Wyobraźcie sobie: kupujecie dziecku książki za kilkaset złoty co rok, bo „taka jest lista” — a otwieracie i widzicie to samo, co było rok wcześniej. Tylko inna kolejność rozdziałów i zmienione kilka zadań. Wydawnictwa i system edukacyjny stworzyły model, w którym stały obrót podręcznikami jest niemal gwarantowany. Nauczyciele wybierają serie (często wspierane darmowymi materiałami), ministerstwo ogłasza „aktualizację”, a rynek używanych książek dostaje po łapkach. To nie jest przypadek — to biznes kosztem rodzin. Może warto zacząć publiczną dyskusję, zbierać podpisy, wymagać większej transparentności i promować darmowe materiały? A póki co — pytanie do wszystkich: czy to nie jest szczyt chamstwa, żeby tak żerować na rodzicach i przyszłym pokoleniu?
@kutix99: Jak chodziłam do szkoły to było to samo. Rozwiązanie jest proste - kupujesz używane książki i może nie uwierzysz, ale tam jest takie coś jak spis treści i można szybko znaleźć co trzeba. Chyba, że teraz komplikują to bardziej i przestawiają kolejnością zadania z matmy itp.
Najgorzej było z książkami, po których się pisze (wgl co za pomysł uczyć dzieci pisania po książkach), bo uzupełnione to nie wolno, jak
@kutix99: mam dwoje dzieci chodzą do różnych szkół podstawowych do 1 i 3 klasy, każde z nich otrzymuje podręcznik używany z poprzedniego rocznika, aby nie było niedomówień jest podpisywany przez użytkownika w danej klasie i zdawany na koniec roku szkolnego. Jest używany do na pewno przez 3 lata chyba że zostanie zniszczony, wtedy rodzic odkupuje podręcznik. Można w nim pisać notatki tylko ołówkiem lub zmazywalnym dlugopisem Nie są płatne.
@walciak: Np z prywatyzacją. Korwin chciał sprywatyzować państwowe zakłady, póki nie zbankrutowały -a kasę przeznaczyć na wypłatę emerytur i likwidację ZUSu. Gawiedź się oburzyła "jak to prywatyzować???!!!" Zakłady doprowadzono do bankructwa, sprywatyzowano ZA BEZCEN a kasa gdzieś się rozpłynęła. Dziś nikt nie wierzy w ZUS.
@qba111: @6th_Sense Wszędzie obowiązuje taki system, bo zapewnienie bezpłatnych podręczników jest prawnym obowiązkiem szkoły. Podstawówki otrzymują dotację na zakup podręczników do wielokrotnego wypożyczania uczniom plus jakiś limit wydatków na pozycje "jednorazowego użytku" typu ćwiczenia do wypełniania. Ten luksus kończy się w liceum, rodzice sami pokrywają koszty, na zestaw do LO potrafi wyjść ponad 1000 zł.
@Horvath: @kutix99: Dodajmy do tego brak wersji cyfrowych, które by się przydały, by np. przynajmniej niektóre podręczniki zostawić sobie w szkolnej szafce. Rozszerzona biologia w LO to cegły po 500 stron. Tymczasem Nowa Era, z której jest większość podręczników, sprzedaje wersję elektroniczną za cenę identyczną jak książka papierowa (średnio 55 zł). I uwaga, to nie jest plik do pobrania na dysk, tylko dostęp online na jeden rok (!)
Może warto zacząć publiczną dyskusję, zbierać podpisy, wymagać większej transparentności i promować darmowe materiały? A póki co — pytanie do wszystkich: czy to nie jest szczyt chamstwa, żeby tak żerować na rodzicach i przyszłym pokoleniu?
Najgorzej było z książkami, po których się pisze (wgl co za pomysł uczyć dzieci pisania po książkach), bo uzupełnione to nie wolno, jak
To prywatna czy publiczna szkoła?
Ten luksus kończy się w liceum, rodzice sami pokrywają koszty, na zestaw do LO potrafi wyjść ponad 1000 zł.
A sami nie umiecie jeszcze poprawnie napisać "złotych".
Tymczasem Nowa Era, z której jest większość podręczników, sprzedaje wersję elektroniczną za cenę identyczną jak książka papierowa (średnio 55 zł). I uwaga, to nie jest plik do pobrania na dysk, tylko dostęp online na jeden rok (!)