe, bo to wydaje się być czymś, czego Google czy Chat GPT tak łatwo nie ukradnie. Też poniekąd próbuję – moja https://misjapoboczna.pl to zarówno hobby, jak i wielki fak wystawiony w kierunku Google’a oraz próba zbudowania czegoś, co wciąż mogłoby funkcjonować w internecie sztucznej inteligencji. Wielu ucieka do przodu i wokół portalu buduje inne rzeczy, jak imprezy masowe. Są i tacy, którzy się cieszą, bo mają Youtube, nie zdając sobie sprawy z tego że ich ulubieni youtuberzy od dawna też są niewolnikami algorytmów Google’a decydującego jakie filmy mają się dobrze klikać, a jakie nie. Ich zresztą też zaraz dopadnie AI, jak tylko rozwinie się na tyle, by generowanie wirtualnych influencerów przestało być skomplikowane i mogło odbywać się w locie.

Czas pokaże, które z tych prób okażą się udane. Czy w ogóle którekolwiek zadziałają. Chociaż to już nie moja walka, z całego serca kibicuje mediom growym. Bo nawet jeśli nie wszystko mi się w nich podoba, chociaż popełniają błędy, to po kilkunastu latach pracy w tym świecie wiem jedno – są tworzone przez ludzi z misją i wielką wiedzą, a ich upadku pożałują nawet ci, którzy dziś najzajadlej je krytykują i nimi gardzą.

PS. Tekst napisałem głównie w ramach próby ożywienia po latach swojego fanpage'a na FB ("Czarny Wilk - o grach, serialach, filmach i komiksach"), więc jeśli się spodobał, to zapraszam tam, jak się tam pojawi jakieś życie to pewnie będę się udzielał na nim częściej.
  • 14
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Czarny_Wilk: Plus w ciemno i czytamy
edit: No cóż, pełna zgoda, o ile kiedyś google czy facebook wydawał się błogosławieństwem to teraz big techy tworzą nam piekło i zależy im na tym, by wszystko szło przez ich ręce i zgarniały 99,99% zysku defacto nie za ich pracę. Niektórzy próbują odtworzyć stary internet albo tak jak w tekście wspomniałeś niektórzy idą w bardziej różnorodne aktywności czy usługi, bo na 'swoim' zgarniesz
  • Odpowiedz
Czas pokaże, które z tych prób okażą się udane. Czy w ogóle którekolwiek zadziałają. Chociaż to już nie moja walka, z całego serca kibicuje mediom growym. Bo nawet jeśli nie wszystko mi się w nich podoba, chociaż popełniają błędy, to po kilkunastu latach pracy w tym świecie wiem jedno – są tworzone przez ludzi z misją i wielką wiedzą, a ich upadku pożałują nawet ci, którzy dziś najzajadlej je krytykują i nimi
Latarenko - >Czas pokaże, które z tych prób okażą się udane. Czy w ogóle którekolwiek...
  • Odpowiedz
@Czarny_Wilk: Wiekszosc tekstu przedstawia walke dawida z goliatem, gdzie goliatem jest google a nastepnie, kolejne jego wcielenia w postaci AI i nowych technologii. Ok.
Ale słowa nie ma o tym, że dawid sie sam poddał wypuszczajac beznadziejne artykuly czy tez recenzje, a to także miało wpływ na te nierówną walkę, Gdzie lezy prawdziwa przyczyna upadku, gdzieś po środku pewnie.
  • Odpowiedz
  • 3
@Latarenko: cool, akurat Cyberpunka zrobiłem też swoją oficjalną recenzję ;) https://www.gry-online.pl/recenzje/cyberpunk-2077-na-ps4-to-katastrofa-miales-spalic-miasto-nie-kons/z137dc

@nomadicgoogler: nie powiem że wszystkie recenzje i artykuły publikowane na GOLu były świetne, sam też czasem pisałem lepiej, czasem gorzej. Za to jedno co wiem, to że zazwyczaj jak ktoś twierdzi że GOL wypuszcza beznadziejne artykuły czy też recenzje, to najczęściej były to po prostu recenzje i publicystyka, których oceny i/lub teza nie zgadzała się z opiniami
  • Odpowiedz
@Czarny_Wilk: Bardzo ciekawe przemyślenia.
Jako gracz i czytelnik GOL'a, który też był w-------y na to jak czasami niektóre artykuły potrafiły być bardzo niskiej jakości, poznanie perspektywy twórców treści jest naprawdę wyjątkowe, bo można poznać przyczyny tego dlaczego popełniali takie a nie inne decyzje i dowiedzieć się, że nie robili tego z czysto samolubnych pobudek i z chęci zarobienia jak największej kasy, ale dlatego bo nie mieli innego wyjścia - albo
  • Odpowiedz
  • 2
@nomadicgoogler: a to sorki, przewrażliwienie z lat starć na golowym forum, trochę odruch bezwarunkowy ;D

@kto-wie-ten-wie32: ja to w ogóle mam z Wykopem śmieszną relację, bo jeszcze rok temu jakbyś mnie spytał, to nie miałbym dobrego słowa do powiedzenia. Nigdy nie kumałem o co chodzi znajomemu który mówi że na tagach na mikroblogu siedzi i jest okej, widziałem samą główną i mnie odrzucało. Przyszła kiszakowa drama, wsiąkłem w
  • Odpowiedz