Żałuję, że się ożeniłem tylko z jednego powodu – nie mogę już żony nazywać swoją konkubiną. Czy jest piękniejsze słowo w języku polskim? Zawsze wolałem określenie „żyjemy w konkubinacie” od „mieszkamy na kocią łapę”. Mówisz: konkubinat, słyszysz: p-----c domowa, żonobijka, Harnaś i tanie p-------y. Nie to, co "małżeństwo". Z miejsca kojarzy się z ciepłem domowego ogniska, wspólnymi śniadaniami przy pełnym stole i niedzielnymi spacerkami pod rękę. Ładnie nas język polski tresuje. Ciekawe, ile osób wzięło ślub, licząc, że pijący i bijący konkubent po nałożeniu obrączki zmieni się w Jakuba Burskiego z „Na dobre i na złe”. Wojciech Smarzowski ma na ten temat swoje zdanie.
Gdyby „Dom dobry” wyszedł 30 lat temu, pewnie w wielu domach wywołałby tylko wzruszenie ramion – bo kto nie znał kiedyś rodziny z problemem alkoholowym lub przemocowym? Cytując Pezeta: „To tradycja narodowa jak pieprzony karp i kutia.” Jak chłop nie pił, nie bił i jeszcze potrafił utrzymać rodzinę, to był złotym człowiekiem, którego zazdrościły sobie nawzajem wszystkie Halinki dookoła. Rozwód z pijakiem? Jaki rozwód? Córciu – to grzech, a przede wszystkim wstyd przed ludźmi! I chociaż czasy się zmieniły, mamy więcej rozwodów i w ramach równouprawnienia kobiety też potrafią się znęcać nad mężami (o czym „Dom dobry” nie zapomina), to nadal nie brakuje ludzi, którzy tkwią w chorej relacji, nie potrafiąc jej zakończyć. Wielkim atutem filmu Smarzowskiego jest próba zrozumienia umysłu osoby, która latami pozostaje w przemocowym związku. Mamy tutaj szybki, dynamiczny montaż, porzucenie chronologii – razem z reżyserem przemierzamy głowę ofiary kata, która nie potrafi dostrzec pierwszych – z zewnątrz wydawać by się mogło – oczywistych czerwonych flag. Widzimy, jak wyrzuca z głowy złe wspomnienia, nabiera się na romantyczne gesty i brnie dalej i dalej w miejsce, z którego coraz trudniej się wycofać.
Czytałem tu i tam, że cały film to głównie p-----c, p-----c i nic więcej, z czym się totalnie nie zgadzam. Smarzowski, zabierając się nawet za tak traumatyczny temat, nie pozostaje przez cały czas śmiertelnie poważny – zaskakująco sporo tutaj humoru i takiego pozytywnego przekazu, że ludzie nie tylko krzywdzą, ale potrafią też pomóc. System (tutaj polityk, policja, sądy) potrafi zniszczyć ofiary, nie katów, ale nie znaczy to, że nie da się z nim wygrać – w silnej społeczności siła.
Nie polecam „Domu dobrego” na pierwszą randkę – nawet jeśli celujecie w horrory, ten jest zbyt prawdziwy. Ale to ważny film, który warto obejrzeć. /k
Gdyby „Dom dobry” wyszedł 30 lat temu, pewnie w wielu domach wywołałby tylko wzruszenie ramion – bo kto nie znał kiedyś rodziny z problemem alkoholowym lub przemocowym? Cytując Pezeta: „To tradycja narodowa jak pieprzony karp i kutia.” Jak chłop nie pił, nie bił i jeszcze potrafił utrzymać rodzinę, to był złotym człowiekiem, którego zazdrościły sobie nawzajem wszystkie Halinki dookoła. Rozwód z pijakiem? Jaki rozwód? Córciu – to grzech, a przede wszystkim wstyd przed ludźmi! I chociaż czasy się zmieniły, mamy więcej rozwodów i w ramach równouprawnienia kobiety też potrafią się znęcać nad mężami (o czym „Dom dobry” nie zapomina), to nadal nie brakuje ludzi, którzy tkwią w chorej relacji, nie potrafiąc jej zakończyć. Wielkim atutem filmu Smarzowskiego jest próba zrozumienia umysłu osoby, która latami pozostaje w przemocowym związku. Mamy tutaj szybki, dynamiczny montaż, porzucenie chronologii – razem z reżyserem przemierzamy głowę ofiary kata, która nie potrafi dostrzec pierwszych – z zewnątrz wydawać by się mogło – oczywistych czerwonych flag. Widzimy, jak wyrzuca z głowy złe wspomnienia, nabiera się na romantyczne gesty i brnie dalej i dalej w miejsce, z którego coraz trudniej się wycofać.
Czytałem tu i tam, że cały film to głównie p-----c, p-----c i nic więcej, z czym się totalnie nie zgadzam. Smarzowski, zabierając się nawet za tak traumatyczny temat, nie pozostaje przez cały czas śmiertelnie poważny – zaskakująco sporo tutaj humoru i takiego pozytywnego przekazu, że ludzie nie tylko krzywdzą, ale potrafią też pomóc. System (tutaj polityk, policja, sądy) potrafi zniszczyć ofiary, nie katów, ale nie znaczy to, że nie da się z nim wygrać – w silnej społeczności siła.
Nie polecam „Domu dobrego” na pierwszą randkę – nawet jeśli celujecie w horrory, ten jest zbyt prawdziwy. Ale to ważny film, który warto obejrzeć. /k
#paranafilm #film #filmy #kino #domdobry #smarzowski
źródło: domdobry
Pobierz