Wpis z mikrobloga

@maly_atak_paniki: klasyk, stary. Emocjonalna pustynia w domu gdzie każdy żyje obok siebie, a nie ze sobą. Ojciec którego praktycznie nie znasz, matka ledwo promieniująca jakimkolwiek ciepłem. I jak tu potem ogarniać relacje z kimkolwiek skoro od początku miało się tylko zimno, mur i ciszę? Można próbować uciec. Budować coś swojego... ale prawda jest taka, że to, co ci wgrali w domu, siedzi głęboko. Nieliczni się z tego wykopują, inni po
  • Odpowiedz
@Van-der-Ledre: Nie wiem jak na to do końca odpowiedzieć. Na pewno zabrakło tej rodzicielskiej miłości, więźi. Ojciec był nieobecny właściwie zawsze. Nie interesował się mną od początku mojego istnienia. Dosłownie nie przypominam sobie o żadnym momencie z dzieciństwa z nim... Z matką podobnie. Oprócz tego, że zajmowała się podstawowymi potrzebami dziecka, więc stąd ta lekka, minimalna więź...
  • Odpowiedz
@maly_atak_paniki: No to nie dziwne w takim razie. Ehh, brak rodziców w życiu dziecka jest okrutny dla psychiki, nie ma z czego potem stworzyć się jakakolwiek więź, czy cokolwiek innego. Bardzo przykre, bo jesteś sam, z rodziną, ale nadal sam. ehh koliego.., m-musi być ktoś kto będzie dbał o Ciebie, a nie miał w dvpie ehh.. (づ•﹏•)づ
  • Odpowiedz
@maly_atak_paniki Miałem tak samo z Ojcem. Kiedy zmarł 3 lata temu, wiadomo - żyło się z nim od urodzenia, więc jakiś tam płacz był na pogrzebie, ale potem o wszystkim zapomniałem. W ogóle nie czuć tej nieobecności. Nigdy się nie interesował, zero jakiejś nawet głupiej wspólnej nauki, gry w piłkę itd. Wtedy sobie zdałem sprawę jak on mało (niestety) znaczył w moim życiu, bo gdybyśmy mieli zdrową relację, to po jego
  • Odpowiedz