Wpis z mikrobloga

Mieszkam we Wrocławiu od 2010 roku i z roku na rok mam coraz mocniejsze poczucie, że to miasto mnie po prostu dusi. Wrocław stał się ofiarą własnego marketingu i zmierza prosto w stronę krakowskiego „disneylandu”, gdzie wszystko jest „za bardzo”. Ścisk osiągnął już poziom krytyczny – to nie tylko kwestia korków, ale poczucia, że wszędzie jesteś w puszce sardynek. Chcesz iść na spacer? Depczesz po piętach ludzom w parku. Chcesz zjeść obiad w weekend? Zapomnij o stoliku bez rezerwacji z tygodniowym wyprzedzeniem. Nawet głupie wyjście do teatru czy na koncert wymaga planowania z półrocznym zapasem. Miasto po prostu pęka w szwach.

Do tego dochodzi brutalna ekonomia. Zarobki we Wrocławiu w stosunku do cen nieruchomości to jest jakiś ponury żart. 15k za metr to już standard, a pensje inżynierskie wcale za tym nie nadążają. Jak nie dostałeś mieszkania w spadku albo rodzice nie sypnęli grubą gotówką na start, to przy średniej krajowej jesteś nikim. Zostaje ci tylko łańcuch w postaci kredytu na 30 lat i wegetacja na takich osiedlach-sypialniach jak Jagodno, z których wyjazd rano trwa wieczność.

A życie tutaj? To często po prostu samotność w wielkim mieście. Większość z nas przyjechała tu za pracą, rodzice i dziadkowie są setki kilometrów stąd. Jak pojawia się dziecko, zaczyna się prawdziwy dramat i kierat: praca-dom-przedszkole. Nie masz nikogo do pomocy, a pracodawcy tylko wiecznie narzekają i kręcą nosami, bo przecież powinieneś być dyspozycyjny 24/7, a nie zajmować się rodziną. W tym ścisku i smogu, który zimą można ciąć nożem, tracisz poczucie, że to miasto ma ci cokolwiek do zaoferowania poza kolejnym dniem w korku. Nawet demografia się zmieniła – na każdym kroku rosyjski i ukraiński, przez co człowiek czuje się coraz bardziej obco w miejscu, które miało być domem.

Jako inżynier widzę też, jak sypie się mit „dolnośląskiego tygrysa”. Volvo zamknęło produkcję, LG tnie etaty, ZF też się zawija. Giganci uciekają, a rynek pracy jest duszny od nadmiaru studentów, którzy psują stawki. Coraz częściej patrzę na Śląsk – Katowice, Tychy, Gliwice. Wiem, stereotyp mówi, że tam „brzydko”, ale może jest tam przestrzeń której szukam, rynek pracy dla inżyniera jest o niebo zdrowszy, a nieruchomości są w zasięgu portfela bez pomocy rodziców. Z tego co słyszałem to tak, ale czy to prawda?

Czy jest tu ktoś, kto ewakuował się z Wrocławia w stronę GZM i poczuł ulgę? Warto uciekać z tego wrocławskiego ścisku i drożyzny, zanim ten kołowrotek całkiem nas wykończy?

#wroclaw #slask #katowice #tychy #praca #nieruchomosci #inzynieria #zalesie #przeprowadzka #gorzkiezale #smog #rodzicielstwo #zarobki
  • 84
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

5k za metr to już standard, a pensje inżynierskie wcale za tym nie nadążają


@wrokikus1: pensje w techu/engi stoją od ponad 5 lat w miejscu generalnie w całym kraju.

? Warto uciekać z tego wrocławskiego ścisku i drożyzny


Ja pracuje zdalnie, wiec troche inaczej, ale będę na pewno uciekał od zapachu i hałasu, bo już nie wytrzymuję.
  • Odpowiedz
@wrokikus1: w mieście śmierdzi od lat (urodzilem sie tu, mieszkałem poza w sumie może z 6-8lat). Zabudowali wszystkie korytarze powietrzne i powietrrze w mieście stoi. Od bardzo dawna to zauważyłem, wystgarczy wyjechać na tydzien w góry i wracać autem, jak tylko wjedziesz do wro na obiegu otwartym to momentalnie to poczujesz, co normalnie ignorujesz albo się przyzwyczaiłeś ;) Tylko jakaś wichura pomaga to przeczyścić. A mieszkam w okolicy Armii Krajowej,
  • Odpowiedz
@wrokikus1: ja też Wrocław i mam porównanie bo przyjechałem w 2015 na studia. Ludzi wydaje się dużo więcej, zauważalnie też wiecej młodych kobiet na ulicach chyba że mężczyźni więcej neetuja ale coś w tym chyba jest ze jest nadwyżka młodych bab w miastach

Ale zaraz @del855 przylezie pi3rdolic swoje mądrości że nie ma migracji wewnętrznej i jest spoko loko lusis ponton i wszyscy nie walą wcale drzwiami i oknami
  • Odpowiedz
@pysznewpierdalator:

Wszystko pod tezę, wszystko. Top5 sie zakiwalo, skończyły sie etaty dla studentów w korpo i sie zrobił problem. Dobrej roboty dla nowych nie ma a i dla starych jak sie wyleci jest słabo. Co rozumie wzroatowicz - no ludzie sa wiec eldorado. Etaty czekaja - ale w mpk. No ale nie o takie zycie w top5 chodzi...
  • Odpowiedz
@wrokikus1:

Wroclaw sie skonczyl w 2015 wraz z moim wyjazdem do waw ;)

A na powaznie: zle sie dzieje w miescie krasnali i to od dłuższego czasu. Na dokaldne koncentracja ukraincow sprawia ze sie czlowiek momentami zastanawia czy jest u siebie. Tak, jest juz tego mniej ale nadal duzo.

A gospodarka słabiej, mało kto zatrudnia duzo zwalnia, a nowy narybek tez chce polizać highlife.... I co? I sie robi nieciekawie.
  • Odpowiedz
@wrokikus1: Górny Śląsk jest pod tym względem zajebisty! Jest takim Wrocławiem tylko ze znacznie fajniejszymi ludźmi i przestrzenią której Ci brakuje. Śląsk to świetne miejsce do życia.
  • Odpowiedz
@wrokikus1: jeżeli dusi Cię większe miasto to Tychy są spoko. Mam sporo znajomych inż z branży elektrycznej i chwalą sobie Śląsk. Twój opis oczekiwań pokrywa się z tym co słyszałem.
  • Odpowiedz
@wrokikus1: Uciekłem z Wrocławia lata temu, w 2011, mieszkam w powiatowym i za każdym razem jak jestem we Wro to się cieszę, że mieszkam gdzie mieszkam. Ale tutaj akurat będąc inżynierem to sznur polecam i taboret. Katowice polecam, znajomi mieszkają i są zadowoleni, miasto całkiem ładne, o wiele więcej przestrzeni niż we Wro. Ceny nieruchów czy knajpy, lepiej niż w większości powiatowych, niewielu turystów. Jakbym był zmuszony mieszkać w dużym
  • Odpowiedz
@wrokikus1: aglomeracja Śląska Ci spasuje co widać po tym wpisie. Oczywiście ma swoje minusy ale przestrzeni nie brakuje. Katowice powoli idą w stronę Krakowa i Wrocławia ale możesz mieszkać w innym mieście aglomeracji i korzystać z wszystkich jej atutów. Ja mieszkam w tańszym mieście przy DTS i do centrum Katowic jadę 10 minut gdzie mieszkając w południowej części miasta to było jakieś 20 minut.
Też nie lubię tłoków dlatego omijam
  • Odpowiedz
@wrokikus1: jestem tu od chyba 2012 roku, od ~2018 czuje że jest mocny zjazd w dół. Ludzi jak mrówek wszędzie i też mam wrażenie że się duszę, bo gdzie nie pójdę tam się ktoś kręci i ciągle coś. Ale to chyba dobrze, "centrum" się rozrosło, jest więcej ludzi wszędzie i trzeba uciec bardziej na obrzeża. Może to po prostu starość i chcesz trochę spokoju.
  • Odpowiedz
@wrokikus1: ja z Katowic uciekłem do Krakowa z powodów o których piszesz. Powietrze masz jeszcze gorsze niż we Wrocławiu, mniej ofert pracy, zarobki niższe a ceny nieruchomości podobne, wszędzie tłok i rezerwacje też musisz robić z dużym wyprzedzeniem. Jedyny plus to że w Katowicach nie masz takich korków
  • Odpowiedz
https://www.kartografia-ekstremalna.pl/p/demograficzny-zmierzch-gornego-slaska
Nie bez powodu to jest jeden z najszybciej wyludniających się rejonów w Polsce. Takie chwalone Tychy czy Bielsko Biała to już nie są te same miasta co przed covidem. U mnie jeszcze żona i dwie szwagierki zmieniały prace 2/3 lata temu w finansach i jedyne co znalazły to hybrydy w Warszawie. Jedyny plus Katowic to że jest dużo szybkich pociągów do Krakowa/Warszawy/Wroclawia
  • Odpowiedz