Wpis z mikrobloga

Jeśli ktoś ma jakieś dodatkowe informacje/refleksje to prosiłbym o uzupełnienie, ale po ochłonięciu dalej jestem zszokowany fatalną organizacją zamknięcia/ewakuacji Openera.

Ludzie coś tam pisali, że "hehe, widać, że płatki śniegu, nigdy na Woodstocku nie byliście". Tyle, że w przypadku Woodstocku mówimy o kilkuset tysiącach osób, no i problem nie był jedynie z osobami, które przyjechały tam swoimi samochodami, ale również z tymi, które wracały openerowymi busami - właśnie przez beznadziejną organizację.

Główne mankamenty moim zdaniem:
a) Linkin Park jako ostatni koncert na Mainie. Wiadomo, dla nich świetny biznes, bo nawet jak ktoś przyjechał tylko i wyłącznie na Linkin Park, to musiał być odpowiednio wcześniej, żeby uniknąć problemów na bramkach/podczas dojazdu, więc ludzie zostawiali więcej hajsu na picie/żarcie.
Myślałem, że to kwestia logistyki, i że może ich koncert będzie jakoś bardzo długi, ale trwał 1.5h. Biorąc pod uwagę, że koncert Doechii trwał chyba z 50 minut, to naprawdę można było to lepiej ogarnąć - gdyby komuś na tym zależało.

b) Byłem na kilku festiwalach, to był mój trzeci opener, i pierwszy raz spotykam się z czymś takim, żeby o godzinie 3/3:15 był koniec imprezy. Dwa ostatnie lata opener funkcjonował do 4, a teraz, gdy zespół, na który przyjechało najwięcej osób grał prawie do drugiej, kończą wcześniej xdddd No przecież to się nie mogło udać xddd Naprawdę nie rozumiem czemu nie przedłużyli silent disco/stref z DJ-ami. Przecież spokojnie można było to pociągnąć do 6-8.

c) Totalny chaos. Pierwszego/drugiego dnia przy miejscu, z którego odbierały nas autobusy festiwalowe stał ziomek z megafonem i sobie śmieszkował. Gdy ktoś taki był potrzebny do przekazywania informacji czemu o 4 rano zamknięto drogę, którą przyszliśmy i czemu zamknięto nas w klatce, to oczywiście go nie było. Ogromny chaos i nerwowa atmosfera, która udzielała się też stewardom, tym znowu się nie dziwię, bo nie byli przygotowani na coś takiego.

Większych ekscesów chyba nie było, ale to głównie ze względu na profil festiwalowiczów, bo w tej ostatniej fazie już wielu osobom puszczały nerwy, no ale jednak wkurzone julki/pary gejów są nieszkodliwe.

d) To zahacza o poprzednie podpunkty, ale gdzieś widziałem argument, że "no, te kolejne dwa kilometry do miejsca, z którego zabierały nas autobusy, to było świetne logistyczne rozwiązanie, bo w ten sposób łatwiej było rozładować korek". No świetnie, tylko, że organizatorzy sam ten korek stworzyli z powodów, o których pisałem wyżej xddd Przecież wypraszanie kilku/kilkunastu tysięcy osób z terenu festiwalu w jednej chwili musiało się tak skończyć. Naprawdę można było przedłużyć działanie kilku stref.

e) Mam wrażenie, że liczba autobusów w piątek i sobotę była taka sama, podczas gdy jasne było, że w sobotę będzie nieporównywalnie więcej osób, niż w piątek. Naprawdę nic by się nie stało jakby w poprzednie dni postałoby się te 10-15 minut w kolejce na dworcu, gdyby znaczyło to, że organizatorzy wynajęli na sobotę o kilkanaście autobusów więcej.

Do tego stosunkowo sporo osób wychodziło już w trakcie Linkin Park, więc gdyby wszyscy czekali do końca, to sytuacja byłaby jeszcze gorsza.

Psuje to trochę odbiór openera, natomiast tak jak jest moda na narzekanie na openerowe line upy, to sobota była przepotężna, imo organizatorzy popełnili błąd, że nie rozbili jej pomiędzy inne dni. Linkin Park, JPEGMafia, girl in red, doechii, camila cabello, Kuban, Fisz, Brutalismus 3000, fka twigs, i pewnie paru innych, a do tego te strefy z djami. Ja wiem, że jak się popatrzy z boku na ceny to one wyglądają srogo, ale niecałe 6 stów? Bo chyba tyle było za jednodniowy, za koncerty tych wszystkich artystów to niesamowite value.
#opener
  • 10
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

  • 1
@Wojt_ASR_ co do ostatniego punktu, cena 600zl za taki lineup to dla 90% za duzo bo interesuje go 2-3 maks wykonawców.
Znaleźć osobę którą interesuje kazdy wykonawca danego dnia to ze świecą trzeba, albo jakiegoś festiwalowicza co idzie na wszystkie dni niezależnie kto gra.
  • Odpowiedz
  • 1
@Issac: No ale sam Linkin Park to byłby koszt co najmniej 5-6 stów. Tak na szybko sprawdziłem, że w Niemczech nosebleedy, przy kilku koncertach to 100-150€, a u nas, paradoksalnie, ceny są często wyższe, niż w Niemczech.
  • Odpowiedz
@Wojt_ASR_: co do cen biletów za jeden dzień to akceptuję argument, ale idąc tą logiką można by uzasadnić cenę nawet 1200 zł za jeden dzień. Te 555 zł to już na granicy akceptowalności a dla niektórych, szczególnie młodszych i mniej zarabiających, to pewnie już jest poza tą granicą.
  • Odpowiedz
  • 0
@Peptalk: No nie, bo w 1200 złotych już nie ma value. Chyba 99% + osób, które szły na sobotę, szły w dużej mierze na Linkin Park, więc ten bilet zwrócił im się samym Linkin Park, a pozostałe koncerty były niejako gratisem.

No i tak, dla młodych to jest ciągle sporo hajsu, ale można tyle zaoszczędzić, zwłaszcza w kilka miesięcy.
  • Odpowiedz
@Wojt_ASR_ spodziewałem się że tak będzie na koniec. Przyjechałem tam głównie na linkin park, ale jak tylko zapowiedzieli ostatnią piosenkę ruszyłem do wyjścia. Na koncercie byłem po lewej stronie przy wyjściu, a nie pod samą sceną. Był fajny luz, wszystko też dobrze widziałem. Wiem, że trochę straciłem bo nie zostałem na ostatni kawałek, ale za to godzinę później byłem już w pokoju w Sopocie. Na autobus czekałem jakieś 5 minut, na
  • Odpowiedz
  • 1
@blake23: No spoko, jak jesteś zadowolony to najważniejsze. Ja byłem w 4 osoby i dwie poszły wcześniej, jedna została ze mną do końca. W piątek zrobiłem sobie luźny dzień, przyjechałem jedynie na Muse, i miałem takie podejście, że sobota to taki dzień na wyniszczenie, bo od początku do samego końca - Brutalismus o 1:30 i ten ziomek z Kwiatu Jabłoni o 1 + Silent Disco, było coś, co mnie interesowało,
  • Odpowiedz
@blake23 Zrobiłem to samo. Ta sama część przy wyjściu, ruszyłem od razu z ostatnia piosenką i bezproblemowo dostałem się autobusem na czekająca SKM ( ͡° ͜ʖ ͡°)
  • Odpowiedz