Aktywne Wpisy

KingaM +82
#dzieci mój syn nauczył się obchodzić nieumiejętność czytania biorąc mój telefon, robiąc zdjęcie, wrzucając do #chatgpt, wklejąc przypiętą w schowku komendę "przepisz" a następnie klikając w odpowiedzi ikonę głośnika, by syntezator mowy przeczytał przepisaną zawartość, ale to odrobinę czasochłonne, przyłapałam go na czytaniu książek z bajkami w taki sposób, nie mogę wyjść z podziwu z jego uporu

skrytek +475
O cholibka. Ale znalazłam zdjęcie z mojego pokoju z początku wieku. Pamiętam, jak ojciec przyniósł tego Baldura w premierę. 180 zł kosztował, gdy minimalna wynosiła 500 zł brutto. Przez resztę miesiąca żywiliśmy się tylko nienawiścią do Koverasa, bo na nic innego nie było kasy ( ͡° ͜ʖ ͡°)
#gry #baldursgate #polskiedomy
#gry #baldursgate #polskiedomy
źródło: 1000041624
Pobierz



Link do wpisu na blogu z formatowaniem i źródłami
5 lipca 1904 roku car Mikołaj II otrzymał telegram donoszący o nietypowych zachowaniach wśród części koczowniczej ludności Ałtaju, regionu leżącego na południowo - zachodnich krańcach rosyjskiej Syberii. Wiadomość dotyczyła grupy nomadów zebranych od kilku dni w dolinie Tereng, nieopodal Kyrłyku. Gdy przedstawiciele władz przybyli na zgromadzenie i nakazali jego rozwiązanie, zebrani odmówili, dodając rzekomo, że niedługo pojawi się car “Ojrat- Japon”. Rewelacje te zaniepokoiły lokalną administrację zwłaszcza wobec trwającej wojny z Japonią, którą podejrzewano o agenturalną działalność wśród azjatyckich etnosów Imperium, do których Ałtajczycy, zwani przez Rosjan Kałmukami*, się zaliczali. Wobec zdawkowości informacji, rząd polecił gubernatorowi Konstantynowi Starynkiewiczowi, aby sam rozeznał się dokładniej w sytuacji przed podjęciem jakichkolwiek działań.
Kilka dni później Starynkiewicz donosił z ulgą, że całe zamieszanie nie ma żadnego wymiaru politycznego i jest wynikiem jakichś “lokalnych zabobonów” i wierzeń “zacofanych Azjatów”. Dla całkowitego rozwiania wątpliwości dodawał też, że zebrani czekali na legendarnego wodza o imieniu Ojrat, a “Japona” dołożyli do tego miana sąsiadujący z nomadami rosyjscy osadnicy nakręceni propagandą wojenną i zaniepokojeni masowym zgromadzeniem. Rząd centralny uznał sprawę za zakończoną - kto by tam rozumiał jakieś “pogańskie” wierzenia. Dla Ałtaju i jego mieszkańców, bez względu na pochodzenie, wiarę i status społeczny sprawa była jednak daleka od zakończenia i to pomimo faktu, że władze, gdy nie zadziałała perswazja, rozpędziły zgromadzenie siłą. Szybko miało się jednak okazać, że był to dopiero początek zamieszania, które, żeby było weselej, jest dalekie od zakończenia po dziś dzień.
Zacznijmy od tego, kim są ałtajscy nomadzi. Wbrew nazewnictwu z czasów imperialnych, nie są oni żadnymi Kałmukami. Tureckojęzyczna ludność, która dzisiaj zamieszkuje Republikę Ałtajską (nie mylić z Krajem Ałtajskim) wywodzi się w dużej mierze od plemion, które kiedyś żyły nieco dalej na południe, na terenach chanatu Dżungarskiego. Dżungarowie, zwani też Ojratami, rządzili terenami od południowej Syberii do Kirgistanu i od zachodniej Mongolii do Kazachstanu między XVII wiekiem i połową XVIII. Kres chanatowi położyły ataki dynastii Qing* i wewnętrzne spory. Chiny zgotowały swoim nowym poddanym masowe mordy, które doprowadziły do wyniszczenia olbrzymiej większości populacji. Część plemion uciekła na ziemie rosyjskiego Ałtaju leżące na północ od ich wcześniejszych siedzib. Tam, po złożeniu przysięgi poddaństwa carycy Elżbiecie, dostali pozwolenie na osiedlenie się i obietnicę ochrony.
Uchodźcy, będący mieszanką plemion tureckich, mongolskich i ugrofińskich, po przybyciu spotkali na miejscu tureckojęzycznych Czarnych Tatarów i Górskich Kałmuków. Nazwy te pochodzą od Rosjan i nie oznaczają, że te grupy miały coś wspólnego z Tatarami znad Wołgi czy mongolskimi Kałmukami. Z czasem doszło do zatarcia się granic między potomkami przybyszów i autochtonów oraz turkizacji mongolskich i ugrofińskich plemion. Nie oznacza to jednak, że powstała jedna panturkijska identyfikacja dla wszystkich grup, które używały tureckiego i mieszkały w rejonie rosyjskiego Ałtaju. Podziały istniały i wywodziły się z faktu, że różne klany zajmowały różne części regionu. Co do pamięci o czasach chanatu, to początkowo najmocniej akcentowano negatywne, wręcz traumatyczne doświadczenia, takie jak liczne wojny wewnętrzne czy prześladowanie tureckich szamanów przez buddyjskich Ojratów.
Struktura społeczna i administracyjna przybyszów nie zmieniła się za bardzo. Rosjanie generalnie zachowali podział na grupy zwane “duchin”, na czele których stali liderzy zwani “zai-san”. Podstawą rozróżnienia były więzy krwi. W skład duchinu wchodziły rodziny, które wywodziły swoje pochodzenie od wspólnego przodka i były w jakiś sposób spokrewnione ze sobą. Dużą rolę odgrywali szamani, którzy byli postrzegani jako strażnicy tradycji oraz kontakt ze światem duchów, przodków i bóstw. Kontakty te, jak wierzono, umożliwiały zasięgnięcie porady w różnych kwestiach. Na przykład - jak rozwiązać spory między rodzinami, czy dokupić bydło, czy je sprzedać etc. Chodziło też o zdobycie przychylności nadnaturalnych sił, które według wierzeń odpowiadały za to, czy wyrośnie trawa dla zwierząt, czy bydło będzie miało młode, czy da mleko, czy rzeki będą czyste i pełne ryb itd.
Wierzono w liczne bóstwa i duchy, które miały dysponować znaczną mocą i które człowiek mógł w jakiś sposób obłaskawić i sprawić, aby zadziałały na jego korzyść. Powszechne było utożsamianie bóstw i duchów z materialnymi rzeczami i zjawiskami naturalnymi. Szamani byli tymi, którzy wiedzieli, do kogo zwrócić się (i w jaki sposób), aby zwiększyć szansę na dobry obrót spraw. Z tego powodu cieszyli się dużym szacunkiem wśród członków swojego klanu i byli postrzegani jako osoby kluczowe dla jego przetrwania. Należy zauważyć, że nie istniała jedna “szamańska religia” ze spójnym panteonem i powszechnie przyjętymi wierzeniami oraz praktykami. Oczywiście pewne motywy były powszechniejsze, a inne mniej, ale generalnie to każda grupa miała swoje przekonania, rytuały i ulubione obiekty kultu. Wydaje się, że promowany przez Ojratów buddyzm nie zmienił wiele w wierzeniach ich tureckich poddanych.
Po osiedleniu się w rosyjskim Ałtaju doszło do stabilizacji ekonomicznej i społecznej. Władze przydzieliły migrantom około 77 tysięcy km kwadratowych terenu na wyłączność i generalnie nie ingerowały w ich sprawy. Była to dość charakterystyczna cecha Imperium w odniesieniu do niesłowiańskiej ludności Wschodu. Podobnie sprawy miały się w przypadku większości grup rdzennych ludów Syberii - póki podatki były grzecznie płacone na czas, car i jego zarządcy woleli zajmować się innymi sprawami niż kwestie malutkich ludów (Ałtajczyków do XX wieku nie było więcej niż 25 tysięcy) na peryferiach. Sytuacja ta zaczęła się zmieniać w 2. połowie XIX wieku, głównie z powodu zniesienia pańszczyzny w 1861 roku. Nie towarzyszyła jej żadna sensowna reforma rolna, wobec czego chłopi, choć teraz wolni, często nie mieli wystarczająco dużo ziemi, żeby się utrzymać (stąd powiedzenie, że chłopom “zdjęto kajdany razem z butami”).
Jednym z rozwiązań problemu głodu ziemi (prowadzącego często do dosłownego głodu) były przesiedlenia ubogiego chłopstwa na tereny za Uralem. Proces ten nie ominął Ałtaju i był początkiem końca “nomadycznego raju”. Rosjanie, dotąd niezbyt liczni, zaczęli masowo osiadać w regionie, przynosząc ze sobą swoją kulturę i sposoby życia. Do tej pory kontakty Ałtajczyków z Rosjanami były ograniczone głównie do urzędników, żołnierzy i handlarzy. Jeśli chodzi o “zwykłych ludzi”, to mieli styczność z grupami staroobrzędowców, ale te były dość zamknięte i skupione na sobie. Teraz sytuacja uległa diametralnej zmianie. Szacuje się, że pod koniec XIX wieku Rosjan było już więcej niż tureckojęzycznej ludności. Masowa migracja sama w sobie jest czynnikiem wywołującym obawy i niepokój. Dodajmy do tego fakt, że i przybysze i tubylcy byli w większości prostymi ludźmi nierozumiejącymi innych kultur i nieznającymi sposobów rozwiązywania problemów, które były w takich przypadkach częste.
