Wpis z mikrobloga

Dzisiaj #niewiemalesiedowiem wrzucił na YT film z serii "Unia Europejska upada, a USA i Chiny ją wyprzedzają". Jest to kolejny film na YT w tym stylu, wcześniej temat został podjęty przez #goodtimesbadtimes , ale też przez innych twórców. Wiele faktów tam zawartych to prawda, ale ja jestem nieco bardziej dociekliwy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Musimy zreformować UE, to ostatni gwizdek, ale co to wszystko znaczy dla przeciętnego obywatela?

Część argumentów koncentruje się na PKB, które jest miarą dość niedoskonałą, i choć wiele osób to rozumie, to najmniej rozumieją to zwykli obywatele. A więc w dużym skrócie - jeśli kupiłeś duży samochód, który dużo pali, zatankowałeś go, zawiozłeś dzieciaki do szkoły, pojechałeś do pracy, a później miałeś stłuczkę i oddałeś go do mechanika to wygenerowałeś całkiem duże PKB. Co prawda napchałeś przy tym kasą inne państwo, nie wydasz tych pieniędzy być może na coś bardziej konstruktywnego, trochę się zestresowałeś wypadkiem i staniem w korkach oraz skróciłeś trochę życia swoim dzieciom, które mogłyby przecież się przejść, bo nie mają zbyt dużo ruchu w ciągu dnia. Pomińmy już, że być może dorzuciłeś się jakiemuś dzieciakowi do raka, dziadkowi do Alzheimera (w obu przypadkach to zasługa spalin w powietrzu) a u kilku innych osób dorzuciłeś codzienną dawkę permanentnego stresu w postaci hałasu, który mózg już ignoruje, ale organizm niekoniecznie.

Jakiś frajer Duńczyk natomiast w drodze do pracy wygenerował znikome PKB, bo pojechał tam rowerem, nie napchał kabzy japońskim koncernom motoryzacyjnym rocznymi oszczędnościami (bo z niemieckich miałby jeszcze jakąś korzyść), nie napchał też koncernom petrochemicznym, które może i szkodzą środowisku, ale za to szkodzą też ludziom kancerogennymi związkami. Duńczyk przy okazji zaoszczędził trochę na lekarzach i fizjoterapeutach, sobie i swojemu państwu.

Czy zrównoważony rozwój nie jest więc frajerstwem i powinniśmy konsumować, żeby PKB rosło?

USA jest w dość uprzywilejowanej pozycji ze względu na rozwinięty przemysł zbrojeniowy, silną armię, bazy wojskowe, mnóstwo wasali, surowce, dominującą pozycję na świecie i powszechne użycie dolara, którego można bardzo rozwodnić i zasypywać rynek kasą, bez szybkich i dramatycznych konsekwencji. Po prostu USA ma silne karty w polityce, zawsze ma jakiś instrument nacisku. Wydaje się, że żeby to zrównoważyć i co wiele osób podkreśla bardzo zgodnie, UE musi się stać USA bis - rozwijać przemysł zbrojeniowy, rozwijać armie, pobawić się w szeryfa świata.

Czy to oznacza, że żołnierze w Polsce i Europie (synowie, ojcowie, mężowie, bracia) będą częściej wysyłani na front i częściej narażeni na niebezpieczeństwo?

Raport Mario Draghiego jest alarmujący, ale zawiera też pewne plusy dla UE. To przede wszystkim bardzo wysoka jakość życia i wysoki poziom równości społecznej, czyli coś, czego brakuje USA i Chinom. Wysoka koncentracja kapitału w USA sprzyja spektakularnym przedsięwzięciom, jak i tania siła robocza w Chinach. Czy to nie oznacza, że ratunkiem dla UE jest poluzowanie prawa pracy i zwiększenie rozwarstwienia? To większa elastyczność rynku pracy i wyższe zyski dla inwestorów.

Czy nawiązanie rywalizacji z USA i Chinami nie będzie oznaczało, że powinniśmy pracować więcej i dłużej, że powinniśmy zwiększać masy biednych, żeby hodować więcej naprawdę bogatych?

