Wpis z mikrobloga

#sztukadlasprawiedliwych #konkursnanajbardziejgownianymemznosaczem

Stary Janusz, ojciec-legendarny, był mężem sprawiedliwym - sprawiedliwym nie w tym, że prawa strzegł, bo tyle to nie, ale w tym, że jego kieliszek zawsze równo napełniony i sumiennie opróżniony bywał. Jednakże ciemiężony przez los i samego króla szczurów, nosił w sercu jarzmo ciężkie niczym młyńskie koło. Vita est pugna contra tyrannos.

I gdy Janusz przeholował z alkoholem, nie kończyło się to zwyczajnym legnięciem na kanapie. O, nie. Wtedy bowiem jego ciało, udręczone i uciemiężone, przywdziewało postać obmierzłego pajęczego monstrum. Kark wydłużał się jak wieża Babel, ręce porastały sprawiedliwą szczeciną, a nogi mnożyły się, aż osiem cienkich patyków pełzało po podłodze. I tak oto ojciec przemieniał się w potwora, którego widok mógłby sprawić, że nawet Marynarz Senów (na urlopie w Gdyni) zwymiotowałby do kapitańskiej czapki.

Rodzina znała ten rytuał. Dzieci, mali ciemiężyciele, wiedziały, że kiedy stary wraca z piątkowej popijawy, nie wolno zostawiać skarpetek na podłodze, bo wtedy Janusz-pająk czynił z nich kokony i zawieszał pod sufitem jak pamiątki po dawnych wojnach. Matka zaś, kobieta także sprawiedliwa, miała już przygotowany zestaw egzorcyzmów: święcony czosnek, zimny rosół i krzyż zrobiony z dwóch łyżek wazowych. In nomine pastae et decocti. Tak właśnie odczarowywała ciemiężyciela, przywracając go do formy ludzkiej, aczkolwiek z nitką pajęczą zwisającą z ucha i spojrzeniem jak po spowiedzi.

Najgorsze jednak były dni abstynencji. Gdy ojciec ani kropli przez tydzień nie tknął, stawał się markotny, krążył po domu, jakby niewidzialne szczurze kajdany krępowały mu duszę. I cała familia wiedziała, że to choroba braku przemiany, choroba sprawiedliwego ciała, które domaga się powrotu do potworności, postaci obmierzłej, okropnej i nieludzkiej. Wtedy Janusz szeptał o „wódce, co karmi duszę pajęczą” i drżał niczym cierpiący prorok.

A były też opowieści legendą podszyte. Na weselu kuzyna wypił tyle, że nie w pająka się zamienił, ale w całą pajęczą orkiestrę. Osiem odnóży łupało w garnki, odwłok robił za bęben, a szczęki wygrywały melodię tak sprawiedliwą, że ciotka runęła zemdlona, a wuj, człek niegdyś dzielny, rzucił kieliszek i przysiągł, że już nigdy więcej pić nie będzie.

I tak toczyła się historia - raz człowiek, raz pająk, zawsze ciemiężony, ale zawsze sprawiedliwy. Ale mimo swej plugawości, gdy dzieci rano do szkoły trzeba było zawieźć, brał auto, nogą z odwłoka naciskając pedały. Sic transit gloria mundi.

Dla rodziny, by wiru nigdy nie zaznać.
NightRock - #sztukadlasprawiedliwych #konkursnanajbardziejgownianymemznosaczem

Stary...

źródło: a

Pobierz
  • 4
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach