Wpis z mikrobloga

Hodowla (owiec) i psów Pasterska Osada z Bielska Białej.

Opiszę Wam moją krótką przygodę. Niech się niesie i indeksuje.

Mega skrót?
1. Niedziela popołudnie - kupno psa. Pies wymiotuje, smutny, osowiały, nie chce jeść
2. Wtorek - pies ma biegunkę, wymioty, objawy żółtaczki, wylądował pod kroplówką
3. czwartek - pies umiera,
4. Hodowca umywa ręce twierdząc, że to co zabiło psa nabył u nas, mimo że wg weterynarza nie istnieje choroba, którą mógłby się tak szybko zarazić + tak szybko by zadziałała.
5. Hodowca zaprasza do sądu jeśli chcemy pieniądze spowrotem - bo wie jak działają w Polsce sądy

Skrócona, ale już dłuższa, bardziej pełna wersja:

Niedziela:
Kupiony piesek. Jupi! Pierwszy raz w życiu rodowodowy (ZKwP)
W samochodzie wymiotuje - bywa.
W domu wymiotuje - już gorzej, ale sprzedawca twierdzi, że nie socjalizuje psów i że może mieć stres + czuć smutek po rozstaniu z rodziną. W sumie poniekąd internety to potwierdzają

Poniedziałek
Pies nadal apatyczny, smutny, nie bardzo chce jeść. A w zasadzie zjadł coś - wymiotuje. Potem już powącha jedzenie - wymiotuje
telefon do weterynarza - ten stwierdza, że to dziwne, ale w skrajnym przypadku może tak się objawiać lęk separacyjny. Umawiamy się na jutro
Pojawia się biegunka
Telefon do hodowcy - "lęk separacyjny!", " Paanie, moje psy rzygają dalej niż widzą!", "A bo dajesz mu jakieś saszetki dla szczeniaków! Psy muszą wpier****ać surowe mięso!"

Wtorek
nadal apatia, smutek, brak apetytu. Coraz gorzej
Weterynarz mówi - pierwsze objawy żółtaczki, odwodnienie. Coś zdecydowanie jest nie tak i że rokowania bardzo średnie. Kroplówka, antybiotyk, badania. Cokolwiek to jest - nie ma opcji, żeby w niecałe 48h (czas między zakupem a badaniem u weterynarza) zdążył się czymś zarazić czy struć i żeby dało to taki efekt! Musiał to już mieć wcześniej, przed zakupem
Rozmowa z hodowcą - "nie żebym podważał kompetencje weterynarza, ale to lęk separacyjny, przejdzie mu za 2-3 dni", "Pies był zdrowy!"

Środa
Jeszcze gorzej, pies coraz bardziej żółty. Rozmowa ze sprzedawcą - nie ma opcji że pies był chory, braliście psa zdrowego, uśmiechniętego, wy go czymś struliście!
Kolejna kroplówka, zastrzyki, usg. Weterynarz daje niewielkie szanse na przeżycie
Jeszcze raz telefon do hodowcy. Ten stwierdza, że pokryje połowę kosztów leczenia, przy czym jednocześnie sugeruje że mają to być niskie koszty, jak on płaci u swojego kolegi weterynarza, podając przykład usg za 30zł... Stwierdzamy, że nie chcemy ryzykować i chcemy oddać psa. On się zgadza, zwróci nam koszt zakupu, ale nie koszt leczenia. I on sam dalej będzie leczył psa. Ok. Chcemy dzisiaj. Niieee, dzisiaj nie. Przywieźcie go jutro.

Czwartek
Pies dostaje czegoś w rodzaju padaczki, przelewa się przez ręce, bez sił. Po prostu agonia... Dzwonimy do hodowcy - "to wyście go struli! nie zobaczycie żadnych pieniędzy! Jak chcecie to zobaczymy się w sądzie!". Jedziemy do weterynarza. Skraca cierpienia psa ostatnim 'lekiem'.
Rozmowa z hodowcą, ten nie bo nie,nie przyjmuje żadnych argumentów - ani że pies od razu wymiotował ani że pies dostał żółtaczki w niecałe 48h, gdzie żadna choroba nie postępuje tak szybko...

#bordercollie #prawo #psy #zwierzeta #zwierzaczki #kynologia
  • 5
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@naPsaUrok: Jak rozumiem, to był szczeniak?
Problem "pseudohodowli" jest w całej Polsce, dotyczy nie tylko psów. Ci "hodowcy" minimalizują koszty utrzymania, czytaj: dotrwania zwierzaka do jego zakupu, poprzez brak szczepień podstawowych albo poprzez szczepienia "tylko na papierze", tzn. wlepka szczepionki w książeczkę zdrowia, brak zabezpieczeń przeciwko pasożytom zewnętrznym i wewnętrznym, generalnie brak profesjonalnej opieki weterynaryjnej, bo generuje koszty. Traktują zwierzęta jak przedmioty, narzędzie handlu a nie stworzenie, które może np.
  • Odpowiedz
  • 0
@Dzonyy1: szczeniak, ale już większy, bo 15 tygodniowy (chociaż sprzedawca nie potrafił wyjaśnić dlaczego ma takiego - jak na szczeniaka - staruszka). I to jest oficjalna, zarejestrowana hodowla FCI.
W ich przypadku psy są pracujące, bo mają hodowlę owiec. Hodowca cały czas twierdził w kółko jedno i to samo - lęk separacyjny. pies musi wpier****ać surowe mięso a nie saszetki (nawet sugerując że to saszetki mu zaszkodziły, może producent będzie
  • Odpowiedz
@naPsaUrok: Rozumiem. kasa kasą, ale trzeba takich "hodowców" tępić. Za znęcanie się nad zwierzętami, - przestępstwo, jest kara do 3 lat pozbawienia wolności - brak odpowiedniej opieki jest znęcaniem się. Co prawda sądy, w takich przypadkach, rzadko stosują karę bezwzględnego pozbawienia wolności, ale "zawiasy" tez dobre dla takich. Powodzenia.
  • Odpowiedz
@naPsaUrok: Bardzo mi przykro z powodu straty. Powinno ci się jednak zapalić trochę lampek, w tym 15 tygodniowy szczeniak, przy którym hodowca twierdzi, że NIE SOCJALIZUJE PSÓW (!!!). Czyli właśnie odebrałeś psa, który w najważniejszym dla niego momencie życia nie został zsocjalizowany.

Proponuje nagłośnić sprawę na grupach na fb poświęconych rasie i skontaktować się z ZKwP Będzin pod który hodowca podlega. Niestety, nawet wśród hodowców "zalegalizowanych" bywają tacy, którzy nigdy
  • Odpowiedz
  • 1
@uytx: na trzech grupach chciałem wrzucić post - bez żadnych oszczerstw, tylko krok po kroku opisana historia - na każdej grupie post odrzucony.

ZKwP Będzin dostał maila z pełnym opisem sytuacji - milczy.

Lampki mi się nie zapaliły, bo nie kupuję psów co tydzień i nie mam na co dzień styczności z hodowcami, nie mam pojęcia jak się zachowują i co robią.
  • Odpowiedz