W USA dużo inwestuje się w startupy, w Chinach też dużo się inwestuje w innowacyjne technologie, ale w obu przypadkach wydaje się, że przebiega to w nieco inny sposób. W USA inwestuje sektor prywatny, a w Chinach tworzy się coś w rodzaju czeboli - państwo jest tak duże i dysponuje taką masą środków, że stać je na olbrzymie inwestycje, które polegają na pchaniu kasy w wąskie grono wybranych firm, które rywalizują ze sobą, z jednej strony jest silna presja na rozwój technologiczny, z drugiej podkradanie patentów innym, z trzeciej bezkonkurencyjne ceny ze względu na subsydia. W skrócie - wszystko na koszt podatnika w nadziei, że przyniesie to korzyści za X lat (taki komunizm i kapitalizm z domieszką koreańskich patologii). W USA intensywnie inwestuje się w startupy, co robią też w znacznej części prywatni inwestorzy - ok. 75% startupów wspieranych przez fundusze venture capital upada, nie zwracając inwestorom żadnych środków. W 40% przypadków inwestorzy tracą całość zainwestowanego kapitału. Czyli też to jest pewnego rodzaju rozwój na koszt obywatela, tylko bardziej dobrowolny, ale bodajże stymulowany bardziej liberalnymi przepisami.

Czyli jeśli chcemy gonić USA i Chiny to my (obywatele) powinniśmy sfinansować rozwój technologii? Musimy z czegoś zrezygnować żeby państwo inwestowało, albo musimy więcej inwestować sami, więcej ryzykując? W ogóle mało inwestujemy bo nas w UE systemy emerytalne rozpieszczają - może tak należy stymulować ludzi do inwestycji?

Unię Europejską określa się jako przeregulowaną. To m.in. dlatego żywność w Europie jest najlepsza jakościowo na świecie. Dlatego też w USA dopiero niedawno zakazano stosowania azbestu. Gdy UE walczy często z korporacjami, to w USA korporacje się wspiera. Nic dziwnego, że wolą tam funkcjonować. No i wracając do żywności - mamy ją świetną (wiele osób o tym nie wie nawet), ale drogą. To z kolei pozwala stosunkowo małym rolnikom na godne życie, bo nie dość że sprzedają drogo, to jeszcze mają dopłaty. Powinniśmy natomiast zwiększać konkurencyjność, a więc może i otworzyć się na inne rynki, zrezygnować z ekologicznego i bezpiecznego rolnictwa, tworzyć latyfundia. Amerykanie od lat jedzą GMO podlane zdrowo pestycydami zakazanymi w UE i jakoś żyją. O Chinach, jakości życia, BHP, zarobkach rolników to nawet nie wspominam xD

Czy żeby dogonić USA musimy po prostu zrobić dobrze korporacjom, pozbyć się małego rolnictwa i mniej dbać o interes obywateli, nie regulować tak wszystkiego i dać sobie spokój z jakimś bezpieczeństwem żywności?

Mówiąc szczerze, to takich zagadnień jestem w stanie wymienić jeszcze kilkanaście, może kilkadziesiąt, ale mi się nie chce. Wiele rzeczy uważanych za głupoty i fanaberie (środowisko) realnie przekłada się na wysoki poziom życia Europejczyków i niższy poziom życia innych nacji. Są też rzeczy zupełnie niemierzalne, jak np. to, ile jest wart bezpieczny spacer nocą czy możliwość poruszania się pieszo w ogóle w miastach.

Żeby nie było. W tym wszystkim da się dostrzec pewną prawidłowość i słuszność. Czemu w Europie mamy żyć lepiej, jeśli pracujemy mniej, żyjemy spokojniej i dostajemy więcej od państwa? Jeśli się nie zmobilizujemy, to powstanie ryzyko, że to stracimy i wtedy będziemy musieli pracować jeszcze ciężej. Może faktycznie powinniśmy ładować więcej kasy w rozwój i badania, choćbyśmy mieli ją w znacznej części przepalać, a zamiast tego możemy obciąć budżety na przysłowiowe "festyny" albo nawet i względnie potrzebne wydatki, ale bez których można się obejść?

Tylko może mówiąc o tym jak UE upada, warto wspomnieć, kto ma ponieść koszty naprawy i jakie one będą? Można też podkreślić to co mamy my (UE), a czego nie mają inni. Jak widzę YT to jest gra do jednej bramki, nie pokazuje się ani patologii Chin, ani USA, a u ludzi takie materiały budzą frustrację. Ich frustracja będzie jeszcze większa, gdy ktoś w końcu wdroży plan naprawczy w życie.
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

No Miras dzięki... widać, że komuś się nie chce zabierać za robotę tak samo, jak mi... ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Potężny, naszpikowany ideami i przemyśleniami komentarz na rozgrzanie mózgu w ten poniedziałkowy poranek... wykop!
  • Odpowiedz