Części osadników nie wystarczały przyznane im ziemie i spoglądali na tereny przypisane do Ałtajczyków. Państwo starało się temu przeciwdziałać, obejmując je tymczasową ochroną, ale to nie rozwiązywało problemu, a raczej go zamrażało. Migracje spowodowały też ekspansję cerkwi prawosławnej w regionie. Większość duchowieństwa i świeckich koncentrowała się na “swoich”, rosyjskich etnicznie osadach, ale byli także tacy, którzy chcieli prowadzić misje i wychodzić z religią do inorodców****. Z czasem takie inicjatywy zyskały poparcie części hierarchów i zaczęły odnosić pierwsze sukcesy. Kolejną konsekwencją masowego napływu było rozbudowanie struktur administracji i instytucji państwowych, które teraz mogły być bliżej, a więc i dokładniej przyglądać się swoim poddanym. To wszystko wywoływało strach mieszkańców Ałtaju przed rusyfikacją, chrystianizacją i zwiększeniem obowiązków na rzecz państwa.
Jak gdyby było mało napięć wytworzonych przez czynniki zewnętrzne, to równolegle trwały procesy daleko idących zmian wewnętrznych. Już w XIX wieku zaczął rozpadać się system klanów. Wiele z nich połączyło się z innymi w większą grupę, zwaną obozem (aił). Na ich czele stawali teraz wybieralni, a nie dziedziczni wodzowie. Była to prawdziwa rewolucja, jeśli chodzi o tożsamość, której podstawą nie było już pochodzenie od legendarnego wspólnego przodka, a przynależność do konkretnego obozu, znacznie bardziej liczebnego niż klan. Zmieniła się też struktura elit, które musiały teraz w większym stopniu zabiegać o uznanie ze strony tych, którzy im podlegali. Zostanie wodzem nie było już przyrodzonym prawem danej rodziny. Podobnie było z szamanami. Dla ludzi z klanu X, teraz w obozie Y, nie było oczywiste, że aby bydło się cieliło, należy modlić się do Z, w sposób jaki promował czarownik dawnego klanu A.
Odbiciem tych wszystkich rewolucji i napięć były daleko idące zmiany w zbiorowej pamięci, które widać pod koniec XIX wieku. Czasy Dżungarii stały się Złotym Wiekiem, w którym nomadzi byli zjednoczeni, wolni i niczego im nie brakowało. To znaczy - dokładnie na odwrót niż w obliczu zagrożenia kolonizacją rosyjską, chrystianizacją i rosnącą kontrolą ze strony Imperium. Mongolscy wodzowie, których wcześniej wspominano jako wykorzystujących Turków do krwawych wojen i prześladujących rdzenne kulty, stali się bohaterami i wzorem sprawiedliwych władców. Niektórzy zyskali status nieomal półbogów, na czele z Ojratem. Według badaczy jest on amalgamatem różnych chanów. W opowieściach, oprócz czynów faktycznych władców, przypisuje mu się nadprzyrodzone zdolności. Od początku XIX wieku ałtajscy Turcy zaczynają określać się mianem “ludu Ałtaju”, a od lat 70. zaczynają używać też miana “ludu Ojrata”.
Zjawisko transferu tożsamości i tradycji nie jest unikalne. Można je zaobserwować u wielu grup funkcjonujących dotychczas “na uboczu”. Badacze uważają, że takie apropriacje są przejawem rosnącego poczucia odrębności i zagrożenia. Formująca się grupa definiuje samą siebie wobec innych, które często mają już swoje symbole, legendy i powody do dumy. To sprawia, że tworząca się społeczność nie chce być “gorsza” i pragnie pokazać, że “my nie gęsi i swoją historię mamy”. Katalizatorami tego procesu wśród Ałtajczyków było łączenie się w obozy dające im szerszą tożsamość (która w końcu rozrosła się do poczucia wspólnoty z całą tureckojęzyczną ludnością regionu), zmiany w elitach i napór ludności rosyjskiej, która była znacząco inna i miała swoje symbole, legendy i wiarę. W uproszczeniu można powiedzieć, że wobec tego Ałtajczycy stwierdzili, że oni nie są wcale gorsi i też stanowią taką grupę.
I w ten sposób dochodzimy do burchanizmu, bo procesy, o których mowa, nie oszczędziły sfery wierzeń i religii. Nowa - stara tożsamość (co charakterystyczne, w mniemaniu ludzi w nią zaangażowanych jest ona odwieczna) domagała się nie tylko bohaterów i mocarstwowej historii, ale także godnej tak znacznego ludu religii. Wspomniałem już, że w wyniku łączenia się klanów zmniejszył się autorytetu szamanów, a ich kompetencje zaczęły być podważane.
Oczywiście, co również znamienne w takich przypadkach, wynalezienie nowych wierzeń jest często przedstawiane jako powrót do starych po odrzuceniu zniekształceń, które rzekomo miały pojawić się dopiero jakiś czas temu. Nie podważano więc wierzeń przodków (wszak byli oni wielcy i to na nich właśnie mamy się wzorować), a raczej oskarżano szamanów, że się tym starożytnym wierzeniom i praktykom sprzeniewierzyli i w ten sposób dopuścili się zdrady oraz stracili moc.
[Ciąg dalszy na blogu, tekst przekracza limit wykopu, a nie chcę rozbijać go na komentarze]
#daszwiare #religia #historia #ciekawostki #zainteresowania #rosja